Mentionsy

Codzienne trudności
31.12.2025 12:34

Klancyk: Codzienne trudności odc. 54 Sylwestrowy

W 2026 rok wchodzimy z rozmową tym, co nas interesuje najbardziej, czyli o nas. Zdradzamy nasze nowe codzienne trudności, podsumowujemy minione 12 miesięcy na scenie i poza nią. Snujemy dystopijne wizje przyszłości i baterii prysznicowej Błażeja. Grzegorz odmawia przeczytania nowego wiersza dla dzieci, ale zaprasza na swój stand-up. Paweł krzyczy na budowlańców. Krzych zdradza, jakie jest źródło zła. Odcinek wyjątkowy, bo bez quizu.

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 283 wyników dla "CZ"

Skończyłem przedostatni odcinek Stranger Things.

W sensie został jeszcze tylko ten, którego wyemitują w Sylwestra chyba 31.

Dzień dobry, witamy Państwa bardzo serdecznie w kolejnym odcinku codziennych trudności podcastu Teatru Improwizowanego Klancyk.

Błażeja, czyli pies Błażeja.

Cześć, Melon.

Zapomniałem przez rzeczywiście te łapy na moim parku.

Kończy się 2025, zaczyna 2026.

Skończył się czy zaczyna?

Zaczyna.

To fajnie, bo się mówi dzień konia często, że ktoś miał dzień konia, że tak super mu coś wychodziło, wyjątkowo dobrze.

Ale w chińskiej tej, czy po prostu konia?

Chciałem się zapytać, czy w tym 2025 roku się pojawiła u was jakaś nowa, codzienna trudność?

Nie, czy w urodzeniu mam troszkę zasług, w tym sensie, że byłem przy porodzie i byłem bardzo pochylony z moją żoną i ją bardzo mocno ściskałem i bardzo mocno mentalnie wspierałem, więc jakby...

Nie wiem, czy kojarzycie podwójnego Nelsona, żeby nie uciekła od obowiązku urodzenia.

Zobaczyłeś Helen podwójnego Nelsona.

Czyli pojawiło się nowe dziecko w twoim życiu i to jest mnóstwo, dodajmy, że od trzech miesięcy jest, więc już trochę się... Tak, trzy miesiące.

Wyjście w ogóle z domu jest codzienną trudnością, zjedzenie czegoś jest codzienną trudnością, spanie jest codzienną trudnością.

To w ogóle nie ma czegoś takiego.

Tylko muszę, musi być cały czas w kontakcie z ciałem.

To po prostu mnie noszę i dzięki temu mam wtedy czas czytać książki, więc pojawiła mi się łatwość czytania książek ostatnio.

Ale w sensie, że czytasz, czy nosząc, bo nosisz w nosidełku, czy co?

Słuchasz audiobooków, czy czytasz?

Czytam, czytam.

Po prostu... Nie, nie, bo zazwyczaj jest tak, że kładę się w łóżku i dziecko jest na mnie.

W sensie to wszystko jest jednym wielkim uproszczeniem, bo gdybym miał dokładnie opisać, jak to wygląda, to byśmy się wszyscy zanudzili, ale to jest leżenie, ale też wstawanie, podnoszenie się, trzęsienie tym dzieckiem, bo on budzi się, płacze, zasypia, więc to jest cały jakiś taki proces.

Ja też to pamiętam z Julkiem, że też jak on był najmniejszy jeszcze,

I faktycznie chciał tylko leżeć na tobie i jakby nie wymagał wielu innych.

To wtedy czytałem tak.

Wtedy czytałem też książki.

Nie, że teraz już nie czytam, jakby skończyło się.

No, od 70 może nie, ale od 8, może od 4, kiedy się pojawił pies, to rzeczywiście nie.

Czy to znaczy, że szukamy nowej osoby?

Nie, bo nikomu bym nie życzył tego, żebym dołączył do tej grupy.

Znam osoby, które chciałyby bardzo dołączyć do Klancyka i mam ochotę powiedzieć tym osobom, nie róbcie sobie tego.

My nawet dostaliśmy maile od osób, które chciałyby dołączyć do Klancyka, których nie znamy w ogóle i które nie są doświadczonymi improwizatorami, ale mają takie aspiracje.

Więc to jest chyba taka trudność, która rzeczywiście zmieniła się w tym roku.

Czyli moja trudność spowodowała również twoją trudność.

Na początku jest budka suflera, która nagrywa piosenkę i na koniec jest...

Dlaczego?

Znaczy rozumiem, że budka Suflera... Jak się nazywa ten z budki Suflera?

Nie, po prostu mój mózg nie zapamiętuje rzeczy już więcej.

Już się skończył.

U mnie jest troszeczkę konstans w tym sensie, że trudności związane, bo mam jedno dziecko, synka i z nim raczej jest wręcz łatwiej w porównaniu do poprzedniego roku, bo jest większy, bardziej ogarnięty i pewne rzeczy...

A te trudności, które są w pracy opiekuńczej jakby pozostały, więc nie ma nic nowego tutaj.

No, zacząłem próbować teraz mieć lekkostrawną dietę, to jest codzienna trudność.

to musiałbym zajrzeć jeszcze raz do tego AI, które przeczytałem o diecie ostrożnej.

Co, czy mu spodobało mu się to, że jesteś na lekko ostrożnej diecie?

frenetycznie wrzucam jakieś sosy, a wszelkich ostrych i za mocnych przypraw nie powinno się używać w diecie lekkostrany.

Ja mam nową trudność polegającą na tym, że moje mieszkanie się starzeje i w związku z tym różne rzeczy się w nim psują i ja uznałem, że będę je naprawiał.

Natomiast od pewnego wieku zaczyna to być problem.

W sensie na początku ok, ono się starzeje, ale na początku nie jest to problematyczne.

Tak, ale w tym momencie w mieszkaniu jestem tak, że rzeczywiście to starzenie oznacza psucie.

Tylko rzeczywiście on dosyć trudno chodził.

No i przerodziło się w niecodzienną trudność mojego młodszego syna, który zaczyna sam wracać ze szkoły do domu i wrócił ze szkoły do domu, tak pół godziny przede mną, zamknął się na zasówkę od środka i poszedł do toalety.

Nie wiadomo dlaczego, zamknął się na zamek w tej toalecie, mimo że był sam w domu i nie mógł wyjść.

Ja jakby próbowałem się różne, jakby, ponieważ zamknął na to zasówkę, a nie na klucz, to ja nie mogłem się dostać do środka, więc miałem bardzo różne scenariusze.

Na szczęście

jakby słyszał mnie, w sensie, że to jest blisko czy wejściałyśmy ze sobą w kontakcie.

No i ostatecznie udało mu się otworzyć te drzwi, więc dobrze zamontowałem ten zamek, ale to było takie zdąże, kilkanaście minut.

Jak była rzeczywiście bardzo mała, jak była u dziadków,

I... I były same wtedy w domu i... Ta historia nie ma jakiejś wielkiej puenty, ale rzeczywiście też było tak, że to było jakieś trzyletnie dziecko, które jest na zewnątrz tej łazienki, a ona nie może się z tej łazienki wydostać.

Ciekawe, czy to pamiętasz.

No, bo to było mi opowiedziane i faktycznie porównałem to ze wspomnieniami i się zgadzam.

W sensie zostałeś zatrzaśnięty, ściślej rzecz ujmując, bo chyba nie ściągnąłeś niemowlęcymi rączkami do... Tak, tak, tak, tak.

Czy to ta sama osoba, która chce opowiadać ci, że żołnierze się wspinali, żeby... Znaczy marynarze.

I czwarty tydzień trwa wielka saga baterii prysznicowej.

Czyli Artur Józkowiak i Mateusz Płoch.

Uznałem, że... A wiadomo, są bardzo dobrymi improwizatorami, więc grali to bardzo przekonująco, więc zapytałem, czy nie mogliby wpaść i zobaczyć tej baterii.

To też nie jest oczywiste.

W szczegółach chodzi o to, że to, co rozdziela wodę pomiędzy deszczownicą a słuchawką, nie trzyma już dobrze.

woda powinna lecieć ze słuchawki, to troszkę jednak leci też z deszczownicy, co jest dla osób, które nie korzystają z deszczownicy, jak cała reszta mojej rodziny, jest bardzo niekorzystne.

Zwłaszcza, że to najczęściej kapie na początku bardzo zimna woda.

Więc przyszedł jeden pan, powiedział, że prawdopodobnie trzeba będzie to kłuć, więc ja sprawdziłem, czy mam te kafle, bo wiecie, remont łazienki robiłem 12 lat temu.

Mam jeszcze trzy kafle, więc przygotowałem się na to, że można... Tylko tyle odłożyłeś.

I ja też miałem taką część od tej baterii, bo kiedyś już raz wymieniałem inną część tej baterii, więc miałem resztkę i myślałem, że to wystarczy.

przyszedł i zobaczył na to, co ja mam i powiedział, że to nie jest to, że ja muszę jednak kupić po prostu nową baterię całą.

I wczoraj, jeśli słyszą państwo takie psz, psz, psz, to mój pies się drapie, ponieważ jest uczulony na Roztocza.

Co jest świetne w ogóle w przypadku uczul... Nie mógł pojechać na Roztocze.

I zamówiłem wczoraj tę nową baterię.

Nie ma opcji płacenia kartą, blikiem, czymkolwiek.

Więc dzisiaj będę zamawiał te baterie z innego sklepu, tamtą zrezygnuję z tego zamówienia i w następnym odcinku opowiem wam, czy moja bateria prysznicowa już działa.

Czyli następny odcinek Codziennych Trudności w lutym.

Ale... No to kończymy w takim razie temat naszych Codziennych Trudności.

Ja mogę jeszcze szybko o zamówieniach, no bo...

bo zamówiłem lodówkę, ponieważ remontujemy dom i akurat był Black Friday czy coś takiego, więc stwierdziliśmy, że zamówimy lodówkę, chociaż ona jest jeszcze nawet nie rozpakowana od kilku miesięcy.

No i zaznaczałem wszędzie, że to musi być między 9 a 17 wysłane, bo tylko w tych godzinach oni tam są.

I to jest ten sam człowiek cały czas, żeby nie było, że to są różni ludzie.

I to już była taka ostatnia próba, że to już ostatni raz próbujemy to dostarczyć.

I udało się jakoś w ostatnich minutach przed 17 faktycznie, ale niesamowite.

No tak, to pracownicy rzeczywiście pracują w konkretnych godzinach.

Chyba, że są w zadaniowym systemie czasu pracy.

Wtedy dopasowują czas wykonania zadania.

A jak często bywasz w ogóle na budowie?

Dla mnie najciekawszą rzeczą w budowach jest nadzór inwestorski.

Więc jest to bardzo proste, żeby tam wskoczyć.

Poza tym też zamawiam różne rzeczy do tego miejsca, gdzie teraz mieszkam, więc im przywożę.

Między innymi baterie prysznicowe i podobne rzeczy.

Ale jestem weteranem remontów, to jest mój chyba czwarty remont.

Siarczyście na nich, czy po prostu?

Bo to jest takie środowisko bardzo... Nie mogą poczuć, że się boisz.

Jak oni wyczują, że ja na przykład czegoś nie wiem, się nie orientuję, albo że nie mam w sobie dostatecznie dużo mentalnej siły, żeby ich na przykład nakrzyczeć na nich, to oni mi wejdą na głowę, bo już nie raz to przeżywałem.

Tak, więc wiesz co, ale można zatrudniać osobę do takiej rzeczy.

Tylko musisz na nią krzyczeć.

Ja w ogóle nie wiedziałem, czy to jest dobrze zrobione, czy nie.

Ja nie miałem wiedzy, żeby na nich tak nakrzyczeć po prostu.

Ale też on, szczerze mówiąc, bo ja byłem świadkiem jak on po pijaku spawał na swoim motorze, taki w trakcie jazdy.

Ten człowiek ma chyba, nie wiem, osiem motocykli i we wszystkich robi sam swoje przeróbki, czyli na przykład jakieś takie bardzo złożone, takie, nie wiem jak to się nazywa, rack po polsku, jak jest, bagażniki na motocykle.

Może teraz Grzegorz zacznie.

Sytuacja cały czas bardzo dobra, no bo w głównym jest synek, jest fajnie.

No tak, tak, no na pewno dużo rzeczy.

Dużo przyjemnych rzeczy się wydarzyło w tym roku, bardzo przyjemnych dla mnie.

Że po prostu był dawno temu, a to był jeszcze ten rok.

Bo rozumiem, że to były też prywatnie dla ciebie ważne wydarzenia, ale też je artystycznie najwyżej oceniasz?

Artystycznie najniżej, ale... Ale ten już był bardzo fajny muzyk.

Ale ja też nie improwizowałem tam, więc ja trochę inaczej, pewnie trochę inaczej patrzę na te spektakle, w których grałem sceny i trochę inaczej na te, które prowadziłem.

No właśnie, to co prowadzisz, jesteś bardzo krytyczny do tego, co się dzieje na scenie.

W ogóle, w ogóle te spektakle w komedii w tym roku uważam za nasz wielki artystyczny sukces.

bo wiadomo, że zdarzają nam się totalne bombingi w różnych sytuacjach, ale oprócz niesławnego Sylwestra, to w komedii uważam, że wszystkie spektakle były naprawdę na dużej scenie, że jakoś tak się spinamy tam, w pozytywnym sensie, że nam to dobrze idzie tam.

A one wyszły rzeczywiście spoko i wydaje mi się, że one w ogóle zyskują w takiej dużej przestrzeni, co w ogóle nie jest oczywiste, bo przeniesienie się z przyjaznej, zamkniętej, niewielkiej przestrzeni piwniczej na dużą scenę w takich sytuacjach właśnie skomplikowanych jak dziady, to w ogóle dobrze działa.

Natomiast jeżeli mam mówić o moich highlightach klancykowych, to ja bym powiedział o też przenosinach, znaczy o tym, że zaczęliśmy grać w Potemotem, bo mi się w ogóle bardzo podoba ta przestrzeń i jakoś się też dobrze czuję, bo to jest jakaś taka, wydaje mi się, że ta scena w Potemotem jest takim połączeniem

jednak klimatu piwnicznego, chociaż nie jest w piwnicy, ale jednak tę publiczność czuję, że jest bardzo blisko nas.

Jest to tak wokół z taką jednak artystycznym, wydaje mi się, że jednak trzeba zrobić tę próbę.

Ja tak niewiele razy jeszcze grałem po tematem, ale chociaż mam nadzieję, że zostawiłem tam czapkę, bo zgubiłem czapkę i wydaje mi się, że to mogło być tam.

Ja też zgubiłem czapkę, ale chyba w resorcie została albo u dziadków.

Paweł, masz na głowie czapkę.

Biega, krzyczy pan, nie zdrapka.

Gdzie jest, woła moja czapka.

Tak, tak, tak, to od razu można wyczuć.

A Grzegorz, bo jest jedna rzecz, bo dzisiaj się spotykamy w takim gronie, ale dzisiaj ty spotkasz się z jeszcze jednym członkiem klancyka, czyli z Bartkiem Młynarskim wieczorem na...

Wieczorze stand-upem na Open Mike'u.

I czy to jest twoja droga poszukiwania?

Wartek bardzo mocno skręcił w stronę stand-upu i on ma tam trasy i jest takim stand-uperem, a mówimy to w siedzibie Stand Up Polska, w związku z czym możemy się skonfrontować, czy to jest prawda.

Ale dlaczego w ogóle występujesz?

W sensie to będą te, jak nam wczoraj tłumaczył Antoni Serek-Dombrowski, jak to się nazywa?

Więc jakby chciałem i to jest taka rzecz, która właśnie przesunęła się.

Miała być rzeczą w tym roku w pewien sposób, bo ja gdzieś w tym roku, chyba blisko początku, obwieściłem na Facebooku, jako osoba, która często pisze o swoim życiu na Facebooku.

No to obwieściłem, że zamierzam robić stand-up, dostałem mnóstwo pozytywnych reakcji, po czym to było na tyle.

Bo to dotyczyła czytanie, czytanie, czy pisanie materiału trwa po prostu.

Tak, ale też nie pisałem go, bo mnóstwo jednak rzeczy, okazuje się jest mnóstwo innych obowiązków i po prostu nie było kiedy.

I takim troszeczkę rzutem na taśmę się zapisałem na ten Open Mic, żeby jeszcze w tym roku coś zacząć.

Znaczy byłem raz na Open Micu, Agnieszki ma tam dobre żarty, ale tego o tyle nie liczę, że ja tam poszedłem ostatecznie nie mając przygotowanego jako widz, jako forsu podziwu.

Ale improwizowałeś w tym sensie, że rozmawiałeś z publicznością?

Nie pamiętam co, co też dobrze świadczy o jakości tego występu.

Czyli jest pewne, jak to mówią Anglicy, hiatus.

Czemu nie?

Nie, no ja już troszkę powiedziałem o swoim roku, bo urodziło mi się dziecko i to bardzo mocno zdominowało wiele rzeczy.

Ale napisałem książkę w tym roku i czekam na wiadomości od wydawców, czy są zainteresowani tym, więc zobaczymy.

O czym?

O improwizacji oczywiście.

Czy mogłeś nam powiedzieć coś więcej?

No i zobaczymy, czy ktoś to w ogóle będzie tym zainteresowany.

W Polsce jeszcze trochę jest, ale już dużo mniej.

Zwłaszcza tego typu rzeczy.

Myślę, że to dosyć oczywiste, to prawda.

No dobra, to jest fajne i też jest planem, to jest takie trochę właśnie przejściowe, w sensie między 25 rokiem, kiedy napisałeś i przyszłością, którą przyniesie 2026 rok, gdzie mam nadzieję skończy się to wydaniem, ale przechodząc do segmentu o przyszłym roku i to, co myślimy o przyszłym roku, chciałem dodać pewien...

Mogę jeszcze, bo ja powiedziałem tylko o klancykowych rzeczach, a nie powiedziałem o niczym, z czego byłem dumny.

Bo jest jedna rzecz, z której jestem bardzo dumny, która mi się udała w tym roku na niwie zawodowej.

Więc bardzo serdecznie zapraszam, bo było to bardzo duże moje dziecko twórcze.

Człowiek, który... Nie, bo ja to robiłem właśnie z Józkowiakiem, bo on jest hydraulikiem.

Ale to rzeczywiście to fajne.

Cieszę się, że mi przerwałeś i nie dopuściłeś do zakończenia tego segmentu, bo rzeczywiście było to ciekawe i fajne doświadczenie.

Czy będziesz tu na stand-upie dzisiaj?

Na pewno stand-upowa publiczność będzie zachwycona.

Może się przebiorę jeszcze za jakąś, jakieś zwierzę.

Szczerze mówiąc, to byłoby bardzo śmieszne, moim zdaniem.

Słuchajcie, przyszłość, to co nas czeka i chciałem dodać aspekt, o właśnie, to jest ta emocja, której poszukuję, ponieważ ja bym chciał dodać element jednak, że szukajmy w nich rzeczy, które nas przerażają, bo mnie w ogóle bardzo dużo rzeczy przeraża w przyszłości, ale najkonkretniej chyba teraz zaczęła mnie przerażać perspektywa

sztucznej inteligencji łączonej z robotami.

Już wtedy, kiedy żeśmy sobie wysyłali, to był jakiś czas temu, a teraz podejrzewam, jeszcze więcej potrafią.

i jak się to połączy ze sztuczną inteligencją, czy to jest jakby koniec ludzkości.

Ale tak najogólniej, czy wy czujecie, że ta przyszłość jest w bardziej mrocznych barwach ze względu na rozwój technologiczny niż do tej pory, czy właśnie mianowicie czujecie, że to będzie szansa skrócenia rzeczywiście ludzkiej pracy i przecież wszystkie wynalazki do tej pory wymyślone przez ludzkość kończyły się dobrze?

Ja to mam takie poczucie, to tylko szybko powiem, bo ono jest trochę obok, że...

Że ja na tyle się boję tego, jak będzie wyglądał rozwijający się w następnych latach kryzys klimatyczny, jego następstwa w postaci być może jakichś światowych konfliktów albo bardzo dużych napięć.

Ale wiesz, że sztuczna inteligencja może pomóc w rozwiązaniu tego problemu.

No i jakby reforma agralna i jakby rozwój w tej mierze spowodował, że wszyscy nadal żyjemy i jest tych ludzi jeszcze coraz więcej.

Więc może jest tak, że po prostu to postęp technologiczny opanuje.

Ten postęp technologiczny jest tak energochłonny i AI jest tak energochłonne, że przyspiesza kryzys klimatyczny.

Ale Google chce, to prawda, oczywiście tak jest, natomiast Google chce wysłać swoje serwery w kosmos, żeby się chłodziły tam.

Tak, to w ogóle, szczerze mówiąc, ten problem będzie stuprocentowo, moim zdaniem, rozwiązany, jak to wszystko przeniesie się na orbitę, no bo tam nie ma problemu chłodzenia i nie ma problemu pobierania energii, no bo ze słońca można ją brać.

I w ogóle, bo ostatnio to doszło do mnie, to jest w sumie dosyć oczywiste, ale wiecie, że kosmos jest bliżej niż Łódź od nas?

No bo jak ktoś nas jest w Zgierzu, albo wręcz w Łodzi... No tak, no to ze Zgierza masz na tramwajem, a już do kosmosu nie pojedziesz tramwajem.

No tak, ale czy to nie jest ten problem, że to nie jest kwestia odległości, tylko dostania się tam?

Wiesz, ile czasu zajmuje, jak jesteś w rakiecie, ile czasu zajmuje dotarcie do kosmosu?

Trzy, cztery minuty.

Czyli ty przyszłość widzisz w pozytywnych barwach, gdyż kosmos jest bliżej niż łódź?

Pamiętam, jak wysyłałem wam takie pierwsze obrazki generowane przez AI na klasyku i wszyscy tak totalnie zignorowali jako jakieś gówna straszna, ale kilka miesięcy później... Mnóstwo osób ignoruje, mnóstwo rzeczy wysyła tych na klasyku.

A później to się naprawdę bardzo mocno rozwinęło i jakby to, gdzie te modele językowe zaszły w stosunku do tego, gdzie były jeszcze trzy lata temu, cztery lata temu, to jest w ogóle kosmos.

Ja byłem przerażony tempem tego rozwoju, bo miałem takie poczucie, nie no, te wszystkie przepowiednie, nie wiem, Raya Kurzweila, że osiągniemy jakąś po prostu generalną sztuczną inteligencję, która będzie tak inteligentna, że my nawet nie zrozumiemy, co ona robi, że to jest tak jakby, nie wiem, że my będziemy mieli inteligencję drzewa w porównaniu do człowieka, tak jakby drzewo próbowało człowieka, nie wiem, objąć gałęziami,

Ale człowiek jest w stanie z tego wyjść, no bo drzewu to zajmie na przykład kilkadziesiąt lat, żeby kogoś objąć gałęziami, a człowiek może w kilka sekund sobie pójść dalej, tak?

Więc jakby na tej zasadzie nie będziemy w stanie w ogóle ogarnąć... Powiem sobie, Paweł, że jest gdzieś jakieś drzewo, które cię próbuje cały czas objąć gałęziami, bo on też nie może się już zatrzymać, jak się rozpoczęło ten ruch.

Bo takie są te przewidywania tych ludzi, którzy właśnie wieszczą katastrofa pod tytułem singularity, w sensie to może, że po prostu tempo rozwoju sztucznej inteligencji będzie samo napędzać i po prostu to eksploduje w jakiejś takiej eksponacyjnej... Jak rozumiem, to się na razie o tyle nie potwierdza, że w tej chwili...

czyli to się zatrzymało, tak?

Tak, to się na razie o tyle nie potwierdza, że te sztuczne modele pochłonęły całą ludzką wiedzę, w tym sensie, że przemieliły cały internet, wszystkie książki, wszystkie materiały audiowizualne i to dotarło po prostu do ściany, w tym sensie, że okazało się, że sam model językowy nie stanie się samoświadomy, czy nie stanie się jakimś takim agentem, który ma jakąś intencję i tak dalej.

To oczywiście nie znaczy, że jakieś inne rzeczy nie zastąpią tego, ale póki co raczej jestem uspokojony i nie martwię się tym.

Nie martwię się też wpływem tego na ocieplanie się planety, ponieważ wierzę w to, że oni faktycznie wyślą te rzeczy w kosmos, ponieważ to się po prostu kalkuluje.

Ale tak czy siak jestem tutaj totalnie zgrzeczkiem, obawiam się bardzo mocno.

Właśnie same takie skutki, jakieś takie ekologiczne, typu jakieś podnoszenie się mórz i coś tam, to raczej nie spodziewam się tego za szybko, ale szybciej się raczej spodziewam konfliktów o wodę i o zasoby.

Nie, ja jestem bardzo odporny i bardzo powoli adaptuję nowe zdobycze technologii.

I nie używam żadnych narzędzi AI-owych i czuję, że to sprawia, że mi odpływa trochę świat.

Więc to jest jedna rzecz.

Druga rzecz...

Jest to bardzo proste do użycia, więc w każdej chwili możesz wskoczyć.

A druga rzecz, to to, co mnie pewnie jakoś tam martwi, chociaż przyznam, że nie spędza mi to snu z powiek i ja wolę raczej się odcinać mentalnie od takich rzeczy, które mnie martwią.

To są te narzędzia, które... W ogóle wszystko, co jest związane z generatywnym, fotorealistycznym przedstawianiem świata i w tym, że to trochę...

bardzo szybko zatrze pewnie... Spodziewam się, że wkrótce nie będzie tak łatwo zweryfikować, co jest rzeczywiste, a co nie.

A ponieważ przyswajamy wiadomości, to ma skutki społeczne, polityczne, to jak dzieci będą postrzegały w ogóle to, co jest fikcją, a co jest rzeczywistością, to są takie rzeczy, które mnie pewnie najbardziej niepokoją.

Bo to jest właśnie dla Ciebie Twój wnuczek, który miał nagranie z Tobą, jak go kołysałeś w dzieciństwie.

Nie no, jest coś takiego, że jedną z rzeczy, którą mi Instagram pokazuje w ramach swojego algorytmu dla mnie, który już Cię wyrobił, są filmiki ze słodkimi zwierzątkami.

Tak jest, bo są oszukańcze filmy o psach ratujących dzieci na przykład i ludzie sobie wrzucają, a to są nieprawdziwe filmy.

Już teraz ja muszę uruchamiać w ogóle najczęściej nawet właśnie nie to, że tam już nie ma tych osławionych 40 palców ułap czy coś takiego, tylko bardziej włączam logiczne myślenie, że czasami to jest tak kompletnie niewiarygodna jakaś historia.

Plus też cały czas jest tak i to się pewnie zmieni za jakiś czas, że wystarczy też kliknąć w komentarze.

Jakby... I ty im ufasz, no bo czemu nie?

Moim zdaniem to jest najsmutniejsze dla tych psów, które rzeczywiście ratują dzieci.

Ja uważam, że tak, to jest rzeczywiście zmiana.

Ja w ogóle uważam, że media społecznościowe są jakby takim źródłem zła i te komentarze są też jakby dla mnie jakiegoś rodzaju problemem.

Więc staram się z nich nie korzystać, z komentarzy w sensie, ale wydaje mi się, że to jest po prostu jakieś nieodzowne i to, że nasze dzieci w ogóle zupełnie inaczej w ogóle postrzegają rzeczywistość.

Ale on czasami sobie zaprasza kogoś tak dla jaj, żeby mieć ludzi znajomych i wie, że to nie jest prawdziwa osoba.

I to jest bot jakiś, czy coś tam, jakby on to po prostu wie.

W ogóle a propos zagrożeń i przyszłości, jakby to się potworny trywiał, ale wszystko oczywiście, świat się rozpędza i jakby zmiany postępują.

Jeszcze myślę, nasi rodzice to były takie pewnie ostatnie pokolenie, które mogło powiedzmy powiedzieć, jakie są zawody przeszłości.

No bo ja się nie pomylił, czy pomylił się, bo ja tego nie chciałem, ale nie pomylił się w tym sensie, że to jest faktycznie zawód obecny.

No na pewno nie byłbym stratny na tym, czy finansowo, tylko psychicznie byłbym stratny.

Ale też samo definiowanie zawodu przyszłości jako czego?

Właśnie zawodu, który da ci szczęście, czy zawodu, który sprawi, że będziesz bogaty?

Kącik polecajek, bo teraz sobie przechodzimy, bo muszę zakończyć tą kaskadę rzadów.

Na koniec naszego podcastu chciałem was poprosić, żebyście polecieli po jednej rzeczy z jakichś treści kulturalnych.

To musisz wybrać jedną, którą chcielibyście naszym słuchaczom albo widzom polecić.

Ja ostatnio w zasadzie wyłącznie czytam książki science fiction.

I mogę polecić coś, co teraz czytam.

Dzieci czasu.

Napisane przez Adriana Czajkowskiego.

To jest Piotr Czajkowski.

To jest Adrian Czajkowski, to jest wnuk słynnego, nie, to jest w ogóle Adrian Czajkowski, jest Brytyjczykiem polskiego pochodzenia, który pisze się przez te cecha, tak jak jest transliteracja Piotra Czajkowskiego na angielski, natomiast on, to jest jego jakby pen name, czyli tam pseudonim pisarski, bo tak naprawdę przez CZ się pisze jego nazwisko i on chciał w ogóle w Polsce być opublikowany przez CZ i nie zgodzili się na to wydawcy.

Tak, Dzieci Czasu.

Ziemia właśnie została już totalnie zniszczona przez różne procesy przez człowieka rozpoczęty.

Ludzie cały czas pozywają się do sądu.

Tak, jest taki świat, jakaś planeta, która została terraformowana, czyli przekształcona jakby do życia przez ludzi i został zrobiony tam eksperyment.

Czy eksperyment polegał na tym, żeby tam wrzucić małpy?

i dać im takiego wirusa, który przyswiesza ewolucję i wzmaga takie działania społeczne, współpracę.

Czyli są inteligentne pająki.

Jest to rzecz świetna.

On nie był rzeczywiście, nie był w Potemotem.

Więc to bardzo, bardzo Państwu polecam, żeby wyszukać ten spektakl i oczywiście wszystkie inne w Potemotem.

No ja chciałem polecić też książkę, którą teraz czytam, podobnie jak Paweł, choć jest to inna książka.

Tak, czytam ją teraz i zachwycam się, jak to jest dobrze napisane.

Nie znam autora, to musi być bardzo utalentowany człowiek.

Nie no, chciałem polecić książkę Macieja Sieńczyka Pijaczek, którą teraz czytam.

Nie no, raczej nie.

Tutaj mamy wczesne lata dziewięćdziesiąte głównie wspominane, kiedy właśnie narrator, który troszkę przypomina chyba samego Sieńczyka, nawet ma na imię Maciej,

opowiada o takim starszym od siebie człowieku, którego poznał na osiedlu, który właśnie był nazywany pijaczek ze względu na dosyć oczywistą w tej sytuacji przypadłość, że lubił sobie popić.

No i on jest takim troszeczkę jego mentorem, troszkę nauczycielem, bardzo ciekawą postacią.

jak u Sieńczyka bywa, jest to bardzo, bardzo śmieszne, ale to jest bardzo takie specyficzne, ciekawe, te postacie są niejednoznaczne.

Jest tam na przykład zapis nagrania, które oni zrobili z tym pijaczkiem i on jest absolutnie wspaniały, bo on robi coś bardzo odważnego, co rzadko się robi.

Normalnie jak się w książkach zapisuje tego typu rzeczy, jak dialogi, nagrania i tak dalej, to to się wygładza, żeby to tutaj w ogóle nie jest.

Czyli jest to książka bez korekty.

Tak, tak, oszczędzili na korekcie.

Rozumiem, to się coraz częściej zdarza w wydawnictwach rzeczywiście.

To napisało AI oczywiście, tak?

To ja chcę polecić książki też, żeby było, nie było, które skończyły się w tym roku.

Skończyły się, bo ja bardzo lubię Raymonda Chandlera i były nowe tłumaczenia wydane przez wydawnictwo Karakter.

Tak i właśnie została ze dwa miesiące temu, czy trzy miesiące temu wydana ostatnia część napisana przez Chandlera.

Jest jeszcze jedna, którą zaczął, ale nie skończył i została dokończona dużo później.

Nie wiem, czy w ogóle Karakter planuje to.

One są oczywiście nierówne, nie wszystkie są tak samo fascynujące, ale ten język, który został moim zdaniem fenomenalnie przetłumaczony na polski, strasznie mnie pociąga.

Czyli przez Przemka Dębowskiego, który jest też właścicielem karakteru, więc wszystko się... Wszystko się zgadza.

Wydaje swoje rzeczy, oczywiście.

Może zacznie wydawać też Jola Hammeta, który też jest jednym z ojców noir.

Błażej, czy chcesz jeszcze wrócić ze swoją jakąś polecajką?

Przeczytałem książkę François Sagan z lat 60., która się nazywa Witaj smutku.

Ja bardzo rzadko szukam, znaczy znajduję taką... Szukam i znajduję.

Stare książki to nie jest coś, co rzeczywiście mi się często zdarza i to było bardzo fajne.

Przeczytałem też świetny komiks przez święta, który kupiłem sobie tak po prostu z półki, nie wiedząc nic o nim, który nazywał się Zapamiętaj Mnie, belgijskiej autorki, której niestety nie pomnę nazwiska.

Jest to komiks drogi o młodej dziewczynie, która wykrada swoją babcię z domu starców.

Bardzo to było wzruszające, zwłaszcza

dla kogoś, kto jakby zmagał się z demencją w rodzinie, to jest to mocna rzecz.

I chciałem jeszcze na koniec bardzo polecić, nie wiem, czy w ogóle polecanie filmów na Netflixie ma jakikolwiek sens, ale wszyscy oglądają filmy na Netflixie.

Tak, ja jestem wrogiem Netflixa, jeśli chodzi o filmy, bo Netflix zabija rynek kinowy, ale film, który powinien trafić do kin, a nie trafia, czyli trzecia część serii na noże Ryana Johnsona, Żywy lub Martwy.

Bardzo to jest dobra, dobra rzecz.

Podobało mi się, podłączam się do tej polecajki również.

Szanowni Państwo, dziękujemy, to był... Tak, bo mi się bardziej podoba pierwsza część.

Bardzo mi się podoba pierwsza część, to jest u nas jakaś oryginalność pomysłu, aczkolwiek rozumiem, co ma na myśli Błażej, bo rzeczywiście ta najbardziej spełnia chyba te wymogi, które sobie ten twórca postawił przed sobą.

Szczęśliwego nowego roku.

Szczęśliwego nowego roku.

Jeśli Ci się podobało, oceń nasz podcast i włącz powiadomienia o nowych odcinkach.