Mentionsy

Artykuł 148 - Podcast Kryminalny
29.09.2025 07:00

#46 "Nie bądź zły, powiedziałam prawdę"

Wszystkie domy mają swoją historię. Składają się na nią wspomnienia, nadzieje i marzenia tych, którzy w nich mieszkali. Ale pewien dom, w cichej, ekskluzywnej okolicy na przedmieściach Nowego Jorku krył w sobie coś niewyobrażalnego. Mroczną tajemnicę, którą ktoś chciał pogrzebać na zawsze i nie ponieść za nią żadnej kary.

Artykuł 148 – Podcast kryminalny
🎙 Autor podcastu (research, scenariusz, tekst, głos): Adriana Gołębiowska
🛠 Produkcja: Filip Łyszczek
► ⁠⁠https://artykul148.pl⁠⁠ DOŁĄCZ DO MNIE NA 👇🏻👇🏻👇🏻:► ⁠⁠https://www.facebook.com/artykul148⁠⁠ ► ⁠⁠https://instagram.com/artykul148
⁠⁠Materiały źródłowe do odcinka znajdziecie na stronie: https://artykul148.pl
#audiobook⁠⁠⁠⁠
#opowieścikryminalne⁠⁠ ⁠⁠#podcastkryminalny

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 46 wyników dla "Robert Edwards"

Na miejsce przerażającego znaleziska natychmiast zostaje wezwana policja, a niedługo później pod domem Cohenów, przed którym zbierał się już niemały tłum gapiów zwabionych niewypowiedzianym smrodem, zjawia się dwóch detektywów, Robert Edwards i Brian Parpen.

Robert Edwards, zwany Bobem, jeden z czterech przełożonych w wydziale zabójstw, elegancki i nieco starszy z tego duetu, budził szacunek kolegów.

Tam, gdzie Edwards był powściągliwy i metodyczny, zielono oki Parpen wnosił energię, impulsywność i błyskawiczną reakcję.

Po chwili u jego boku zjawia się Edwards.

Z chwilą, gdy Wieko znów spoczywa na miejscu, detektyw Edwards ma już w głowie gotowy plan działania.

Tymczasem, zgodnie z poleceniem Edwardsa, specjaliści przeczesują każdy zakamarek domu i przyległego terenu, ze szczególnym uwzględnieniem niskiej wnęki pod przybudówką.

Konwój radiowozów rusza w stronę biura lekarza sądowego, a wraz z nim jadą także Edwards i Parpen.

Kolejnego ranka, gdy Edwards i Parpen pojawiają się na miejscu ponownie, wita ich niecodzienny widok.

Gdy tylko Edwards zauważa, że na jednej z dłoni wciąż połyskują dwa złote pierścionki, momentalnie wskazuje je palcem, a partner tylko kiwa głową ze zrozumieniem.

Edwards, czujnie nadzorujący każdy ruch, natychmiast zakazuje go dotykać.

Gdy tylko zostaje z niej zdjęty, a obecni tam odnajdują na jej tylnej ściance wygrawerowaną dedykację dla Patrice o dwójka phila, Edwards i Parpen bezzwłocznie opuszczają salę sekcyjną.

Edwards wie, że w tę sprawę będzie musiał zaangażować wszystkich 21 detektywów z Wydziału Zamoństw.

Na te wieści nogi uginają się pod Edwardsem.

Wszystko to efekt precyzyjnie zaplanowanej pracy, bo Edwards nie chce teraz stracić ani jednej sekundy z tych długich lat, podczas których ciało w beczce pozostawało tajemnicą.

Po minie Edwardsa widać, że w końcu nadeszły dobre wieści, że mają przełom.

Otrzymawszy zabezpieczoną wizytówkę, Parpen i Edwards od razu kierują się w stronę drzwi, by możliwie szybko znaleźć się w swoim gabinecie i spróbować odnaleźć medyka.

Dziękuję specjalistom za ich pracę, chwyta pod ramię zasłuchanego Edwardsa, zabiera wizytówkę, najcenniejszy obecnie dowód i bezzwłocznie pędzi do gabinetu.

Edwards w tym czasie przegląda dokumenty dostarczone przez techników dotyczące samej beczki, w której spoczywało ciało.

Edwards także marzy tylko o tym, by zakończyć służbę.

Edwards zauważył go już podczas konferencji prasowej.

Czwarty dzień śledztwa zapowiada się równie pracowicie jak poprzednie, dlatego Edwards i Parpen pojawiają się w pracy z samego rana, by w spokoju, nim cały zespół zbierze się na odprawie, omówić co każdemu z nich udało się ustalić poprzedniego wieczoru.

Nadzieja, że to wreszcie wyczekiwany świadek pęka niczym mydlana bańka, ale Edwards mimo wszystko pozwala reporterowi zostać na odprawie i notować, zastrzegając jednak, że na razie nie wolno mu publikować żadnych usłyszanych tu szczegółów.

Edwards tymczasem zdradza partnerowi, że jego wczorajsza rozmowa z pracownikiem firmy produkującej beczki przyniosła znacznie lepsze efekty niż ta, którą przeprowadził jego współpracownik.

6 września o świcie, ubrani w garnitury detektywi Edwards i Parpen, jadą do siedziby firmy chemicznej GAF w New Jersey.

Edwards pospiesznie podaje mu cały stos zdjęć beczki, a Silverstein studiuje je w milczeniu, wpisuje jakieś dane do komputera, po czym nagle podnosi wzrok i oświadcza.

My z Edwardsem kończymy na dziś, bo jutro lecimy na Florydę.

Kiedy Edwards pokazuje mu zdjęcia beczki, Melvin, nieświadomy jak mroczna tajemnica kryje się za tym obrazem, uśmiecha się szeroko, jakby odbywał sentymentalną podróż.

Dopytuje Edwards i wtedy Guntman nagle przypomina sobie jeszcze jedną historię.

Edwards i Parpen przedstawiają w końcu powód wizyty.

Rozpoczyna Edwards, nie spuszczając z niego wzroku i ku zaskoczeniu detektywów, Elkins to potwierdza.

Edwards wychodzi bez słowa, ale Parpen nie zamierza dać mu satysfakcji, że znów wymyka się sprawiedliwości.

Mimo, że poprzedniego wieczora obaj pozwolili sobie na chwilę świętowania, od samego rana Edwards i Parpen siedzą nad telefonami, próbując wraz z prokuratorami z NASA znaleźć dojście do lokalnego sędziego, który jak najszybciej wyda im nakaz pobrania próbki DNA od Elkinsa.

Poczucie niesprawiedliwości narasta w nim z każdą chwilą, aż w końcu mimo próśb Edwardsa postanawia zadzwonić do biura w swoim hrabstwie, by dowiedzieć się, czy przez ostatnie godziny nie udało im się jednak zdobyć nakazu.

Siedzącemu naprzeciw Edwardsowi wystarcza tylko spojrzenie na partnera, by natychmiast odłożyć na bok sztućce, bo już wie, że ich kolacja dobiegła końca.

Bogatsi o tę wiedzę Parpen i Edwards opuszczają komisariat i kierują się prosto do domu podejrzanego.

Odwraca się w stronę Edwardsa i jeszcze nim cokolwiek mówi, widzi, że jego partner już wie, co zaraz usłyszy.

Parpen i Edwards wpatrują się w zdjęcie młodej, pełnej życia kobiety.

Z tej strony detektyw Robert Edwards.

Pyta w końcu Edwards, pokazując wyraźnie zaniepokojonej ich wizytą kobiecie fotografię Reiny, pochodzącą z dokumentów.

Dzięki naciskom Edwardsa specjaliści pracowali w pocie czoła, by jak najszybciej potwierdzić to, czego obaj byli właściwie pewni.

Na koniec tego słodko-gorzkiego dnia Edwards wzywa do siebie Oscara Coralla.

Na koniec Edwards wręcza Coralowi teczkę z danymi kobiety, która dotąd w mediach funkcjonowała jedynie jako ofiara z beczki.

Ale dziennikarz wie, co Edwards miał na myśli, dając mu akta latynoski.

Gdy 31 maja 2001 roku dowiedział się, że po 36 latach pracy w Departamencie Policji Hrabstwa NASA 59-letni Robert Edwards odchodzi na emeryturę, postanowił poświęcić mu artykuł.

Edwards mówił, że od zawsze chciał być detektywem Wydziału Zabójstw, bo uważał tę pracę za zaszczyt.

Gdyby 30 lat wcześniej znalazł się ktoś, kto stanąłby w obronie zaginionej emigrantki z takim uporem, z jakim Parpen i Edwards szukali prawdy, Cowart Elkins nie zdążyłby uwierzyć, że wszystkich oszukał.

0:00
0:00