Mentionsy
ZIOBRO PÓJDZIE SIEDZIEĆ? AFERA DZIAŁKI CPK I BERKOWICZ W IKEI | DUDEK o polityce
Więzienie czy Węgry? Zbigniew Ziobro na celowniku ministra Żurka, afera z działkami CPK i zakupy Berkowicza w IKEA - to tylko niektóre z tematów, jakie prof. Antoni Dudek poruszy w dzisiejszym politycznym podsumowaniu tygodnia. Zapraszamy do słuchania!
Szukaj w treści odcinka
Pierwsza część tej afery z całą pewnością obciąża PiS i z tego PiS się absolutnie nie wykręci.
Dlatego, że to była ich sztandarowa, jest ciągle inwestycja, oczko w głowie prezesa Kaczyńskiego i wszystkich PiS-owców.
Będziemy w tym programie komentować kolejne rozprawy pana Mateckiego, pana Ziobry, pana Wosia, także pana Romanowskiego, którego proces zaocznie może się toczyć.
On naprawdę, skoro nie chce korzystać z Prawa Obrony, niech sobie siedzi w tym Budapeszcie.
Niech te procesy się toczą tak, żebyśmy mieli w pierwszej instancji wyrok przed wyborami w 1927 roku.
Mamy dwóch starszych panów, którzy nieustannie swoją wojnę osobistą zamienili w istocie rzeczy w proces destrukcji państwa polskiego.
Dzień dobry, witam Państwa serdecznie w ten długi jesienny już wieczór, czas przestawiony.
Na stary czas to pewnie byśmy teraz zaczynali o 21, ale nie, to jest godzina 20.
Czas zacząć nasz program, czyli Dudek o polityce, a więc profesor Antoni Dudek będzie nam dzisiaj podsumowywał cały ten polityczny tydzień.
Dużo się działo, Panie Profesorze, dzień dobry, dobry wieczór.
No właśnie, bo to też jest dobra propozycja dla Państwa.
Jeżeli nie macie co robić te długie jesienne wieczory, to zapraszamy co piątek o godzinie 20 na kanale Super Expressu.
Ten właśnie program się pojawia.
Cieszymy się, że jesteście Państwo z nami.
Cieszymy się za każdą nową subskrypcję, za każdy kciuk w górę zostawiony pod tym filmem, za każdy komentarz.
No i cieszymy się też z tego, że ostatnio wylądowaliśmy na jakimś tam topowym miejscu na tych platformach streamingowych.
Dziękuję.
Dziękujemy wszystkim, to Państwa zasługa.
Dobrze, Panie Profesorze, to przechodzimy do naszego podsumowania, które jak zawsze już zaczynamy od pytania do Pana, które pojawiły się w komentarzach.
Tym razem użytkownik o niku TMXS9GL.
Piękny, poetycki nick zadaje takie pytanie.
Na jakiej podstawie twierdzi Pan, że lepszym ambasadorem w USA będzie Hołownia niż Klich?
Czy ambasador Hołownia będzie lojalny względem prezydenta czy premiera?
To jest ciekawy zbyt.
To są dwa pytania w jednym, więc po pierwsze...
W tym sensie Hołownia z całą pewnością będzie lepszy od Klicha, że gdyby rzeczywiście go nominowano, to mielibyśmy ambasadora w Stanach Zjednoczonych.
Podczas gdy Bogdan Klich nie będzie, sądząc po stanowisku prezydenta Nawrockiego, przez najbliższe dwa lata, a zatem także i później, ambasadorem, ponieważ prezydent Nawrocki, podobnie jak prezydent Duda, odmawia podpisania tej nominacji, a Polska potrzebuje ambasadora w Stanach Zjednoczonych, zresztą nie tylko tam, w wielu innych krajach, ale mówimy tu o Stanach Zjednoczonych.
Więc z tego punktu widzenia, jeżeli by rzeczywiście strony wysokie zwaśnione, czyli rząd Tuska w osobie ministra Sikorskiego i prezydent Nawrocki się dogadali w sprawie Hołowni i jego nominacji na ambasadora, to mielibyśmy ambasadora w Stanach Zjednoczonych.
Natomiast co do lojalności, to mogę powiedzieć tylko tyle, to by czas pokazał, czy on byłby lojalny, czy nie byłby lojalny.
Ja wiem tylko, że nielojalnego ambasadora rząd może odwołać, prezydent już nie może.
To tyle tytułem odpowiedzi na to pytanie.
No to mam nadzieję, że nasz słuchacz, nasz widz jest usatysfakcjonowany.
Zachęcam Państwa, żebyście też zostawiali w komentarzach pytania do Pana Profesora.
Zawsze jakieś pytanie wybieramy i później odnosimy się do niego w kolejnym programie.
Dobrze, to przechodzimy do podsumowania tygodnia.
Poprzedni tydzień kończyliśmy.
tą informacją, bo to się wtedy rozkręcało tak naprawdę.
Ten tydzień, podsumowanie tego tygodnia zaczynamy.
Dwie konwencje, dwie najsilniejsze partie zrobiły swoje konwencje, czyli Prawo i Sprawiedliwość, a także Platforma Obywatelska, wróć, Koalicja Obywatelska, ale o tym za chwilę.
Zaczynamy od Prawo i Sprawiedliwości.
Co możemy powiedzieć o konwencji Prawo i Sprawiedliwości?
Na przykład to, że pojawiły się na niej bardzo znane twarze.
Polacy nie mieli dostępu do siatkówki, Polacy nie mieli dostępu do polskiej piłki nożnej.
Mogę Cię troszeczkę poprosić jednak o powiedzenie diagnozy, co dalej, a nie o tym, jak wspaniale zmieniłeś telewizję polską.
Ja jeszcze o sobie nawet słowa nie powiedziałem.
Ale wszyscy wiemy, do czego to zmierza.
Oddajemy Ci zasługi?
Jednego słowa nie powiedziałem, po prostu powiem wyłącznie o tym zmianie.
O to, co w przyszłości, co mamy robić teraz i co w przyszłości, jaką powinniśmy przyjąć wizję rozwoju mediów publicznych.
Czy gdyby Prawo i Sprawiedliwość do władzy wróciło, to na przykład do telewizji polskiej wróci Jacek Kurski?
Ja sobie tego nie wyobrażam.
Ja sobie tego nie wyobrażam.
Żeby Jacek Kurski był prezesem telewizji publicznej, mówię to z całą odpowiedzialnością.
To co robił u was na panelu?
Brał udział w panelu.
To były różne środowiska, które mogły rozmawiać o błędach, porażkach, sukcesach, ale też drodze rozwojowej.
Tak więc Jacek Kurski był na panelu na konwencji Prawa i Sprawiedliwości, ale to, czy wróci do telewizji Polski, to tego nie wyobrażała sobie pani poseł Prawa i Sprawiedliwości, Olga Semeniuk-Patkowska.
Czyli Jacek Kurski trochę taki wyklęty, ale nie do końca, bo się jednak na tym panelu pojawia.
Więc tak, zacznijmy od tego, że ja nie przez przypadek wybrałem ten materiał, bo on był najważniejszym, który się przebił do mediów niepisowskich z tej konwencji programowej, co pokazuje, jak ona delikatnie mówiąc była mało efektywna programowo, bo tak naprawdę poza tym przekazem właśnie, że się tam Jacek Kurski lekko ściął z posłanką Lichocką, bo to jej głos słyszeliśmy tam,
Na początku to ona przerwała Jackowi Kurskiemu, to jego słowo, to jego zasługa jako prezesa TVP.
To właściwie tylko przemówienie prezesa o tym imperium, które Niemcy budują razem z nie wiadomo dlaczego Francuzami, które ma zniszczyć Polskę.
To właśnie to były dwie informacje, które się przebiły i to jest, muszę powiedzieć, porażka PiSu.
Dlatego, że gdyby naprawdę PiS miał pomysł porównywalny z tym 500 plus sprzed laty, to media by o tym trąbiły.
I w związku z tym, dlatego ten przekaz nie przez przypadek zdominował, że tam się nic ciekawego programowo nie wydarzyło z prostego powodu.
PiS nie ma już odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące przyszłości Polski.
Natomiast powiela cały czas swoją narrację o tym, że złowrogie siły z Europy Zachodniej chcą zniszczyć Polskę i ratunek jest tylko w Stanach Zjednoczonych, bo jak powiedział prezes Kaczyński, tylko Stany Zjednoczone też nie są łatwym partnerem, ale przynajmniej nie chcą nam zabrać naszego państwa.
No i właściwie do tego się to sprowadza.
A co do samego Kurskiego, sprawa jest bardzo prosta.
Jarosław Kaczyński ma słabość do kilku ludzi, należy do tego wąskiego grona, Jacek Kurski.
Jeśli PiS wróci do władzy, to prezes Kaczyński z racji tej słabości, którą ma do Jacek Kurskiego, gdzieś go będzie próbował ulokować.
Czy to będzie TVP?
Trudno powiedzieć.
Wiadomo, że w PiS-ie jest bardzo wielu ludzi, którzy absolutnie nie chcą powrotu Kurskiego, a już zwłaszcza Kurskiego do mediów publicznych.
Ja ich doskonale rozumiem.
Dlatego, że ja przez osiem lat, siedem, bo przez siedem Kurski realnie kierował TVP, bardzo uważnie oglądałem główne programy informacyjne telewizji rządowej.
I muszę powiedzieć, że to co robił tam Jacek Kurski, to telewizja Republika nawet w minimalnym zakresie nie jest w stanie doścignąć tego poziomu tempej.
uderzającej po prostu każdego inteligentnego człowieka po oczach propagandy, którą Kurski tam uprawiał.
W związku z tym ja się nie dziwię, że wielu ludzi w PiS-ie ma poczucie, że Kurski nie pomógł, tylko bardzo zaszkodził PiS-owi w okresie jego rządów i mają absolutnie rację.
W związku z tym ja nie dziwię im się, że część ludzi, tak jak pani posłanka Semeniusz Patkowska, nie chcą widzieć Kurskiego w swoim otoczeniu.
Doskonale ich rozumiem, ale obawiam się, że będą go musieli widzieć w swoim otoczeniu.
To jest też ciekawe, co pan powiedział, że nie przebiły się inne rzeczy z tej konwencji.
Ja tylko wspomnę, żeby to wybrzmiało, że rzeczywiście tam padały takie pomysły, jak na przykład waloryzacja 800+, wprowadzenie dochodu podstawowego w wysokości 500 zł.
Gwarantowanego właśnie, tak?
Bon mieszkaniowy 40 tysięcy przy pierwszym dziecku, 100 tysięcy złotych przy trzecim oraz szereg zmian w systemie emerytur i też padło, to Michał Woś mówił o tym, że będą rozliczać wymiar sprawiedliwości, ale też poprzez czyszczenie.
Tak, to wszystko prawda, natomiast większość tych deklaracji dotyczy dalszej rozbudowy państwa socjalnego.
Najwyraźniej część dziennikarzy uważała to już na tak niewiarygodne, że nie rezonowało to.
My dzisiaj z ogromnym trudem jesteśmy w stanie realizować dotychczasowe zobowiązania socjalne państwa, z których większość pochodzi z czasów rządów PiSu.
Więc wiara w to, że nasz budżet wytrzymałby np.
wprowadzenie stałego dochodu gwarantowanego, którego nie ma nigdzie na świecie.
Nigdzie na świecie, w żadnym kraju.
Na razie robią takie eksperymenty w Finlandii.
Jeszcze w innym kraju dawano pewnej grupie ludzi pieniądze za nic.
No i zdaje się, że te eksperymenty, delikatnie mówiąc, nie wypadły najlepiej, bo zapadła cisza wokół tego.
W związku z tym ja mam wrażenie, że to jest przykład takiej prymitywnej demagogii socjalnej, którą oczywiście PiS będzie próbował użyć przy następnych wyborach, tylko może to się okazać niewystarczające.
Zwłaszcza jeżeli do tego czasu dojdzie do załamania finansów publicznych.
Ja bym tutaj chciał zadać pytanie do naszych widzów i słuchaczy.
Proszę zostawić odpowiedź w komentarzu.
Czy chcielibyście Państwo dostawać 500 zł za nic?
Proszę zostawić w komentarzu odpowiedź.
Jestem bardzo ciekawy, ile osób by chciało.
O, zdziwi się Pan.
Drodzy Państwo, w takim razie, czy chcecie dostawać 500 zł za nic?
W komentarze są do Waszej dyspozycji.
Idziemy dalej.
Konwencja Koalicji Obywatelskiej też się odbyła.
Koalicja Obywatelska, proszę Państwa, bo Platforma Obywatelska przestała istnieć.
Dzisiaj łączymy nasze szeregi, dzisiaj łączymy nasze siły, bo wiemy, że podobnie jak w październiku 2023 roku, nic nie jest rozstrzygnięte.
Nie chcę tu filozofować za bardzo, bo wiecie, życie i polityka to są proste wybory.
Tak naprawdę z reguły mamy do czynienia z wyborami czarno-białymi.
I nie ma co komplikować tych oczywistych i takich właśnie najprostszych wyborów.
Jeśli my dzisiaj mówimy Polsce, chcemy być silni, potrzebna jest nam siła, a fundamentem siły jest jedność tych wszystkich, którzy myślą podobnie, którzy chcą podobnie działać.
To robimy to dlatego, bo wiemy, że po drugiej stronie jest zło.
Czym na to zmiana, panie profesor?
Nie, ale dlaczego?
Mi się ta wypowiedź Donalda Tuska szalenie podoba, dlatego że jemu się rzadko zdarza być aż tak szczerym, jak w tej wypowiedzi.
Mianowicie, on powiedział wyraźnie, że większość wyborów, jakich dokonujemy, jest czarno-biała.
I to jest kwintesencja tego, co jest tą strategią polaryzacyjną Tuska.
A jest dokładnie odwrotnie.
Jak się bliżej przyjrzeć, to mniejszość sytuacji, z którymi mamy do czynienia w życiu, jest czarno-biała, zero-jedynkowa.
Natomiast tutaj Tusk się nam odsłonił i powiedział, proszę bardzo, ja jestem dobrem, a zło jest po tej drugiej stronie i to zło uosabia prezes Kaczyński i PiS.
I to jest absolutnie horrendalne myślenie, które niszczy ten kraj.
Niszczy ten kraj, dlatego że to nie jest tak, że ktoś ma absolutny monopol na rację, uczciwość, słuszność.
Tymczasem mamy dwóch starszych panów, którzy nieustannie swoją wojnę osobistą zamienili w istocie rzeczy w proces destrukcji państwa polskiego.
Zaraz będziemy mówić o kolejnych przykładach tego.
Podczas gdy w rzeczywistości racje są podzielone.
W każdej sprawie, której dotyczy dzisiaj spór między PiS-em a Platformą, można prześledzić bardzo na spokojnie, uważnie, że każda ze stron ma pewne argumenty.
Natomiast ponieważ te argumenty giną w kakofonii oskarżeń tej drugiej strony, która jest wcielenym złem, my w efekcie stoimy w miejscu.
I to jest rzecz absolutnie destrukcyjna i Polska w przyszłości zapłaci za ten konflikt ogromną cenę.
My już zaczynamy za niego płacić, a będziemy płacić jeszcze większą.
Natomiast co do samego wydarzenia, no to ono jest racjonalne.
Donald Tusk czyści sobie przedpole przed kolejnymi wyborami parlamentarnymi, więc zamiast się męczyć z panem Szłapką jako liderem partii, której de facto nie ma, ale formalnie jest nowoczesna, czy z Barbarą Nowacką jako liderką,
partii, której faktycznie nie było, ale formalnie jest, czy inicjatywą polską, zjednoczył ich, przy okazji zmieniając nazwę na Koalicja Obywatelska, która i tak była w powszechnym użyciu zamiennie z Platformą.
To teraz jakby tego nie ma.
I w związku z tym będziemy łatwiej układać listy wyborcze, co nie jest bez znaczenia, bo prezes Kaczyński też dość długo się bawił z panem Gowinem, z panem Ziobrą.
W pewnym momencie dał im za dużo jako tym przystawką, później miał problem w drugiej kadencji.
No więc tutaj można powiedzieć, że Donaldson wyciąga wnioski z problemów Jarosława Kaczyńskiego, który też zresztą wyciągnął te wnioski, bo już nie ma ani partii pana Gowina, którą rozwalił w swojej drugiej kadencji rządów.
Nie ma też partii pana Ziobry, bo ją wchłonął już będąc w opozycji.
Więc obie formacje, choć się tak rzekomo strasznie od siebie różnią, działają w podobny sposób.
Proszę zwrócić uwagę, że wchłaniają te mniejsze byty, które są gdzieś w ich otoczeniu.
No a te nieco większe próbują zwalczyć i zmajoryzować, co będziemy widzieli w odniesieniu, jak będzie za chwilę Koalicja Obywatelska wyszarpywała resztki partii pana Hołowni, a z drugiej strony jak będzie PiS wyszarpywał kawałki Konfederacji.
Jedno jest pewne, panie profesorze.
Połączenie tych wszystkich partii w jeden twór, czyli koalicja obywatelską kończy kłopoty nowoczesne i nowoczesna wiecznie od wielu lat już zadłużona.
Ten problem im po prostu znika.
Długów nie ma.
Nie muszą pieniędzy oddawać.
Tak przynajmniej twierdzi Witold Zębaczyński.
Spłacaliśmy zobowiązania po Ryszardzie Petru co miesiąc.
Zostało trochę tego, ale chcę Państwa uspokoić.
Dwa miliony?
Trochę to nie jest trochę.
Dwa miliony to jest bardzo poważna suma.
W porównaniu do kwoty, która była w 2015 to rzeczywiście już zostało niewiele.
Chcę Państwa uspokoić.
Skarb Państwa nie będzie przyjmował żadnych naszych zobowiązań.
W przeciwieństwie do tego...
Co wydarzyło się z długami porozumienia Centrum Partii Kaczyńskiego, które to długi, już wytłumaczę, które długi to umorzył minister Jasiński.
Więc jedyny kazus umorzenia.
Kto będzie to spłaczał?
Już mówię.
To zobowiązanie jest wobec Komercyjnego Banku i wobec Komercyjnej Telewizji.
I przeprowadziliśmy taki sposób likwidacji partii, że po prostu te dwa podmioty, z żalem to mówię, będą musiały sobie zapisać resztę tych zobowiązań po stronie.
To jest strasznie wygodne.
To jest nieprawdopodobne, bo ja też mam dług wobec pewnego komercyjnego banku i ja też bym tak chciał z żalem stwierdzić, że nie muszę już.
Drogi Arturze, żyjesz i bank będzie o Tobie pamiętał.
Natomiast partia o nazwie Nowoczesna istnieć przestała i w związku z tym nie bardzo wiadomo, do kogo mieliby to, czy teoretycznie bank mógłby żądać od założycieli tej partii, żeby spłacili dług partii, którą założyli.
Tylko widzi Pan, Panie Profesorze, moje długi będą pokrywały też moje dzieci, jeżeli
No właśnie, ale dlaczego?
Dlatego, że mamy nieco inaczej skonstruowany system prawny.
Ale ja powiem w ten sposób.
Ta sprawa jest nauczką dla banków i dla ewentualnie innych podmiotów komercyjnych, jeśli udzielają jakimś partiom politycznym czegoś na kredyt, że mogą już tych pieniędzy nie zobaczyć.
I w związku z tym taki jest wniosek z tej historii.
A propos, jeśli chodzi o te długi porozumienia centrum, to przypominam, że na kanale Dudek o historii jest właśnie premierowy odcinek o porozumieniu centrum.
Tam opowiadam, skąd się wzięły te długi, o których poseł Zębaczyński zechciał wspomnieć w kontekście właśnie porozumienia centrum.
Rzeczywiście, nawiasem mówiąc, PC nie jest jedyną partią, która przestała istnieć, zostawiając po sobie długi wobec Skarbu Państwa.
Drodzy Państwo, to o pieniądzach ciąg dalszy.
W poniedziałek wybuchła nam kolejna afera, duża afera, spora afera, bo było do niej głośno przez cały ostatni tydzień.
To jest afera związana ze sprzedażą działki pod budowę CPK.
Przez fragment tej sprzedanej działki miały przechodzić kluczowe tory kolejowe prowadzące do CPK, ale nawet nie o to chodzi.
O właśnie widzicie Państwo tą działkę w tym momencie.
Te tereny na zielono, które Państwo widzicie wokół tych torów kolejowych, one zostały sprzedane za około 22 miliony złotych, ale ich potencjalna wartość już za kilka lat to jest kilkaset milionów.
Mówi się o 400 milionach złotych.
Zostały sprzedane w ostatnich dniach istnienia rządu PiS-u, tzn.
trzeciego rządu Morawieckiego, przez Krajowy Ośrodek Wspierania Rolnictwa, Panu Wielgomasowi, czyli prywatnemu przedsiębiorcy.
Przez dwa lata nic nie zrobiono z tej strony.
I tutaj się zaczyna cała sprawa z wiele znaków zapytania.
Pierwsza część tej afery z całą pewnością obciąża PiS i z tego PiS się absolutnie nie wykręci.
Dlatego, że to była ich sztandarowa, jest ciągle inwestycja, oczko w głowie prezesa Kaczyńskiego i wszystkich PiS-owców.
Wzór wszelkich możliwych idealnych inwestycji, jakie PiS chciałby Polsce realizować.
I oto u schyłku rządów PiSu, ale jednak pod ich rządami, jest pytanie, w jakim zakresie za to odpowiada minister Telius, bo on jest tu głównym podejrzany, rzeczywiście został zawieszony.
Na ile on o tym wiedział, na ile nie, to będzie kwestią, jak rozumiem, śledztwa prokuratury i dochodzeń wewnątrz PiSu.
W każdym bądź razie, że tak powiem, z tego dobra rodowego, cudownego, nagle zostaje sprzedana działka osobie prywatnej.
I tu się ewidentnie PiS musi z tego wytłumaczyć, jak do tego doszło.
Natomiast rzeczywiście później teraz politycy PiS-u, broniąc się z tą aferą, podnoszą rzeczywiście sprawę, z której będzie się z kolei musiała wytłumaczyć druga strona, czyli strona, która przejęła władzę po grudniu 23, czyli Koalicja Obywatelska.
No właśnie, nie wiem do końca, bo pytanie brzmi, czyja to jest afera?
Bo według premiera to jest afera tylko i wyłącznie Prawa i Sprawiedliwości.
Z całą ostrością.
Dlaczego to wymaga tak pieczołowitej i tak długotrwającej czasami pracy?
Ponieważ zgodnie z zasadą, o jakiej mówił pan minister Chorała, nomen nomen akurat minister Chorała, jak kraść to tylko zgodnie z procedurami.
Na kilometry widać, że mamy do czynienia ze skandalem.
Smród korupcji wokół tej sprawy jest nie do zniesienia.
Ale to będzie trwało, ponieważ nikt nigdy nie doprowadził do takiej perfekcji.
Zasady kradniemy zgodnie z procedurami.
Ja jeszcze tylko dodam, że z drugiej strony wypowiedź pana premiera skontrował autor artykułu Szymon Jarczak z Wirtualnej Polski, który napisał, że tak, prokuratura czekała trzy miesiące ze wszczęciem śledztwa.
Przez ten czas śledczy stracili dostęp do kluczowych dla sprawy bilingów.
Donald Tusk minął się z prawdą, twierdząc, że sprawa jest w prokuraturze zgodnie z procedurami, bo śledztwo wszczęto dopiero w poniedziałek, w dniu naszej publikacji.
Chociaż minister sprawiedliwości Waldemar Żurek pisał o spokojnym zbieraniu materiału przez prokuraturę, kluczowych dla wyjaśnienia sprawy dokumentów nie zabezpieczono do dziś.
I teraz zaczyna się ta część afery, która bije w obecny obóz rządzący.
Mianowicie tak, jeżeli ta sprawa jest poważna, bo jest poważna, to ona powinna być wykryta w ramach tych audytów, które zarządzono we wszystkich państwowych instytucjach po wejściu tam pod koniec grudnia, czy na początku stycznia 2024 roku przez nową ekipę rządzącą.
Czasem wszystko na to wskazuje, że tą sprawę odkryto tak naprawdę dość dopiero w okolicach tego roku i to połowy tego roku.
Teraz jest pytanie, co się przez te półtora roku w tej sprawie działo, bo mnie się wydaje, że tutaj politycy PiSu, którzy mówią, że zainteresowany w tej sprawie pan Wielgomas najprawdopodobniej próbował się jakoś dogadać z nowymi władzami, żeby jednak tego dealu dokonać, bo w końcu dla niego nie jest istotne, dzięki komu on zarobi te kilkaset milionów złotych.
Dzięki PiS-owcom, dzięki platform
I podejrzewam, że na pewnym etapie te negocjacje Pana Wielgomasa z nowymi, że tak powiem, włodarzami Krajowego Ośrodka Wspierania Rolnictwa zostały przerwane.
Pytanie, czy to za sprawą jednej z tych dwóch stron, czy dlatego, że ktoś trzeci wkroczył.
W każdym razie sprawa się wysypała.
No i teraz Pan Wielgomas deklaruje, że odsprzeda tą działkę za te pieniądze, za które ją kupił Skarbowi Państwa.
W związku z tym teraz obie strony, to znaczy i PiS i Platforma, a właściwie bardziej PiS, mówi, no to sprawy nie ma, no bo przecież odkupy
kupią to i właśnie dlaczego do tego dotąd nie odkupili.
Moim zdaniem na tej sprawie najwięcej skorzysta Konfederacja.
Już widać to w działaniach Sławomira Męcena.
Tu myślę, że możemy zobaczyć taki lansowany przez niego właśnie fantastyczny plakaci, który ma mniej więcej przekonać widzów o właśnie, że PiS ukradł, a PO zatuszowało.
Oczywiście tak naprawdę PiS-owi trzeba udowodnić, czy ministrowi Telusowi, że on rzeczywiście wziął jakieś pieniądze.
Trzeba udowodnić Platformie, co będzie jeszcze trudniejsze, czy politykom obozu rządzącego, że oni w tej sprawie coś kombinowali.
Najprawdopodobniej tego się też nie uda, ale smród w tej sprawie, o której mówił tak premier Tusk,
Nie dotyczy tylko strony PiS-owskiej, dotyczy też strony platformowej i będzie bardzo trudno z tego smrodu wyjść.
Dlatego ja PR-owcom premiera i doradcom medialnym premiera Tuska radziłbym się dobrze zastanowić, czy grzanie tego tematu nie okaże się obosieczne.
Bo to jest kwestia taka, proszę Państwa, o tym nie wspomnieliśmy, ale firma tych biznesmenów sponsorowała, czy była obecna na kampusie Polska Rafała Trzaskowskiego.
Prywatne osoby, bo firmy nie mogą, ale prywatne osoby, ci biznesmeni przekazywali też datki na kampanię Rafała Trzaskowskiego.
I to by nas sugerowało, że, bo powiedzmy jasno, jest pewna grupa ludzi w Polsce, bardzo zamożnych, która już jakoś próbuje funkcjonować w tej Polsce popisowej, gdzie naprzemiennie się, że tak powiem, ścierają dwie grupy.
No więc co taki biznesmen robi?
No po prostu wspiera.
wspiera obie strony.
Jak jedna jest przy władzy, to ją bardziej wspiera, a tą drugą mniej mocno.
A jak ta druga wraca, to bardziej tą, która jest.
I robi się interesy i z jednymi, i z drugimi.
I to jest prawdopodobnie prawdziwa historia działki przy CPK.
I cóż z tym można zrobić?
Powiem tak, to jest tylko jedno lekarstwo.
Innego nie ma.
Muszą być w państwie instytucje niezależne od polityków, które będą jednym i drugim patrzyły na ręce.
I to muszą być i media, i państwowe instytucje kontrolne.
Te drugie już zostały zdemolowane.
Mam tu na myśli prokuraturę, mam tu na myśli najwyższą izbę kontroli i służby specjalne.
To wszystko w Polsce już właściwie istnieje, tylko moim zdaniem w dużym stopniu pozornie.
Więc zostały nam jeszcze media, które też jak wiadomo są różne, bo też mają różne uwikłania.
Ale to już jest ostatnia szansa.
Jeżeli media też padną, to wtedy już będzie każdy robił, co będzie chciał w miarę możliwości, jak będzie kontrolował instytucje państwowe.
W zasadzie zastanawiam się, czy gdyby nie ten artykuł, to wypłynęł.
No więc właśnie, negocjacje by dalej trwały, tylko my nie wiemy tak naprawdę, bo to jest tajemnica dziennikarska redaktora Jadczaka, którą tu gratuluję tej publikacji, kto mu tak naprawdę tą sprawę nadał.
No bo to nie jest tak, że dziennikarze krążą wokół takiej instytucji jak Krajowy Ośrodek Wspierania Rolnictwa.
Myślę, że 99% Polaków się dowiedziało, że istnieją takie urzędy, które mają takie właśnie pokaźne zasoby gruntów, którymi właśnie...
Dokonują transakcji.
Mówił Pan o tym, że Konfederacja w tej sprawie takim trochę arbitrem można to tak nazwać.
Nie arbitrem, beneficjentem.
Może być beneficjentem tego.
Może by tak było, gdyby nie wpadka, drodzy Państwo.
O tym też powiemy.
Nie dlatego, żeby się znęcać, bo to jest pudelkowa afera moim zdaniem.
W poniedziałek też pojawiła się informacja, że Konrad Berkowicz, poseł Konfederacji, wyszedł ze sklepu IKEA, nie płacąc za niektóre zakupy, jakieś talerze, jakaś patelnia itd.
Sam twierdzi, że się zasłuchał i jak skanował, to nie wszystko mu się nabiło na tę kasę.
Został zatrzymany, dostał mandat 500 zł, który przyjął i zapłacił.
Ale w mediach jednak zaczęło funkcjonować powiedzenie, że Berkowicz ukradł.
Ja powiem tak, ja będę bronił posła Berkowicza i to nie dlatego, że mam jakąś sympatię do Konfederacji czy do niego osobiście, tylko chcę powiedzieć tak, ja uważam, że to jest człowiek, ja go parę razy słyszałem, który wygląda na inteligentnego.
Nie sądzę, żeby ktoś ryzykował swoją karierę polityczną i dobre imię z tak absurdalnej kradzieży.
Czyli ja jednak uważam, że mieliśmy tu czynienia z czymś w rodzaju nonchalancji, roztargnienia, za które on zresztą przeprosił.
Dlatego, że no naprawdę powiedzmy sobie jasno, gdyby poseł Berkowicz chciał zarobić ogromne pieniądze, to najprawdopodobniej zapisałby się do którejś z głównych partii rządzących i zajęłby się tam aktywnym lobbingiem na rzecz właśnie jakiegoś poważnego biznesu, za co dostałby gdzieś tam w ukryciu potężne pieniądze, a nie kradł jakąś patelnię z Ikei.
Także przepraszam, ale mówię bardzo brutalnie, nie wierzę po prostu w to, że on chciał ukraść te rzeczy.
Mógł wziąć ekspresy do kawy na subwencje, to są różne sposoby, żeby wyciągnąć... Kilometrówki słynne... Chodzi o coś takiego, czy taka głupia sprawa może zaszkodzić całej Konfederacji i jemu?
Na pewno jemu zaszkodziła już, jak bardzo to czas pokaże, czy Konfederacji tego nie wiem, natomiast jemu na pewno bardzo zaszkodziła, bo to się będzie za nim ciągnęło i to pewnie długie lata, jakby na przykład kiedyś Konfederacja wchodziła do rządu i pojawiła się kandydatura posła Berkowicza na przykład na stanowisko ministerialne, ta sprawa na pewno będzie mu przypomniana.
Bo takie sprawy są przypominane, no i ja powiem tak, takim, można powiedzieć, nestorem jest człowiek, nie powiem nazwiska, bo ja go szanuję, chociaż jest bardzo sędziwy człowiek, był kiedyś marszałkiem sejmu i jak zostawał tym marszałkiem sejmu, bo jakiś czas później wyciągnięto mu sprawę z jego wczesnej młodości, która już dawno była zamazana, no i chodziło po prostu o kradzież na jakimś tam obozie.
I wróciło to do niego po trzydziestu kilku, a nawet czterdziestu latach.
Więc w polityce nie ma żartów, jeśli ktoś ma coś, co jest niewygodne w życiorysie, będzie mu prędzej czy później wypomniane i wyciągnięte.
I ja powiem tak, ja nie mam o to pretensji.
Ja tylko mam pretensje do tych, którzy próbują z tego zrobić, powiedziałbym, coś, co całkowicie kogoś dyskwalifikuje.
Nie.
To jest rzeczywiście sprawa, o której ludzie mają prawo wiedzieć, bo politycy muszą być prześwietlani na wszystkie możliwe sposoby.
Natomiast trzeba też zachować zdrowy rozsądek w próbie ich dezawuowania z powodu jakichś błędów, takich jak ten nieszczęsny zakup w sklepie.
To przechodzimy teraz do wtorku.
Proszę Państwa, we wtorek pojawił się wniosek o zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie dla Zbigniewa Ziobry.
Minister Sprawiedliwości i prokurator generalny Waldemar Żurek złożył taki wniosek do marszałka o uchylenie immunitetu panu posłowi Ziobrze.
Ten wniosek dotyczy również właśnie aresztowania.
To już wytłumaczy sam minister sprawiedliwości.
Mamy niestety negatywne doświadczenia z kolegami ministra Zbigniewa Ziobro, byłego ministra.
I to wszyscy widzimy gołym okiem, że te osoby zamiast próbować wyjaśniać przed polskim wymiarem sprawiedliwości te rzeczy, które są niezwykle istotne w tej sprawie, po prostu uciekają.
I tak się niestety stało.
Mieliśmy też problemy na komisjach sejmowych.
z udziałem pana ministra, który wielokrotnie, pomimo tego, że właściwe organy państwa wzywały go do współpracy, jednak nie przybywał.
Więc ta obawa prokuratorów jest moim zdaniem uzasadniona.
Nie był ten żurek, co?
I będzie jeszcze drugie danie i deser.
Mnie zastanawia kto na deser w takim razie.
Ale kto na drugie danie jeszcze.
Oczywiście wiemy kto.
To będą kolejni czołowi politycy PiSu, których premier Tusk ma nadzieję zobaczyć być może nawet za kratkami w ciągu tych dwóch lat.
Ale jeżeli on wierzy, że dzięki temu się utrzyma przy władzy.
Panie premierze, moja propozycja zakładu jest ciągle aktualna w tej sprawie.
To się moim zdaniem przeliczy.
Dlatego, że rzeczywiście część Polaków oczekuje rozliczeń PiSu i one rzeczywiście idą za wolno i za słabo.
Natomiast nie w ten sposób wygra się następne wybory.
Dlatego, że Polacy oczekują czegoś znacznie więcej niż tylko rozliczania PiSu.
Na razie premier Tusk w tych innych polach ma niewiele sukcesów.
Ale wyobraża pan sobie taki obrazek?
Minister Ziobro w kajdankach doprowadzony do aresztu śledczego?
Oczywiście, że sobie wyobrażam.
Oczywiście, że tak.
To by się nie spodobało Polakom?
Nie, to zależy którym.
Tym, którzy są dzisiaj zwolennikami obozu rządzącego w większości się spodoba, pisowcom się nie spodoba, ale jest jeszcze cała reszta.
I co do tej całej reszty, to ja mam wrażenie, że dla nich to nie będzie takie istotne.
Że akurat to nie jest to, co ich najbardziej interesuje, czy pan Ziobro będzie przez jakiś czas w więzieniu, czy nie.
Natomiast posłuchajmy, jak broni się pan Ziobro, jak go broni prezes Kaczyński.
Wszystko, co jest zarzucone w tej chwili panu ministrowi Ziobrze, to musiałoby prowadzić do bardzo ciężkiego wieloletniego wyroku.
Tyle tylko, że z punktu widzenia prawnego są to po prostu brednie.
I bzdury.
Ale dzisiaj w Polsce, jak wiadomo, prawo nie obowiązuje.
Przez całe życie walczyłem z przestępczością.
To m.in.
dzięki moim działaniom Polacy czują się bezpieczniej.
Rozbiliśmy mafie VAT-owskie.
Setki milionów złotych trafiały z powrotem do budżetu państwa, zamiast do kieszeni przestępców.
To m.in.
z takich pieniędzy przeznaczaliśmy środki na straże pożarne, na szpitale, na klinikę Budzik, na remont prokuratury 14 mln zł, czy na CBA 25 mln zł.
I to rzekomo jest zarzut sprowadzający się do tego, że ja miałem te pieniądze przywłaszczyć.
To dzięki tym środkom prokuratura mogła dzisiaj zrobić w pięknym budynku prokuratury krajowej konferencję prasową, a oni twierdzą, że ja te pieniądze przywłaszczyłem.
Pokazuje determinację tej przestępczej szajki, która dzisiaj rządzi Polską.
Więcej na ten temat powiem w swoim kolejnym już oświadczeniu.
Dziękuję bardzo.
No i właśnie.
Więc po kolei.
Zacznijmy od prezesa Kaczyńskiego, który mówi, że prawo w Polsce nie działa.
Jeżeli prawo w Polsce nie działało, to tak naprawdę pan Zbigniew Ziobro już dawno byłby aresztowany i siedziałby w więzieniu, bo przecież nikt by się nie przebywał uchylaniem mu jakiegoś immunitetu.
Co na razie dopiero minister Żurek wszczyna, więc jeszcze będzie wielka debata w Sejmie.
Zapewne mu ten imunitet zostanie uchylony i wtedy być może Zbigniew Ziobro ponownie wyjedzie na Węgry, gdzie wiemy, że w tym tygodniu spotkał się z Wiktorem Orbanem.
Za chwilę zobaczymy zdjęcie z tego wydarzenia.
Natomiast być może pojedzie gdzie indziej, to nie jest istotne.
Istotne jest co innego.
Prezes Kaczyński może te bzdury o tym, że prawo w Polsce nie działa opowiadać zupełnie bezkarnie, a powinien się przecież ukrywać, bo gdyby aresztowano Zbigniewa Ziobrę, to właśnie nie bacząc na uchylanie mu immunitetu, czemużby na zajucz, albo nawet tego samego dnia nie aresztować prezesa Kaczyńskiego i powiedzieć, że on był, że tak powiem, zleceniodawcą utworzenia tego związku przestępczego, co tego Zbigniew Ziobro miał nim kierować.
I to można próbować w państwie, w którym prawo nie działa, udowadniać.
Nie takie rzeczy już w Polsce np.
w czasach PRL-u udowadniano różnym ludziom.
Więc zacznijmy od tego, że prawo w Polsce ciągle jeszcze działa.
Natomiast rzeczywiście działało w sposób bardzo ułomny, w czym prezes Kaczyński ma bardzo duże zasługi.
W zdemolowaniu podstaw, fundamentów państwa prawa zasługi prezesa Kaczyńskiego są zapamiętane i będą pamiętane.
A teraz przejdźmy do tego, jak się broni Zbigniew Ziobro.
Zbigniew Ziobro mówi, no przecież ja tych pieniędzy nie wziąłem dla siebie.
I tu Zbigniew Ziobro mówi prawdę, bo rzeczywiście nieudowodniono mu, że taki zarzut nie padł, że on z tego Funduszu Sprawiedliwości wziął dla siebie bądź swoich bliskich.
Natomiast to, na czym polega zarzut Zbigniega Ziobry dotyczy tego, co nazywamy korupcją polityczną.
Mianowicie, czy sąd, i dlatego ja uważam, że bardzo się ucieszę, przy czym ja uważam, że Ziobro powinien odpowiedzieć z wolnej stopy,
żeby była jasność, tylko ubolewam, że niestety prokuratura nie jest mu w stanie aktu oskarżenia skierować przez to już ponad półtora roku, żeby sąd ocenił, czy zgodne jest z prawem w Polsce taki oto system, w którym minister sprawiedliwości sobie tworzy fundusz pod hasłem, że on ma służyć ofiarom przestępstw, a następnie on i jego ludzie przydzielają...
O czego się Zbigniew Ziobro przyznał.
Wozy strażackie, ekspresy do kawy, talerze, różne inne rzeczy koło gospodyń wiejskich, lokalnym społecznościom.
Tylko tak się dziwnie składa, że przydzielają je po uważaniu dokładnie w tych okręgach, w których są politycy partii pana Ziobry.
Czyli my się godzimy na taki system, że teraz minister Żurek będzie z kolei z Funduszu Sprawiedliwości przydzielał wozy strażackie, tylko że akurat w tych miejscowościach, gdzie koalicji obywatelskiej politycy mają dobre wyniki i spodziewają się reelekcji w następnych wyborach.
Bo jeżeli się zgodzimy na taki system, to znaczyć to będzie, że się godzimy na usankcjonowanie korupcji politycznej.
Do tego się sprowadza sprawa pana Ziobry.
Oczywiście ma też swój aspekt związany z CBA, z kupnem Pegasusa i inwigilowaniem opozycji.
Ale to jest jakby sprawa odrębna, chociaż związana z Funduszem Sprawiedliwości.
Za to wszystko pan Ziobro już dawno powinien trwać proces pana Ziobry.
To, że mamy nieudolną prokuraturę, to jest niestety, twarde fakty są.
No ale ja mam nadzieję, że minister Żurek, którego chwali tak premier Tusk, zdoła rzeczywiście doprowadzić jego podwładni w końcu skierują akt
oskarżenia przeciwko panu Ziobrze, ale także przeciwko panu Mateckiemu i tak dalej do sądu i zacznie się w końcu proces.
I będziemy w tym programie komentować kolejne rozprawy pana Mateckiego, pana Ziobry, pana Wosia, także pana Romanowskiego, którego proces zaocznie może się toczyć.
On naprawdę, skoro nie chce korzystać z prawa obrony, chce siedzieć w tym Budapeszcie.
I niech te procesy się toczą tak, żebyśmy mieli przynajmniej w pierwszej instancji wyrok przed wyborami w 27 roku.
I wtedy ja przeproszę pana premiera Tuska, publicznie w tym programie, przeproszę pana, panie premierze, za to, że wątpiłem w to, że panu naprawdę zależy na ustaleniu winy, a nie na grillowaniu polityków opozycji.
Bo na razie ja mam wrażenie, że pan po prostu urządza wielkie grillowisko, a nie realny wymiar sprawiedliwości.
Skandalem jest też to, że moja ulubiona zupa została tak bardzo upolityczniona.
No nic na to nie poradzi.
Niestety.
Jeszcze chciałbym tylko na króciutko wrócić do tego tweeta, którego zamieścił Wiktor Orban.
W tym tweecie właśnie pisze, że minister sprawiedliwości Zbigniew Ziabro jest w Budapeszcie, że polski rząd próbuje go aresztować, że dzieje się to w sercu Europy, a Bruksela tak naprawdę milczy.
Ja się zastanawiam w takim razie po tym twicie, po tym spotkaniu z Wiktorem Orbanem, czy minister sprawiedliwości właśnie Zbigniew Żurek nie miał trochę racji, że tutaj trzeba chyba ostrzej do tych spraw podchodzić, czyli aresztować kolejne osoby, żeby one...
nam po prostu nie uciekały.
Czy to nie jest robienie takiego... Ale problem polega na tym, że większość tych ludzi ma immunitety, więc w państwie przynajmniej częściowego prawa, które jednak w Polsce działa, najpierw im ten immunitet trzeba uchylić i rzeczywiście w momencie, jak Sejm będzie głosował uchylenie immunitów Ziobrze, my nie wiemy, gdzie on będzie, bo on wtedy może być w Polsce, może być poza Polską.
Jeżeli będzie poza Polską, na przykład znowu pojedzie na wycieczkę na Węgry,
no to siłą rzeczy nie ma Polska możliwości, jeśli by władze węgierskie Zorem Romanowskiego nie chciały Ziobry wydać, żeby go tam aresztować.
I kółko się zamyka.
W związku z tym na tym polega szczególność tych spraw, że tak naprawdę te immunitety powinny być już dawno uchylone i ci ludzie powinni czekać na akty oskarżenia.
A to czy oni będą czekać w Polsce czy nie, dla mnie to nie ma znaczenia.
Jeżeli pan Ziobro uważa, że nie będzie miał uczciwego procesu w Polsce, niech ucieka z Polski.
Mnie interesuje, żeby ten proces się zaczął.
Ten wpis Wiktora Orbana to jest takie zaproszenie?
Ja mam wrażenie, że w ogóle Wiktor Orban buduje sobie być może szalupę ratunkową dla siebie, bo nie można wykluczyć, że historia lubi takie paradoksy, że za dwa lata PiS może przejąć władzę w Polsce, ale pan Orban może ją stracić na Węgrzech, bo tam idą wybory już niedługo.
I być może on będzie uciekał do Polski.
To nie jest wykluczone.
Tak jak się te dwa państwa wspierały w bojach w Unii Europejskiej nawzajem, to mogą się wspierać też politycznie.
Będzie to oczywiście patologia, ale nie takie wydarzenia zna historia Europy i świata.
Rzekomo, żeby walczyć z patologią swego czasu, to było dawno temu, PiS odszedł od wielokadencyjności w polskich samorządach, ale ta sprawa wróciła do nas we wtorek za sprawą Rafała Trzaskowskiego, który w programie telewizyjnym zapostulował od odejścia od dwukadencyjności w samorządach.
Widać, że razem kompletnie nic nie rozumie samorządności.
Dlatego, że jeżeli będzie tego typu utrzymana zakaz pełnienia funkcji powyżej dwóch kadencji, no to właśnie to uzależnia w 100% wszystkich samorządowców od dużych partii politycznych.
Natomiast jeżeli tego zakazu nie będzie, to decyzja jest w rękach obywateli.
To jest dzisiaj najważniejsze.
Przecież wszyscy wiemy, że PiS prowadził ten zapis na złość, dlatego że nie lubi samorządowców.
Bo gdyby taki chciał być sprawiedliwy, to powinien zacząć od siebie i wprowadzić tego typu zakazy dla posłów i senatorów.
I tutaj oczywiście odpowiedź Adriana Zandberga, przewodniczącego partii Razem, który ironizuje na Twitterze czy na X-ie w ten sposób.
Samorządność polega na tym, żeby lokalne układy były wieczne.
Kluczowe jest zatrudnienie setek aparatczyków w ratuszu i spółkach miejskich, a także lokalne media pod butem władzy.
Inaczej nie ma samorządności.
Czego nie rozumiecie?
Pyta w takim kpiącym wpisie Adrian Zandberg.
A do pana pytanie, dwukadencyjność powinna zostać utrzymana czy nie?
Ja już o tym mówiłem.
Ja uważam, że kadencyjność powinna zostać utrzymana, ale ilość kadencji powinna być zróżnicowana w zależności od wielkości samorządu.
Czyli inaczej mówiąc, ja bym sobie wyobrażał to tak, że dwukadencyjność powinna pozostać, ale tylko w największych miastach w odniesieniu do prezydentów tych miast, ewentualnie burmistrzów.
W największych miastach taką granicę przyjął 100 tysięcy mieszkańców.
Natomiast w mniejszych jednostkach uważam, że powinna być trzykadencyjność i czterokadencyjność.
W tych najmniejszych
ośrodkach, gdzie są wójtowie, tam powinna być czterokadencja.
Dlatego, że powiedziałbym, ta ilość sensownych kandydatów, im mniejszy ośrodek, tym jest mniejsza dla takich liderów lokalnych społeczności.
Po drugie, jednak jest problem ze znalezieniem sobie pracy przez takiego człowieka, który kończy ileś kadencji bycia włodarzem lokalnym, jeśli jest mała miejscowość.
W dużej jest mu dużo łatwiej.
Więc ja bym był za właśnie takim kompromisowym rozwiązaniem, którego oczywiście absolutnie nie będzie.
To możemy mieć jasność.
Pytanie zatem, czy rzeczywiście PSL-owi, który sobie wymyślił, że to jest taki sposób na przekroczenie progu w następnych wyborach, zdobycie większości, części samorządowców, może właśnie zbudowanie jakiejś quasi samorządowej partii, która razem z PSL-em...
wejdzie, przekroczy próg przy następnych wyborach.
Czy się PSL-owi uda to?
Bo widać wyraźnie, że tak, jest bunt części posłów rozpadającej się formacji Hołowni i co więcej, część polityków lewicy też tego nie chce.
Mimo, że Czarzasty niby się zgodził, to widać, że tam jest
I w związku z tym jest pytanie, czy uda się rzeczywiście to przez Sejm przeprowadzić, ale później zaczynają się i Senat, jeszcze większe schody, bo ja bym się bardzo, ale to bardzo zdziwił, gdyby prezydent Nawrocki jednak wyraźnie zdezawuował to dokonanie PiSu, za jakie oni ciągle uważają dwukadencyjność i taką ustawę podpisał.
Więc ja mam wrażenie, że ta sprawa będzie przedmiotem konfliktu w koalicji, ale na końcu i tak nie zostanie przeprowadzona.
Zostaniemy z dwukadencyjnością przynajmniej na czas jakiś, dopóki się najprawdopodobniej prezydent Rzeczpospolitej nie zmieni.
A Rafał Trzaskowski rozumiem, że walczy o swoją przyszłość polityczną, bo jest tak marginalizowany w partii, nie wygrał wyborów prezydenckich.
I w zasadzie co mu teraz zostało?
Kolejna kadencja w samorządzie.
Pewnie tak.
Kolejnej nie może wedle tych przepisów.
Nie może właśnie tak.
Ale pamiętajmy, że to jest jeszcze kilka dobrych lat, w których mu się ta kadencja będzie kocieszyć.
Bardzo dużo w polskiej polityce może zmienić.
Jeszcze może on poszukać jakiegoś innego zajęcia w polskiej polityce.
Nie musi być tylko prezydentem Warszawy.
Prezydentem Rzeczpospolitej raczej już nie będzie.
Chociaż teoretycznie może trzeci raz kandydować.
Nie sądzę, żeby go koalicja obywatelska w 2030 roku wysunęła po dwóch porażkach.
W związku z tym są jeszcze inne miejsca, gdzie się Rafał Trzaskowski może odnaleźć.
Akurat ja się naprawdę nie boję o ludzi, którzy pełnią funkcję prezydentów największych miast.
Oni naprawdę sobie dadzą radę po dwóch kadencjach.
Problem jest rzeczywiście z wójtami małych miejscowości, gdzie rzeczywiście jest dużo trudniej o pracę i gdzie taki wójt się rzeczywiście bardzo wielu ludziom naraża.
U nas się władzy generalnie nie lubi, jej nie szanuje.
Nie lubimy żadnej władzy, a zwłaszcza jej nie szanujemy.
Inna rzecz, że ci włodarze często sprawując ją dają powody do tego, żeby ich nie lubić.
I efekt tego jest taki, że rzeczywiście bardzo wielu ludzi w którymś momencie rzeczywiście ma problem, bo nie może sobie już znaleźć zatrudnienia.
Ale jak mówię, to nie jest dla mnie wystarczający argument, żeby całkowicie znieść wszelką kadencyjność.
Natomiast gdybyśmy rzeczywiście mieli iść dalej, ja nie mam nic przeciwko temu,
prowadzić ograniczenie liczby kadencji także na innych funkcjach, także w parlamencie.
Przy czym ja bym poszedł tu trochę dalej, może nie dwie, a na przykład trzy kadencje, zwłaszcza, że one są tylko czteroletnie.
I okej, ja nie mam nic przeciwko temu, żeby różni ludzie, którzy są w tej chwili po pięć, sześć, siedem kadencji w Sejmie, poszukali sobie innej pracy.
Drodzy Państwo, jeżeli chodzi o ten tydzień, to ten tydzień jakoś tak połączył słowa afera i Prawo i Sprawiedliwość.
Dużo tych afer z członkami właśnie byłej władzy w tym tygodniu nam wysypało, bo w środę doszło do zatrzymania kolejnego ministra w rządzie PiS.
Tym razem chodzi o Pawła M., który...
W przeszłości był między innymi podsekretarzem stanów w KPRM, jak i wiceminister.
Prokurator przedstawił mu zarzut powoływania się na wpływy w kancelarii premiera Morawieckiego.
Wysyp tych afer z ostatniego tygodnia, które łączą się z Prawem i Sprawiedliwością, bardzo mocno zaszkodzi tej partii?
Moim zdaniem jej bardzo nie zaszkodzi, natomiast zaszkodzą jej prawomocne wyroki.
Jeżeli ten Paweł M., bo to jest część afery rządowej agencji rezerw strategicznej, czyli tych wszystkich zakupów pandemicznych, to jest część tego, co dotyczy pana Kuczmierowskiego, który ciągle czeka, który był szefem całego RARS-u na ekstradycję z Wielkiej Brytanii.
Jeżeli rzeczywiście się w końcu zacznie ten proces i rzeczywiście przed wyborami w 1927 roku zapadną wyroki, choćby w pierwszej instancji w tej sprawie, które skażą tych ludzi rzeczywiście za nadużycia, no to rzeczywiście wtedy PiSowi to zaszkodzi.
Na razie mamy mnóstwo słów komisji śledczych, natomiast nie ma wyroków sądowych.
Ja czekam na wyroki sądowe także i w tej sprawie, a na razie proces się nie zaczął.
Przechodzimy teraz do spraw międzynarodowych.
Dużo się działo też w międzynarodowej polityce.
Jeszcze w środę dostaliśmy informację, że Stany Zjednoczone wycofują część wojsk z Europy.
Chodzi o 800 żołnierzy, którzy opuszczą Rumunię.
Na razie ta deklaracja Donalda Trumpa o niezmniejszeniu kontyngentu w Polsce jest w mocy.
Być może po powiększeniu tego tak naprawdę nie wiadomo.
Ale co to oznacza dla Europy wycofanie takiej liczby wojsk z Europy?
Oczywiście 800 żołnierzy nie oznacza niczego istotnego, bo powiedzmy jasne te kontyngenty na wschodniej flance NATO amerykańskiej łącznie z tym największym dziesięciotysięcznym w Polsce mają charakter symboliczny.
Oczywiście symbole są ważne, ale Amerykanie mają stałą instalację taką jak my w Redzikowie, to jest też na terytorium Rumunii część tej antyrakietowej instalacji amerykańskiej i ona tam zostanie.
W związku z tym to jest tak, że w sensie symbolicznym Stany Zjednoczone są ciągle obecne i w Rumunii i w Polsce i pozostaną.
Natomiast oczywiście nas nie obroni te 10 tysięcy żołnierzy amerykańskich, gdyby nastąpiła pełnoskalowa inwazja ze strony rosyjskiej.
Niemniej jednak jest to rodzaj polisy ubezpieczeń, więc ważne, żeby ona była.
Natomiast oczywiste jest, że my musimy przede wszystkim liczyć na siebie, bo tylko wtedy możemy liczyć na realną pomoc amerykańską i każdą inną, którą uważam, że otrzymalibyśmy.
Jeżeli będziemy w stanie przyjąć, mówię o polskiej armii, polskim społeczeństwie, to ewentualne pierwsze uderzenie rosyjskiej strony, czyli przetrwać 2-3 tygodnie.
Jeżeli przetrwamy 2-3 tygodnie, tak to się kiedyś udało Ukraińcom, to możemy liczyć właśnie na wsparcie.
I to jest sedno tej sprawy.
Więc ja bym się nie przejmował, czy ta liczba będzie dokładnie około 10 tysięcy, czy się zwiększy o 2-3 tysiące, czy się zmniejszy o 2-3 tysiące.
Amerykanie mają już tutaj też właśnie w Redzikowie tą stałą instalację, która jest zresztą solą wokół Putina i była od samego początku.
Ja pamiętam, jak jeszcze premierowi Tuskowi z jego pierwszych rządów mówił, że w takim razie możecie sobie budować to, ale my w takim razie wycelujemy nasze Iskandery w tą instalację i okolice.
To była taka wyraźna, wyraźny ze strony rosyjskiej już wtedy szantaż wobec Tuska, że my się na to nie zgodzimy, my Rosja, żebyście tam, żeby Amerykanie na waszym terytorium coś instalowali stałego, no ale udało się to zrobić i podobnie udało się później zwiększyć tę amerykańską obecność wojskową w Polsce
To jest dla nas rodzaj polisy ubezpieczeniowej.
Ale chcę też powiedzieć wszystkim jasno.
To jest tak, jak mamy te polisy ubezpieczeniowe w życiu.
Ile one są warte, to się dowiemy dopiero, jak się jakieś nieszczęście wydarzy.
Ale na pewno jest lepiej mieć polisy i to najlepiej więcej niż jedną.
Dlatego ja uważam, że dobrze, że Polska ma ciągle i polisę unijną, którą lubi tak premier Tusk i polisę amerykańską, którą tak uwielbia prezes Kaczyński.
Lepiej mieć dwie polisy niż jedną.
A ile one są warte, to miejmy nadzieję, że nie będziemy się musieli nigdy przekonać w wymiarze obrony Polski przed ewentualną rosyjską agresją.
W sprawach amerykańskich przechodzimy do czwartku.
Ostatni tydzień to też podróże Donalda Trumpa po Dalekim Wschodzie, ale chyba najważniejsze spotkanie, do jakiego doszło w trakcie tej podróży, to było spotkanie z Xi Jinpingiem w Chinach.
Do tego spotkania doszło w czwartek.
Jak ocenił je sam amerykański prezydent?
Myślę, że to było niesamowite spotkanie.
On jest świetnym liderem, liderem bardzo silnego, bardzo silnego kraju w Chinach.
I co mogę powiedzieć?
Ale ogólnie, myślę, że na skali od 0 do 10, z 10 być najlepszym, bym powiedział, że spotkanie było 12.
Ja tylko szybko powiem naszym słuchaczom, którzy nas słuchają, szybkie tłumaczenie.
Spotkanie ocenione przez prezydenta Trumpa w skali od 0 do 10 na 12.
I teraz pytanie do Pana, czy to było spotkanie, które miało za zadanie znaleźć jakieś porozumienie pomiędzy dwoma mocarstwami, czy może Donald Trump poleciał tam, żeby wybadać wroga?
No i oczywiście to drugie.
To było jasne od samego początku, że nie będzie żadnego porozumienia między tymi dwoma supermocarstwami.
Bo jednak mocarstwem to możemy powiedzieć, że jest Rosja, Francja, Wielka Brytania, jeszcze parę innych krajów, Indie.
Chiny i Stany Zjednoczone są dziś supermocarstwami.
To jest oczywiste, że te dwa supermocarstwa są wskazane na rywalizację i ta rywalizacja trwa już od wielu lat, tworząc nową zimną wojnę.
To się nie ma co oszukiwać.
Natomiast bardzo dobrze, że do tego spotkania doszło, ponieważ to utrudni ewentualne każdej ze stron podjęcia jakichś bardzo radykalnych działań, które prowadziłyby do wojny.
Bo jak się ci ludzie, politycy spotykają, to znacznie trudniej jest im później właśnie najechać na siebie wzajemnie.
Ja to w tych kategoriach rozpatruję.
Także ja uważam, że to jest bardzo ważne deeskalujące spotkanie, zwłaszcza w przypadku Trumpa, który wiemy, że jest człowiekiem niezbyt stabilnym emocjonalnie i ta ocena jego spotkania była oczywista.
Nie może być na 10 w skali 10 stopniowej, musi być na 12, bo wszystko, czego dotyka się Donald Trump, musi być najlepsze i przerywać skalę.
Ale jak spojrzymy na to chłodnie, chłodno tak jak większość obserwatorów, to co tam ustalono?
Nazwano to słusznie, podzielam od mnie tych komentatorów, którzy to nazwali rocznym rozejmem.
Mianowicie to, co było najbardziej wrażliwą sprawą i tutaj można powiedzieć, że Trump osiągnął sukces i za to bym mu dał w tej dziesięcioskopniowej skali 2-3 punkty.
Chińczycy zgodzili się, że nie ograniczą przez najbliższy rok dostaw tzw.
metali ziem rzadkich do Stanów Zjednoczonych, a w praktyce do Zachodu.
Przypomnę, to są takie rzadkie surowce, metale właśnie w rodzaju tytanu, które są niezbędne dla produkcji chipów, ale także i całego szeregu innych bardzo zaawansowanych technologicznie urządzeń.
Niestety tak się składa, że Chińczycy mają wedle różnych szacunków, co jest dowodem katastrofalnych błędów ze strony Zachodu ze Stanami Zjednoczonymi na czele, 80 do 90% obecnej produkcji tego.
Na szczęście w końcu się ocknięto i w Europie i w Stanach, że trzeba znaleźć sobie własne źródła i np.
nie tak dawno doniesiono, że w Niemczech odkryto ogromne złoża, podobno największe w Europie właśnie tych metali ziem rzadkich i Niemcy dostają w praktyce rok, żeby
czasu ekstra, żeby przystąpić do eksploatacji.
Tego nie wiem, czy im to wystarczy, ale miejmy nadzieję, że nie zmarnują tego roku.
Dlatego, że wyścig między Stanami Zjednoczonymi a Zachodem, nie mówię, między Chinami a Zachodem, będzie trwał i jakby tego się nie da w żaden sposób wyeliminować.
Ważne jest, żeby ten wyścig miał charakter zimnej, a nie gorącej wojny.
I myślę, że na to jest ciągle szansa.
Natomiast w tych sprawach niektórzy się łudzili, że na przykład z jakiegoś tajemniczego powodu Trump tam naciśnie na Xi Jinpinga w sprawie wojny rosyjsko-ukraińskiej i że Chińczycy ograniczą swój import ropy naftowej i gazu od Rosji, co spowoduje, że Rosja będzie bardziej skłonna na negocjacje.
O słodka naiwność.
A dlaczego już Chińczycy mieliby to robić, skoro dla nich ta wojna jest...
manną z nieba.
Przecież oni od kilku lat kupują za marne grosze rosyjską ropę i gaz.
No bo właśnie dlatego, że Putin może to sprzedawać im i Indiom, ale nie może sprzedawać tego, czy sprzedaje tego coraz mniej do Europy, nie sprzedaje tego gdzie indziej, bo został objęty sankcjami.
Więc Chińczycy robią na tej wojnie kapitalny interes.
W związku z tym...
Naprawdę trzeba być śmiertelnie naiwnym, żeby wierzyć, że Chińczycy tylko dlatego, że są tak pokojowo nastawieni i chcą tego złego Putina uciszyć, to ograniczą import z Rosji.
Nie ograniczą.
Trzeba powiedzieć jasno, to była naiwna wiara niektórych, że tam dojdzie jakiegoś przełomu.
Natomiast cieszmy się, że relacje amerykańsko-chińskie po tym spotkaniu wyglądają na lepsze niż przed tym spotkaniem, a nie na gorsze.
I to jest zysk dla nas wszystkich, bo my jesteśmy częścią tej układanki, nie może głównym frontem tej nowej zimnej wojny, ale w razie jej przekształcenia w gorącą ucierpielibyśmy bardzo znacząco.
To odchodzimy już teraz od międzynarodowej polityki, wchodzimy znowu do naszego polskiego bagienka, czy raczej bagna, bo tak można chyba tę sprawę określić.
W czwartek Agnieszka Gozdyra, dziennikarka Polsat News, nagłośniła pewną sprawę, bulwersującą moim zdaniem przynajmniej.
Napisała takiego tweeta, właśnie sąd operacyjny wysadza w kosmos wyrok w sprawie potrójnego morderstwa w Poznaniu ze względu na niewłaściwą obsadę sądu.
Sędzia Daniel Jurkiewicz, będący w składzie orzekającym, dostał rekomendację od nowej KRS.
Sprawa będzie więc ponownie rozpatrzona.
Tak się kończy zabawa wymiarem sprawiedliwości przez jedną i drugą ekipę.
I teraz pytanie, czy takich spraw będzie więcej.
Oczywiście.
To są pierwsze zwiastuny wielkiej fali, która nadciąga.
A ta fala odpowiednio wzrośnie, jeżeli w miejsce żurka pojawi się jakiś polityk PiSu w roli kolejnego ministra sprawiedliwości.
Będzie prowadził deżurkizację z kolei sądownictwa.
Trzeba powiedzieć jasno.
Ta sprawa jest oczywista, prosta.
Mamy serii mordercę, który wymordował swoją rodzinę, który już on się przyznał, został skazany.
I właściwie wszystko w tej sprawie jest oczywiste, z wyjątkiem tego, że nie jest oczywisty status sędziego, który go skazał.
I na tej podstawie sprawa będzie wznowiona.
Oczywiście ten człowiek na szczęście jest dalej izolowany i nie wątpię, że następny sędzia go skaże.
Jest już całe mnóstwo i będzie ich coraz więcej, dopóki nie zostanie osiągnięty kompromis w sprawie statusu sędziów.
Bo ja dlaczego się czego się obawiam?
Mianowicie ja już słyszę od polityków PiSu nieustannie, że trzeba usunąć z sądownictwa tych sędziów, którzy się zajęli polityką.
A to są akurat tacy sędziowie jak właśnie Waldemar Żurek i cała seria innych sędziów, która nie jest ministrami, ale która się rzeczywiście zaangażowała w opór przeciwko pseudoreformom pana Ziobry.
I w tej chwili tak naprawdę myślę, że ekipa pisowska będzie usankcjonować status neosędziów, których nie uważa za neosędziów.
To będzie prawa tych tak zwanych paleosędziów, jak ich nazywają, usunąć.
Z kolei będzie się podważanie z kolejnych wyroków, no bo to byli upolicznieni sędziowie.
Proszę zwrócić uwagę, jeżeli PiS-owi uda się wrócić do władzy, to ja sobie mogę doskonale wyobrazić, że zostanie uchwalona ustawa o przywróceniu czegoś tam porządku, prawda, konstytucyjnego w wymiarze sprawiedliwości, która da nowemu ministrowi uprawnienia kontrolne w stosunku do sędziów.
Prezydent Nawrocki na pewno to z radością podpisuje.
I zacznie się z kolei usuwanie sędziów.
Tych, którzy w tej chwili są w awangardzie obecnego obozu rządzącego.
I co wtedy?
No wtedy wyroki, które oni wydali też będą podważane, aby sędziowie byli upolitycznieni.
Czyli inaczej mówiąc, co z tego wszystkiego wynika?
Idziemy w coraz głębszą wodę, toniemy coraz bardziej.
Ta woda w tej chwili jest już na poziomie ust, za chwilę dojdziemy do nosa i po prostu całe państwo zacznie się krztusić.
I moim zdaniem jedyne rozwiązanie, którego nie będzie, niestety, bo musiałby się w tej sprawie pan Kaczyński z panem Tuskiem porozumieć, wymagałoby, że tak powiem, pewnego kompromisu, to znaczy uznania statusu wszystkich sędziów i wszystkich wyroków.
I uznania, że kończymy tą wojnę i ustanawiamy nowy Trybunał Konstytucyjny, nową Krajową Radę Sądownictwa, którą już od tego momentu będziemy uznawać obie strony.
Spuszczały na to zasłonę milczenia.
To jest jedyne racjonalne rozwiązanie, zwłaszcza w kraju, w którym po roku 1989 nie przeprowadzono weryfikacji sędziów po czasach komunistycznych.
Kiedy skala upolitycznienia i sterowania sądownictwem była powielokroć większa niż jest to za czasów pana Ziobry czy za czasów pana Żurka.
A mimo to wtedy tego nie zrobiono.
A skoro wtedy tego nie zrobiono i w sumie jakoś z tym funkcjonujemy, to spróbujmy tego restartu dokonać teraz, zanim będzie za późno, bo takich spraw jak ta sprawa z tym ukraińskim mordercą będzie za chwilę więcej.
I co więcej, nie będzie chodziło już tylko o takie głośne przypadki, spektakularne zbrodni, tylko o sprawy spadkowe, rozwodowe i tego typu.
Chyba, że ministerstwa sprawiedliwości weźmie się.
Ktoś trzeci, drodzy państwo, nie żartuje.
Rzeczywiście taki postulat ostatnio też wypłynął z ust Przemysława Wippera z Konfederacji, który w czwartek mówił tak.
Zresztą moi koledzy z Konfederacji, jak z nimi rozmawiam również, że nie możemy pozwolić sobie na to, żeby jako Konfederacja nie wziąć odpowiedzialności za Ministerstwo Sprawiedliwości, ponieważ my nie mamy powodu, by zacierać ślady po sobie, tylko mamy powód i...
Wyzwanie, by naprawić ten stan rzeczy.
Ministrem Sprawiedliwości w przyszłym rządzie, mam nadzieję, jestem przekonany, jeżeli uda się wygrać, a przy ciężkiej pracy przecież to jest możliwe i bardzo prawdopodobne, będzie pan minister Zbigniew Ziobro.
Czyli Przemysław Wippler mówi, my chcemy w Ministerstwo Sprawiedliwości.
Mariusz Gosek mówi, że nie, nie, nie, nie, nie.
Ministrem Sprawiedliwości będzie Zbigniew Ziobro.
No właśnie, to jest kolejna odsłona rywalizacji między Konfederacją a PiS-em, ale już taka o tyle ciekawa, że dotycząca konkretnych personaliów.
Natomiast w tym sensie jest ta cenna wypowiedź posła Wiplera, że on oczywiście mówi i ma rację, że Konfederacja nie jest w żaden sposób odpowiedzialna za chaos w wymiarze sprawiedliwości, tylko że on mówi też tam coś innego.
Nie mówi tego głośno, ale tak naprawdę my się boimy z PiS-em koalicji, w której oni będą mieli resorty siłowe.
Stąd w innej wypowiedzi...
Poseł Wippler też powiedział, że Konfederacja będzie się domagała od przyszłego koalicjanta kontroli nad Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
I to jest bardzo znamienne, bo to pokazuje jak bardzo Konfederaci obawiają się tych starych graczy z PiSu i już teraz Koalicji Obywatelskiej, dawniej Platformy.
i ich metod stosowania nacisków właśnie zakulisowego na polityków.
W związku z tym ja rozumiem i nie dziwi mnie zachowanie posła Wipplera i innych polityków Konfederacji, którzy po prostu boją się tego, że zostaną przez tych starych graczy na scenie politycznej
zniszczeni metodami zakulisowych oddziaływań i dlatego chcą, żeby się przed tym uchronić i będą o to zabiegać.
Są przyjęte resort siłowy, jeden z resortów siłowych, jakim jest Ministerstwo Sprawiedliwości i jedną ze służb specjalnych, największą, jaką jest ABW.
Mnie to żądanie absolutnie nie dziwi.
Natomiast to, że czeka nas i ta sprawa jest tylko odsłoną...
Wojny między PiS-em a Konfederacją, która się nasila, jest informacja z dnia dzisiejszego.
Tu mamy znowu sukces dziennikarzy wirtualnej Polski.
Instrukcja dla posłów Prawa i Sprawiedliwości, w jaki sposób mają zwracać się do kolegów z Konfederacji, w jaki sposób ich traktować, w jaki sposób ich atakować.
Na przykład jest taki fragment.
W razie ataków Konfederacji warto podkreślać różnicę między PiS a Konfederacją oraz przypominać ich propozycje programowe, takie jak prywatyzacja służby zdrowia, prywatyzacja edukacji, prywatyzacja lasów państwowych, wspieranie banderyzmu przez Męcena, popieranie lockdownów.
wskazując, że to dobre rozwiązanie stosowane w innych krajach w związku z COVID-em itd.
To jest cała instrukcja.
Po pierwsze, zacznijmy od tego, że podobne instrukcje są też w innych dużych partiach politycznych.
Nie wiem, czy w Konfederacji, ale załóżmy, że w Koalicji Obywatelskiej są na pewno.
Sądzę, że też są w Lewicy, sądzę, że są w PSL-u.
Problem w tym, że one zawsze szkodzą partii jak wyciekają na zewnątrz, więc tu możemy zajrzeć trochę za kulisy partii, w tym wypadku Prawo i Sprawiedliwość i zobaczyć jak te centrale partyjne sterują przekazem dnia w odniesieniu do swoich polityków, nie tylko posłów, senatorów, ale także różnych innych osób, które są zaprzyjaźnione w kręgu oddziaływania danej partii.
Ale teraz co konkretnie nam ta instrukcja mówi?
Ona dokładnie jest, można powiedzieć, przełożeniem na punkty przemówień prezesa Kaczyńskiego na temat Konfederacji i konkretnie zwłaszcza Sławomira Mencena, który jest tu wrogiem numer jeden.
A więc co jest tam wyeksponowane?
Że ta partia to chce wszystko prywatyzować, a Polacy się panicznie boją w większości prywatyzacji czegokolwiek, bo to jest to straszne, prawda?
Spowoduje, że już nikt nie będzie się o nich troszczył i w ogóle będą porzuceni przez państwo.
Ale to powiedziałbym jeszcze rozumiem, bo to jest jakby programowe spojrzenie.
PiS chce wszystko upaństwawiać i jakby etatyzm jest fundamentem myślenia tej partii o państwie.
Zabawne jest oskarżanie męcenał banderyzm, bo to brzmi dość osobliwie w sytuacji, której pamiętamy, że to nie Jarosław Kaczyński pojechał jakiś czas temu do Lwowa i pod pomnikiem bandery krzyczał, że właśnie ten pomnik musi zniknąć.
Jest to komiczne, bo akurat można różne rzeczy Mancenowi i Konfederacji zarzucać, ale akurat nie propagowanie banderyzmu.
Więc ja myślę, że prezes Kaczyński powinien czujniej jednak te przekazy dnia nadzorować, bo jest oczywiste, że to nie on to osobiście pisał, tylko nie wiem, któryś z jego pomocników on to co najwyżej zatwierdził.
Powinien w tym zatwierdzeniu jednak trochę bardziej realnie stąpać po ziemi, bo równie dobrze można by zarzucić PiSowi, że oni są antyamerykańscy.
Byłoby to równie wiarygodne jak zarzucanie, a zwłaszcza antytrampistowscy, jak zarzucanie politykom Konfederacji, zwłaszcza Mencenowi, że on jest propagatorem banderyzmu w Polsce.
A to się wzięło stąd, że tak jak jest w tej instrukcji, bo nie poparł poprawki PiS do ustawy w sprawie Ukraińców.
No tak, no bo oczywiście, bo monopol na antyukraińskość, walkę z bandaryzmem ma PiS i jak ktoś nie popiera ich poprawki, to musi być banderowcem.
To jest na tej zasadzie, jak ktoś ma inną wizję wymiaru sprawiedliwości niż prezes Kaczyński, to na pewno jest złodziejem albo poplecznikiem złodziejstwa.
Żebyśmy zauważyli jeszcze jedną rzecz, drodzy Państwo, ta wypowiedź Przemysława-Wipplera to chyba była pierwsza wypowiedź, w której Konfederacja jednak odnosi się do tego, jaki stołki by chciała w nowym rządzie.
Do tej pory, jak rozmawiałem również z przedstawicielami Konfederacji, zawsze mówili nie, nie, nie, my mamy jeszcze dwa lata do wyborów, my o tym nie myślimy, nie dzielimy stanowisk.
A tutaj jest konkretnie, chcemy Ministerstwo Sprawiedliwości, chcemy kontroli nad ABW.
Dokładnie, to bardzo ciekawe, zwłaszcza, że być może oni zakładają, że wybory będą szybciej niż za dwa lata i dlatego być może takie właśnie już żądania sformułują.
Jedno jest pewne, ta wypowiedź posła Wiplera, a zwłaszcza ta instrukcja antykonfederacka skierowana do polityków PiSu na pewno nie pomoże relacjom między obu tymi partiami, którym oczywiście będziemy się uważnie przyglądać w kolejnych wydaniach programu.
A żeby było jeszcze ciekawiej, to notowania Grzegorza Brauna jeszcze rosną i być może bez Grzegorza Brauna w ogóle się nie będzie dało stworzyć żadnej większości rządzącej.
Tak więc czekają nas ciekawe czasy.
Tak, ale miejmy nadzieję, że akurat ten ostatni scenariusz się nie zrealizuje.
Bardzo bym nie chciał, żeby Polska dożyła czasów, kiedy od pana Brauna będzie zależało, kto nią będzie rządził.
Panie profesorze, na dzisiaj to wszystko.
Bardzo Państwu również dziękujemy za to, że byliście z nami.
Profesor Antoni Dudek nam wytłumaczył mniej więcej, co działo się w tym mijającym tygodniu.
No tyle, na ile czas oczywiście nam pozwolił, bo tego czasu jest mało.
Tak, zawsze dokonujemy selekcji tematów, to jest oczywiste.
Jest to subiektywna selekcja, to mówię do wszystkich, którzy oskarżają mnie o brak obiektywizmu.
Tak, nie jestem obiektywny, drodzy Państwo, podobnie zresztą jak wszyscy inni komentatorzy, no ale ja się do tego przyznaję.
Proszę Państwa, warto poznać punkty widzenia różnych osób, moim zdaniem.
Dokładnie.
Na dzisiaj to wszystko.
W sekcji komentarzy oczywiście jak zawsze.
Kciuki w górę również.
Na YouTubie bardzo mile wskazane.
Subskrybowanie naszych kanałów, czy to na YouTubie, czy na platformach streamingowych.
Bardzo prosimy o to, drodzy Państwo.
No i co, Panie Profesorze, widzimy się za tydzień?
Dokładnie.
Do zobaczenia za tydzień.
Do zobaczenia.
Kliknij w jeden z polecanych materiałów, aby odkryć najbardziej interesujące i wartościowe treści przygotowane specjalnie dla ciebie.
Zasubskrybuj kanał i nie przegap najlepszych produkcji.
Bądź na bieżąco z tym, co naprawdę ważne.
Ostatnie odcinki
-
NAWROCKI LEPSZY OD DUDY! WYROK KACZYŃSKIEGO I Ż...
30.01.2026 19:01
-
SKANDALICZNE SŁOWA TRUMPA, RADA POKOJU Z NAWROC...
24.01.2026 07:14
-
SPOTKANIE U NAWROCKIEGO, MASA UPADŁOŚCIOWA HOŁO...
16.01.2026 21:34
-
TRUMP PORWAŁ MADURO, TRAGEDIA NA KOMISARIACIE I...
09.01.2026 19:46
-
ADRIAN ZANDBERG I PROF. DUDEK "CHCIELI NAS KUPI...
02.01.2026 19:00
-
PROF. DUDEK PODSUMOWUJE 2025! NAJWIĘKSI PRZEGRA...
26.12.2025 19:00
-
PIS SIĘ ROZPADA! NAWROCKI WYRZUCA OKRĄGŁY STÓŁ,...
19.12.2025 18:55
-
WIELKI POWRÓT PO-PiS? BAŁAGAN U NAWROCKIEGO, PR...
12.12.2025 18:59
-
PROF. DUDEK UDERZA W BRAUNA! KACZYŃSKI KAPITULU...
05.12.2025 19:00
-
TAJNE SPOTKANIE NAWROCKIEGO, WOJNA W PIS I WIEL...
30.11.2025 19:39