Mentionsy
326. Jak naprawdę wygląda kariera naukowa na Harvardzie? Rozmowa z Ewą Grassin
Ewa Grassin jest naukowczynią na Harvard Medical School. W swojej pracy tworzy modele ludzkiego mózgu z komórek macierzystych, by lepiej zrozumieć choroby neurologiczne. W odcinku nauka jest jednak tylko punktem wyjścia. To rozmowa o tym, jak naprawdę wygląda kariera naukowa w Stanach Zjednoczonych: o drodze do pracy w jednym z najbardziej konkurencyjnych środowisk na świecie, presji grantów, zawodowej niepewności, statusie imigracyjnym i codzienności, która ma niewiele wspólnego z filmowym wyobrażeniem Harvardu.
Szukaj w treści odcinka
Kiedy słyszymy Harvard, od razu przychodzi nam do głowy skojarzenie prestiż najlepszy uniwersytet świata.
I to wszystko prawda.
Ale jak wygląda codzienność naukowca na Harvardzie i jaką trzeba przejść drogę, by pochylić się nad badaniami w laboratoriach tego topowego uniwersytetu?
Za chwilę się przekonacie.
Do rozmowy zaprosiłam Ewę Grassin, naukowczynię, która na Harvardzie zajmuje się badaniami nad chorobą Parkinsona z wykorzystaniem komórek macierzystych.
Lecz jeśli pomyśleliście sobie, że rola Ewy koncentruje się wyłącznie na badaniach, to jesteście w błędzie.
Nie wiem, czy to jest tak w całej Ameryce, czy tylko na Harvardzie, ale generalnie jest tak, że nieważne, czy jesteś noblistą, czy jesteś bardzo znanym profesorem, który ma 200 tysięcy cytowań, jeżeli nie przynosisz pieniędzy, wylatujesz.
To jakby wszystko jest takie, wiesz, bardzo dynamiczne, nieważne kim jesteś, ważne są pieniądze i twoje wyniki.
Zapraszam na rozmowę z Ewą Grassin.
Hej, tu Lidia Krawczuk.
Los rzucił mnie do Waszyngtonu kilkanaście lat temu i to właśnie tutaj, w stolicy USA, powstaje podcast Ameryka i ja.
Tu opowiadam o Ameryce, o życiu w Stanach i podróżowaniu po USA.
Jeśli Ciebie tak jak mnie ciekawią Stany i chcesz wiedzieć o nich więcej, to jesteś we właściwym miejscu.
Cześć Ewo.
Bardzo się cieszę, że możemy porozmawiać w podcaście Ameryka i ja i że zgodziłaś się na tę rozmowę.
No to tak od razu zapytam cię na początek, jak znalazłaś się w Stanach?
Po pierwsze, dziękuję bardzo za zaproszenie.
Jak znalazłam się w Stanach?
Studiowałam na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach, zarówno magisterkę, jak i licencjat.
I potem wyjechałam do Szwajcarii na doktorat.
I właśnie tam, na takiej końcóweczce mojego doktoratu,
Profesor z Harvardu zaprosił mnie do siebie do grupy w Bostonie.
Od razu już ci muszę przerwać, bo zrobiłaś takie szybkie przyspieszenie.
Po prostu skończyłam sobie studia i pojechałam na doktorat do Szwajcarii.
Wiesz mi, że w ogóle, no tam co, tam sobie postudiowałam i od razu doktorat.
No chciałabym, żebyś, wiesz, żebyśmy cię, tutaj wszyscy, ja, słuchacze poznali twoją drogę, no bo to nie jest nigdy tak, że wiesz sobie, skończysz studia, jedziesz sobie na doktorat do Szwajcarii.
Dobra, jeszcze mów co studiowałaś, co jeszcze studiowałaś w Katowicach.
No więc ja ukończyłam zarówno licencję, jak i magisterkę na Uniwersytecie Śląskim w Katowicach.
Studiowałam chemię i po ukończeniu studiów wiedziałam, że na pewno chcę wyjechać za granicę.
Zawsze interesowały mnie inne ośrodki badawcze poza Polską.
Chciałam zobaczyć jak naukowcy pracują i poznać po prostu świat, bo ja uwielbiam podróżować.
Jakoś tak sobie ubzdurałam, że chciałam wyjechać do Australii.
No ale po wysłaniu, pamiętam, że ponad 100 CV, nikt nie chciał mnie przyjąć.
Nawet dostałam taką odpowiedź od jednego z profesorów na uniwersytecie w Australii, że skoro nie ukończyłam jednego z najlepszych 200 uniwersytetów na świecie, to on nawet nie otworzył mojego CV.
A więc to mi po prostu zupełnie podcięło skrzydła.
No więc nie było łatwo, dlatego ja zawsze podkreślam, że ten początek naprawdę nie był prosty.
A wysyłałaś to samo CV?
No nie, zawsze tam coś zmieniałam w liście motywacyjnym, bo to wiadomo, były różne pozycje.
Akurat na ten czas ja byłam zainteresowana bardzo mikroskopią elektronową, czyli zupełnie nie związane z tym, co teraz robię.
I właśnie najlepsza grupa badawcza była w Australii, stąd ten pomysł.
Natomiast nie interesowało mnie za bardzo, gdzie to będzie, tylko chciałam właśnie mieć bardzo ciekawy projekt.
To dla mnie było najważniejsze, więc cokolwiek się nie pojawiło na stronie Find a PhD, to jest taka strona, gdzie można sobie poszukać doktoratów na całym świecie.
To po prostu patrzyłam po projektach i aplikowałam.
Nie patrząc na to, w jakim to jest kraju.
Ale to już od razu będąc na studiach wiedziałaś, że ty chcesz kontynuować, znaczy robić karierę naukową, ale nie interesuje cię ta kariera naukowa w Polsce.
Miałam wrażenie, że już chyba osiągnęłam jakiś limit rozwoju.
Nie widziałam żadnych możliwości.
A wiedziałam, że na innych uniwersytetach na świecie po prostu będę miała więcej możliwości rozwoju.
A w którym roku kończyłaś studia?
Kurczę, to brzmi bardzo dawno temu, tak.
To Ewo, mówisz, że ten doktorat był w Szwajcarii, czyli rozumiem, że Szwajcaria się odezwała?
Dokładnie, czyli znalazłam interesujący projekt, akurat pojawił się w Genewie, w Szwajcarii.
Aplikowałam i praktycznie od razu dostałam odpowiedź, że profesor chciałaby mnie zaprosić na rozmowę rekrutacyjną przez telefon na Zoomie.
Więc tak, odbyła się rozmowa kwalifikacyjna przez telefon, tylko z nią, nikogo innego tam nie było.
To była taka typowa rozmowa.
Czym się zajmowałaś?
Jaki masz dorobek naukowy?
I po tej rozmowie ona mnie zaprosiła na drugi etap rozmowy kwalifikacyjnej już w Genewie osobiście, gdzie miałam się z nią spotkać, potem miałam dać wykład dla całej grupy badawczej, a następnie okazało się, że miałam jeszcze zdać taki mały egzamin praktyczny, co było bardzo nietypowe.
To była taka rekrutacja wieloetapowa, co wydaje mi się, że jest bardzo nietypowe na takie stanowisko.
Tak, no więc to było bardzo stresujące, pamiętam.
Nie pamiętam, jaka była wielkość grupy, ale powiedzmy niezbyt duża, z 5-6 osób.
Po prostu dałam wykład na temat swoich badań naukowych podczas licencjatu i magisterki.
I oni bardzo dużo zadawali pytań, ale takich podchwytliwych.
I zadawali to pytanie tak dosyć agresywnie, bym powiedziała, że dopytywali, no ale dlaczego, ale po co?
Jakakolwiek by nie była odpowiedź, to pytali, ale wytłumacz, a dlaczego?
Więc ja już tam po prostu się dosyć zestresowałam tymi odpowiedziami, no i okazało się potem, że oni to robili umyślnie, żeby sprawdzić, jak sobie radzę pod wpływem stresu.
Także chcieli zobaczyć, to też my często sprawdzamy przy różnych rozmowach kwalifikacyjnych, czy dana osoba zacznie zmyślać na przykład, czy po prostu jest w stanie powiedzieć nie wiem.
To też jest bardzo ważne, żeby wiedzieć jak powiedzieć nie wiem, nie znam odpowiedzi.
A czy, bo powiedziałaś my, to mówisz już teraz będąc w tym miejscu, w którym jesteś na Harvardzie.
Także z takiej perspektywy, że ja już teraz rozumiem o co chodziło, o to mi chodzi.
To od razu może jakiś ten tip mały, taka wskazówka, czyli trzeba czasami powiedzieć, nie wiem.
Dokładnie i żeby nie reagować zbyt emocjonalnie, po prostu mówić tak jak jest, odpowiadać na tyle, na ile potrafimy, najlepiej jak potrafimy, no ale spokojnie odpowiedzieć.
Akurat nie znam odpowiedzi na to akurat pytanie.
Dobra, to przeszłaś przez te wszystkie etapy, dałaś sobie radę, pojechałaś na doktorat w Genewie i rozumiem, że ten doktorat w Genewie zrobiłaś.
Tak, doktorat trwał 4 lata, ponad 4 lata.
Nie było łatwo, ale myślę, że doktoraty na całym świecie w ogóle nie są łatwym przedsięwzięciem.
I po doktoracie właśnie na trzecim roku, czyli tak, doktorat trwa 4 lata, ale na trzecim roku mamy, akurat w Szwajcarii jest takie prawo, że musimy zdać taki jakby mini egzamin, gdzie zaprasza się profesorów z zewnątrz, z innych uniwersytetów.
I oni są w takiej jakby komisji.
My dajemy wykład, tak jakby mini obrona doktoratu.
Więc dajemy wykład pokazując, co takiego robiliśmy.
I oni mogą zadawać pytania i oni wtedy decydują, czy my mamy prawo przystąpienia do obrony doktoratu.
Więc jest to dosyć stresujące.
Natomiast wszyscy byli bardzo uprzejmi i to nie był taki typowy egzamin z nie wiadomo iloma pytaniami.
Natomiast moja komisja składała się z profesora z Oxfordu, z Berkeley i z trzeciej chyba ze Szwajcarii.
Więc pamiętam, że to był taki dla mnie ciężki etap doktoratu, kiedy już, no ta końcówka, byłam totalnie zrezygnowana, zmęczona i tak trochę, no nie od niechcenia, ale po prostu wiadomo, no już byłam bardzo zmęczona, więc dałam ten wykład tak, jak potrafiłam na ten moment najlepiej, ale te wykłady były oceniane przez profesorów i można było wygrać najlepszą prezentację.
I wygrała moja koleżanka, która miała wspaniałą pracę naukową.
I potem profesor z Berkeley do mnie podszedł i powiedział, że on nie rozumie, dlaczego ja nie wygrałam, bo miałam najlepszą prezentację.
Więc mi się bardzo miło zrobiło.
I właśnie mieliśmy lunch z nimi i on potem siedział na korytarzu już wieczorem, czekając na kolację z moją panią profesor.
I ja go zaprosiłam do siebie do biura na kawę, bo po prostu zobaczyłam, że siedzi sam profesor, taki znany.
I to tak, no nieładnie to wygląda.
Więc zaprosiłam go na herbatę i on mi właśnie wtedy powiedział, że zaprasza mnie do siebie do grupy, że już rozmawiał z moją panią profesor, wypytał o mnie i że chciałby bardzo, żebym dołączyła do niego do grupy na... Jeszcze wtedy nie powiedział, na Harvardzie.
Ale wiedziałaś, że to do Stanów ma być.
Tak, że Berkeley, no to wiesz, zupełnie inny kierunek niż Harvard.
Ja mu wtedy bardzo podziękowałam, było mi uprzejmie, bardzo miło, że o mnie pomyślał, ale odmówiłam, dlatego że ja się tak umówiłam z moim mężem, że nie będziemy wyjeżdżać zbyt daleko, czyli Kalifornia to tak za daleko od Polski.
A, bo jeszcze po drodze wyszłaś za mąż w międzyczasie.
Oj, to też wtedy jeszcze akurat nie byłam zamężna, ale tak, pod koniec... Byłaś już w związku, tak?
No i on wtedy tak się odwrócił, powiedział, no to fantastycznie się składa, bo ja akurat wyjeżdżam na Harvard, więc będzie bliżej.
A twój mąż, tak?
Nie, nie, ten profesor tak powiedział.
Wytłumaczyłam, że bardzo mi miło, ale umówiliśmy się, że nie mogę wyjeżdżać na West Coast, bo jest zbyt daleko od rodziców, a mamy starszych rodziców.
I on wtedy powiedział, to się bardzo dobrze składa, dlatego że ja akurat się przeprowadzam z Berkeley na Harvard.
Czyli wiesz, z West Coast do East Coast, więc się złożyło po prostu magicznie.
Nie wiem, jakieś gwiazdy się po prostu ułożyły w idealną konstelację.
Czyli tobie i twojemu mężowi wschodnie wybrzeże i Harvard pasowało idealnie.
A twój mąż jest też w świecie nauki, czy jest w zupełnie innym świecie, innej galaktyce?
Jest CFO firmy biotechnologicznej, więc zupełnie nie ma nic wspólnego z nauką jako taką.
I on jest też starszy, więc akurat starszy ode mnie, więc akurat to było... Miałam takie szczęście, że on już jakby osiągnął szczyt, szczyt może nie powinnam tak mówić, ale osiągnął dużo w swojej karierze, więc nie miał problemu z tym, żeby podążać za mną do zupełnie nowego kraju, rozumiesz, zmienić pracę, wyjechać, więc to akurat bardzo mi pomogło, bo wiem, że ludzie w moim wieku zmagają się z tym, że trzeba znaleźć pracę dla dwóch osób w tym samym czasie, co jest trudne na początku drogi.
Więc akurat tu miałam szczęście.
No i tak, no i tak znalazłam się na Harvardzie, przejęłam jego zaproszenie i tutaj wiele osób myśli sobie, ale super, dostałaś zaproszenie na Harvard, no to już wszystko jest ułożone.
No ale nie, bo okazało się, że owszem, on mnie zaprosił, natomiast mogę przyjechać tam tylko, wyłącznie wtedy, gdy zdobędę finansowanie na swój pobyt.
Czyli cała moja wypłata będzie musiała pochodzić z finansowania, które ja sama zdobędę.
No to jeszcze sobie o tym porozmawiamy, bo to jest właśnie taki bardzo ciekawy aspekt tego wszystkiego w Stanach.
Czyli nie pojechałaś, dopóki nie zdobyłaś finansowania.
Da pieniądze na to i będziecie mogli z mężem pojechać do Stanów.
To co, rzuciłaś się od razu do pisania wniosków?
Rzuciłam się nie tylko na opisanie grantów, ale na wszystko, co możliwe.
Pamiętam, skontaktowałam się ze swoim znajomym, który skończył Harvard chyba z 20 lat temu.
I on mówił, że był w dokładnie takiej samej sytuacji, bo również kończył doktorat w Szwajcarii.
I on dał mi taką wskazówkę, to też jest ciekawe dla osób, które szukają jakichś źródeł finansowania, żeby wysyłać listy do firm, prywatnych firm, małych, dużych, jakichkolwiek, bo podobno firmy mają jakieś tam ulgi podatkowe, więc one to traktują jako charity, jako aktywność charytatywną i mogą wesprzeć studentów w ich doktoracie na przykład.
No bo to nie są jakieś duże pieniądze, umówmy się, to jest jakieś 60 tysięcy dolarów rocznie, więc dla takiej firmy to jak da na przykład 10, 15, 20 tysięcy, no to potrzebujesz może tam z 3 firmy i masz już stypendium na rok.
Więc ja pamiętam, że wysłałam mnóstwo e-mail i pamiętam, że czułam się strasznie taka no upokorzona, nie wiem dlaczego, ale no trzeba jakby prosić o pieniądze.
No nie byłaś wychowana w takiej kulturze.
No zupełnie nie, ale powiedziałam, kurczę, jest taka szansa, że próbuję wszystkiego, co można.
Bo akurat ten mój znajomy właśnie tak wyjechał.
Chyba dwie firmy po prostu mu sfinansowały stypendium.
I tak ukończył cztery lata na Harvardzie, więc naprawdę wspaniała możliwość.
Ale również oczywiście równocześnie aplikowałam o oficjalne granty, o fellowship, czyli o różne stypendia.
I akurat Szwajcaria ma taki fajny schemat, że jeżeli kończysz doktorat tam, to jesteś uprawniona do aplikowania o National Science Foundation.
I właśnie tak też uczyniłam, napisałam grant.
I to też jest ciekawe, że profesorowie na Harvardzie nie pomagają zbytnio w pisaniu tych grantów.
Czyli ty musisz mieć pomysł na badania, napisać cały grant i oni wtedy to czytają, no bo wiadomo, że muszą się pod tym podpisać, ale za bardzo tego nie poprawiają.
Więc to była ciężka, ciężka droga.
Czyli musisz wziąć wszystko na siebie.
Musisz wziąć wszystko na siebie, a nie masz w ogóle doświadczenia w pisaniu grantów.
Dlatego, że ja przynajmniej nie miałam żadnego doświadczenia.
I jakby nigdy nie musiałam walczyć o finansowanie.
Czyli rozumiem tak teraz, jak o tym wszystkim opowiadasz, no to profesorowie, bo mówiłaś, że to tak naprawdę zaczęło się od tej rozmowy trochę na korytarzu, że ten taki znany profesor siedzi sobie taki sam, a ty mówisz, no to może jakaś kawa, jakaś herbatka zaczyna cię rozmawiać.
I on zobaczył w tobie potencjał, ale zobaczył potencjał, no ona potencjalnie mogłaby napisać taki grant i moglibyśmy coś zacząć robić.
Właśnie myślę, że profesor zwrócił na mnie uwagę już podczas prezentacji, bo później podzielił się ze mną, że właśnie bardzo podoba mu się, że jestem niezależna, że jestem w stanie skonstruować eksperyment, wykonać go i przeanalizować dane.
Ja wykonałam tam ponad 13 różnych eksperymentów, 13 różnych metod na własną rękę, jakby od początku do końca i to mu się chyba bardzo spodobało.
Ale generalnie jak ja do niego podeszłam już na tym korytarzu, to on już był po rozmowie z moją profesor.
Już się dowiedział kim jestem, co robię, jak pracuję, jaką jestem osobą.
Więc on już jakby miał pewien ogląd i już zdecydował, że mnie zaprosi.
Więc jakby to zaproszenie na herbatę, to było taką wisienką na torcie.
Powiedział, że mam bardzo dobre maniery i jestem bardzo uprzejma.
Ale to jakby nie było, no to nie było kluczowe w tym.
To powiedz Ewo, ile trwało od tej rozmowy, do tego momentu jak napisałaś, zaczęłaś pisać wnioski o granty i wiedziałaś, że masz finansowanie, to ile ci to zajęło czasu?
Zaczęłam pisać od razu, wiadomo, chciałam wykorzystać możliwość, bo też nigdy nie wiesz, czy się nie zmieni sytuacja w Stanach, czy może profesor nie zmieni zdania, czy może ma lepszego kandydata, więc oczywiście chciałam jak najszybciej to wykonać.
Ale to była droga bardzo wyboista, bardzo nietypowa, dlatego że miałam problem z wizą, ponieważ ktoś po prostu na Harvardzie zapomniał coś tam podbić, więc trwało to dwa lata.
Ale dobrze, może jeszcze tylko wrócę do tego, jak ja aplikowałam o to stypendium, bo zawsze podkreślam, bo ludzie jak patrzą na całą moją karierę, że pojechałam na Oxford, na Harvard, to myślą, że to wszystko było takie usłane różami.
Natomiast jak aplikowałam o stypendium z National Science Foundation, odrzucili mnie dwukrotnie.
Odrzucili mój wniosek dwukrotnie z uzasadnieniem, które powiedziałam, że kiedy sobie powieszę na ścianie, jak już się na ten Harvard dostanę, napisali, że jestem zbyt ambitna.
I po prostu nie mogłam uwierzyć, że coś takiego mogli napisać w wniosku w uzasadnieniu odrzucenia mojego stypendium.
Nie, to National Science Foundation w Szwajcarii.
Bo to chyba w Ameryce nie istnieje takie pojęcie zbyt ambitna, prawda?
Wiesz co, jakby to jest trochę śmieszne, ale właśnie aplikowałam o kolejne stypendium i napisali mi dokładnie to samo.
Ja po prostu, trzeba mierzyć siły na zamiary i napisałam projekt na 5 lat, który miałam wyglądać w 2 lata, więc to rzeczywiście było zbyt optymistyczne.
I ja to teraz rozumiem, ale tak jak mówię, na ten moment ja nie wiedziałam, jak się pisze granty, po prostu starałam się wszystko, co wiem, tam wrzucić.
Więc tak, problem polega na tym, że masz tylko trzy możliwości, trzy próby, trzy podejścia, a ja już wiedziałam, że dwa razy mnie odrzucili, więc miałam tak naprawdę ostatnią szansę na to.
Także chyba się w końcu nauczyłam, jak pisać granty i udało się.
I wtedy pojechałaś od razu do Stanów, bo jeszcze coś o Oxfordzie wspominałaś.
No więc tak, więc to stypendium oni przyznają na okres dwóch lat.
I to jest tak, że bardzo ważne jest to, żeby mieć własne pieniądze.
Wtedy macie większą możliwość aplikowania, dostania się na Harvard, bo ludzie zazwyczaj, profesorowie zazwyczaj szukają osób, które mają swoje finansowanie.
Tylko problem polega na tym, że jak aplikuje się o te finansowania, to już trzeba mieć zgodę profesora.
Więc to jest tak jakby błędne koło, wiesz, że musisz mieć zgodę, dopiero potem możesz pisać o finansowanie, a profesorowie nie chcą pisać zgody, jak nie masz finansowania.
Więc ja już miałam tą zgodę, o tyle było mi łatwiej, więc chciałam tylko nadmienić, że to nie jest tak, że można sobie pisać generalnie wniosek o finansowanie.
Trzeba mieć już jakby zaklepaną pozycję i wtedy dopiero można aplikować do danego profesora.
Więc tak, dwa lata finansowanie i zaczął się proces wizowy.
Jak już miałam, jak już otrzymałam te pieniądze, zaczęły się procesy wizowe i tutaj właśnie wszystko było pod górkę, dlatego że jedną z rzeczy, która mnie bardzo zdziwiła na Harvardzie, to jak administracja leży.
Administracja tutaj w ogóle nie działa.
Ja nie wiem, kto tam pracuje, ale to jest przerażające.
Zajęło mi dwa lata przyjechanie na Harvard, bo ktoś po prostu zapomniał, że ja czekam.
A ja cierpliwie myślałam, że po prostu oni nad tym pracują.
Okazało się, że pani poszła na maternity leave i zapomniała po prostu powiedzieć, że pracowała nad moją aplikacją.
No więc ja zdesperowana, nie wiedząc co zrobić, bo już skończyłam doktorat, nie mogę tam siedzieć na tym Uniwersytecie Genewskim.
Czyli czekasz aż ta pani wróci z urlopu macierzyńskiego, tak?
Znaczy ty nie wiedziałaś, że ona poszła na urlop macierzyński, tak?
No w międzyczasie się dowiedziałam, ale to już jakby minęło pół roku, więc nowa osoba zaczęła aplikować jeszcze raz wszystko od początku.
To jest strasznie dużo papierów, czekania.
No wiesz jak to jest.
Więc ja, że będę czas jakoś wykorzystać produktywnie, no bo wiadomo, na początku fajnie, nie?
Po doktoracie możesz sobie zrobić wakacje, jest fajnie, ale po trzech miesiącach, no to już nie jest tak cudownie.
Więc po pół roku po prostu postanowiłam, że muszę coś zrobić, coś wartościowego, no i właśnie wyjechałam na Oxford.
Zapytałam się jednego z profesorów, czy mogłabym przyjechać na taki staż i się zgodził.
Więc znowu miałam szczęście.
Miałam przyjechać tylko na trzy miesiące, bo ja chciałam nauczyć się wszystkiego o komórkach macierzystych, bo to też jest ciekawe, że napisałam projekt o komórkach macierzystych, dostałam finansowanie i wyjazd na Harvard, ale nie wiedziałam nic o komórkach macierzystych.
Wiesz, bo tutaj kurczę, te wątki nam się mieszają, bo ty przecież jesteś po chemii.
Jestem po chemii, ale mój doktorat był również na Wydziale Chemii, natomiast było to w laboratorium takim biofizycznym, więc ja tworzyłam sztuczne membrany komórkowe, badałam przepływ prądów przez nich, jak specyficzne białka wbudowują się w tę błonę i jak to wpływa na przewodnictwo błony, bo wiele toksyn wokół nas właśnie tak działa, że tworzą tak jakby dziurki w membranie komórkowej.
I to po prostu powoduje toksyczność, w końcu komórka umiera.
Więc ja badałam tego typu rzeczy, więc była to jakaś biologia, ale taka bardziej sztuczna, że też tak powiem, nie prawdziwe komórki.
Pracowałam też z prawdziwymi komórkami, ale to był taki, wiesz, jeden z eksperymentów na 13.
Ale zawsze mnie interesowały komórki macierzyste.
Byłam zafascynowana tym tematem.
I znowu, nikt nie chciał mnie tego nauczyć w Szwajcarii.
Wszyscy mówili, o jest, to jest tak ciężki temat, musisz mieć lata doświadczenia, nie mamy czasu na to, żeby cię uczyć.
Więc jak dostałam się na ten Harvard, to sobie pomyślałam, kurczę, jak ja sobie tam poradzę, przecież ja nie mam pojęcia o komórkach macierzystych.
I stąd ten pomysł, żeby wyjechać do najlepszego labu na Oxfordzie, który pracuje na komórkach macierzystych, myśląc, że oni po prostu mnie nauczą tego w pół roku, w trzy miesiące.
Albo przynajmniej jakiś podstaw.
No to było bardzo naiwne myślenie, dlatego że praca z komórkami macierzystymi zajmuje no naprawdę wiele lat.
Ale cieszę się, że o tym nie wiedziałam, bo to była taka no słodka naiwność, która mi pomogła.
Więc jak się ten profesor zgodził, przyjechałam na trzy miesiące, a po trzech miesiącach ta moja wiza nadal nie była gotowa.
I on powiedział, słuchaj, tak fajnie nam się pracuje, to może zostań, albo w ogóle nie jeźdź na ten Harvard, zostań na Oxfordzie.
I miałam zagwózdkę.
Myślałam, co zrobić, ale postanowiłam, że nie, trzymam się planu, wyjeżdżam.
No i po sześciu miesiącach wyjechałam na Harvard.
Czyli w sumie byłaś sześć miesięcy na Oxfordzie?
No dobrze, no to przyjeżdżasz na ten swój upragniony, upragniony Harvard.
Aha, chciałam cię zapytać, czy przyjechałaś na wizję H1B?
Nie, przyjechałam na wizję J1.
To jest dla profesorów, naukowców, visiting scholars chyba?
Dobra, bo tak sobie pomyślałam, bo jeszcze jest ta H1B słynna, za którą teraz Donald Trump nałożył taką opłatę 100 tysięcy dolarów, jeżeli chcesz ściągać pracowników na H1B, więc byłam ciekawa, czy ty przyjechałaś na tej wizję.
To jest tak, że zazwyczaj zaczynają naukowcy na H1 i po 5 latach przechodzą na H1B.
Dobra, no to już zostawmy ten wątek.
To powiedz, przyjechałaś na ten Harvard i było to od razu takie wow, bo już wiedziałaś, że tam ta biurokracja jest i że to za bardzo nie działa.
I czy jak już byłaś tam na miejscu... Aha, byłaś wcześniej w Stanach?
Czy to był twój pierwszy przyjazd do Stanów?
A to też jest bardzo ciekawe, dlatego że jak mnie profesor zaprosił do siebie do grupy, to ja owszem zgodziłam się, ale na tamten czas nigdy nie byłam w Stanach.
Nawet na wakacjach.
Więc nie miałam pojęcia w ogóle czego się spodziewać, jak to wygląda.
Wszystko co wiedziałam o Stanach było z wiadomości albo z filmów.
Więc to też było takie, no, rzut na głęboką, skok na głęboką wodę.
Natomiast umówiłam się z nim tak, że pojadę na konferencję w San Diego i przy okazji odwiedzę jego lab na Harvardzie.
Po prostu wzięłam samolot z Kalifornii do Bostonu i w lutym, pamiętam, że to był luty, było zimno i zobaczyłam, jak to po prostu tu wygląda.
Ale myślę, że w Bostonie nie ma na co narzekać.
O tak bym powiedziała.
Czyli jadąc już, żeby realizować swój projekt, który napisałaś, wiedziałaś, dokąd jedziesz.
No i jakie były twoje pierwsze wrażenia, kiedy pojawiłaś się na Harvardzie?
Czułaś, że to jest ta taka... Wiesz, bo Harvard jest tą uczelnią z Ligi Bluszczowej, ale myślę, że jest chyba tą najbardziej taką rozpoznawalną i nie wiem, czy powiedzieć, że taką najbardziej prestiżową.
Taką wiodącą uczelnią.
To jest zawsze, zawsze mi jest ciężko odpowiedzieć na to pytanie, bo ja bym nie chciała nikogo zrazić, po pierwsze.
I wiem, że każdy ma inne wrażenia i to też zależy od grupy, w której się jest, no od wielu czynników.
Ale pierwsze moje wrażenie było, że wszystko jest takie dosyć stare tutaj, w sensie te laboratoria, ja myślałam, że wiesz, że tam najnowsze technologie, będziemy otwierać drzwi po prostu liniami papilarnymi.
Cały Harvard jest, no wiadomo, jest to najstarszy uniwersytet w Stanach, więc te laboratoria są bardzo stare.
Więc byłam w szoku, bo mniej więcej przypominało to moją ławkę z Uniwersytetu Śląskiego, więc nie było w ogóle różnicy.
To był pierwszy szok.
Oczywiście są też nowe budynki, ale to są takie, które wybudowali w przeciągu ostatnich pięciu lat, więc oczywiście, że są nowe laboratoria.
A masz dostęp do tych nowych laboratoriów?
Czy to nie jest akurat z twojej branży?
Przez dwa lata pracowałam w takim nowiutkim laboratorium, bo mój drugi profesor, to też mogę potem wytłumaczyć, ale zmieniłam troszeczkę grupę w międzyczasie, on właśnie pracował w tym nowym budynku, a teraz wróciłam do tego starego, więc no jest dosyć zabawnie.
Znowu jak ta ławka z Uniwersytetu Śląskiego.
Tak, po prostu wszystko jest bardzo takie stare, ale no działa, działa, tylko myślę, że ludzie są w szoku, jak przyjeżdżają, żeby zobaczyć słynny Harvard.
No wiadomo, że nauka jest na najwyższym poziomie, ale narzędzia, no pozostawiają do życzenia.
To powiedz Ewo, jak przyjechałaś, żeby realizować swój projekt, który napisałaś, czy już miałaś pracować?
To był projekt przewidziany w tej pierwszej wersji na rok, na dwa.
To miało być dwa lata.
Ja miałam robić badania na temat nowotworów mózgu, ale okazało się w międzyczasie, że mój profesor stracił finansowanie, więc muszę zmienić kompletnie projekt na badania nad chorobą Parkinsona.
Więc zupełnie inny temat.
No i to też jest ciekawe.
No czy wyjeżdżasz?
Ale dobrze, wiesz co?
To się zatrzymajmy na chwilę, bo ja już też jestem trochę zagubiona i myślę, że nasi słuchacze też będą.
Bo powiedziałeś, że ty musiałaś napisać, no coś się dzieje.
Nie wiem, przesłychać te syreny.
Także będziemy mieć taki efekt dodatkowy.
Ale Ewo, bo napisałaś, powiedziałaś, że ty musiałaś napisać ten cały projekt i znaleźć finansowanie, tak?
Przyjeżdżasz na Harvard i okazuje się, że twój profesor nie ma finansowania.
Bo fellowship to jest, stypendium zawsze jest przyznawane, to jest takie stypendium personalne, czyli to jest na twoją wypłatę, więc to nie ma nic wspólnego z badaniami, w sensie pieniądze na badania są z innego grantu, to są znacznie większe pieniądze, to są już miliony, prawda?
Ja miałam obowiązek pokrycia tylko swojej wypłaty, a mój profesor ma obowiązek pokrycia tych grantów na badania.
Bo ja nie mogę aplikować o takie większe granty.
Profesor potrzebuje ludzi, którzy będą z nim pracować nad danym projektem, ale ci ludzie mają sobie sami znaleźć finansowanie swojego wynagrodzenia.
Więc jak się umawialiśmy na to, bo oczywiście musieliśmy przedyskutować, o czym będę pisać ten grant, żeby to się wpasowało w jego finansowanie oczywiście, to właśnie zgraliśmy się na temat tego nowotworu.
Więc to skomplikowało totalnie sprawę.
No i właśnie to jest takie pytanie, co teraz robisz?
Czy zmieniasz kierunek swojej kariery?
Dokładnie, więc ja sobie tak pomyślałam, że to jest nadal komórki macierzyste, nadal mózg i też mogę po prostu, to się nazywamy tutaj Friday Experiment, czyli po pracy mogę robić drugi projekt dla siebie, tak?
Ale co też jest ciekawe, że jak ja wyjechałam na ten Oxford, to żeby nauczyć się o tych komórkach macierzystych, to ta grupa jest jedną z wiodących grup na świecie w badaniach nad Parkinsonym.
A, czyli już miałaś tam jakieś doświadczenie.
Więc ja się tam uczyłam tego, nie wiedząc, że mi się to przyda.
Wiesz, ja zupełnie pod innym kątem to patrzyłam.
Patrzyłam na to, ja robię nowotwory.
Ale siłą rzeczy oczywiście, że uczyłam się, brałam udział w projektach, sama hodowałam te komórki, testowałam różne nowe leki.
Więc kurcze, no naprawdę, to się tak śmiesznie złożyło, jakby wszechświat wiedział, w którą stronę mnie popchnąć.
No dobra, to jesteś już na Harvardzie, musisz zrobić trochę zwrot i zaczynasz zajmować się pracami, nawet nie wiem, jak to powiedzieć, bo nie chciałabym popełnić tutaj jakiś gaf, ale no masz pracować nad chorobą Parkinsona.
Rozumiem, że to wszystko zmierza do tego, żeby
Znaleźć skuteczne leki, które by albo leczyły, albo blokowały.
No wytłumacz nam, czym się teraz zajmujesz?
No to najprościej mówiąc, ja zajmuję się generalnie budowaniem takich mini ludzkich mózgów z komórek macierzystych.
I z nich później tworzymy modele mózgu.
To się nazywa organoidy.
Dobra, to najpierw się zatrzymajmy w tłumacznym, czym są komórki macierzyste.
Dobrze, to ja może wytłumaczę najpierw o co chodzi z tym reprogramowaniem, które prowadzi do komórek macierzystych.
Więc jakby każda komórka w twoim ciele ma swoją funkcję.
I podczas reprogramowania my jakby wymazujemy pamięć tej komórki i cofamy ją do bardzo wczesnego etapu rozwoju.
Takiego momentu embrionalnego, w którym ta komórka była jeszcze niezadecydowana, nie wiedziała, jakim organem zostanie.
I to jest właśnie ten etap przypominający wczesny zarodek, kilka dni po zapłodnieniu.
I co się nazywa komórka macierzysta?
To się nazywa induced pluripotent stem cell, czyli indukowana komórka macierzysta.
Indukowana dlatego, że my ją sztucznie tworzymy z komórek skóry.
A komórki macierzyste można też pobrać oczywiście od zarodka.
Kilka dni po zapłodnieniu jest taki moment, takie okno, w którym można pobrać komórki macierzyste z żywego zarodka.
No ale wiadomo, że od tego już odchodzimy, bo to jest bardzo inwazyjne.
Zarodek nie przeżywa.
A właśnie Shinya Yamanaka, profesor z Japonii, wynalazł metodę reprogramowania, czyli możesz każdą dorosłą komórkę wymazać jej pamięć i reprogramować do komórek macierzystych.
Dlatego, że one mogą stać się prawie każdą komórką w twoim ciele.
W zależności od tego, jaki im damy sygnał chemiczny, możemy je pokierować właśnie w stronę mózgu albo serca czy nerki, czyli możesz zbudować teoretycznie każdy organ.
Dla mnie to było bardzo fascynujące, bo jak sobie tak pomyślisz, jak to jest możliwe, że możesz stworzyć całego człowieka, zaczynając z zaledwie jednej małej komórki?
Skoro wszystkie komórki w Twoim ciele mają ten sam genom, to jaka jest pomiędzy nimi różnica?
Jak to jest możliwe, że komórki serca są zupełnie inne niż komórki mózgu?
I właśnie odpowiedź leży w ekspresji genów.
Czyli my, dodając te czynniki chemiczne, my włączamy różne zestawy genów.
To są czynniki transkrypcyjne, które włączają te geny.
I na przykład mięsień, komórki mięśnia, mają aktywny inny zestaw genów niż na przykład komórki wątroby czy mózgu.
Czyli musimy wiedzieć, jaki zestaw genów aktywować, żeby stworzyć mózg.
Ja to zawsze porównuję do fortepianu, czyli fortepian jest ten sam, konstrukcja fortepianu jest taka sama, ale zmieniamy melodię.
W zależności od tego, jaki naciśniesz klawisz, taka komórka ci powstanie.
Nie wiem, czy to jest jasne.
Tak, jest jasne, ale to chciałabym zapytać, czy już w swoim labie na Harvardzie, to hoduje cię takie mózgi na przykład?
Tak, to cała moja praca opiera się właśnie na hodowaniu mózgów.
Przez ostatnie cztery lata zajmuję się głównie właśnie modelem mózgu.
To weź tak jakbyś mogła, tak wiesz, chciałabym mieć taką wizualizację przed oczami, jak to wygląda.
Po prostu masz taki wyhodowany mózg.
Więc to jest tak, jak pobieramy te komórki skóry pacjenta i reprogramujemy do komórek macierzystych, to zaleta tego jest taka, że te komórki zachowują genetyczny materiał tego pacjenta, czyli jeżeli wiemy, że on ma mutację genu, która doprowadza do rozwoju choroby Parkinsona na 100%, to my możemy obserwować rozwój tej choroby właśnie w laboratorium, jak budujemy te jego miniaturowe mózgi.
Dajemy te różne czynniki, każdego dnia inne, bo próbujemy modelować prawdziwy rozwój embryonalny.
Czyli w łonie matki codziennie dostajesz różne chemiczne związki, które decydują, teraz powstanie serce, a teraz powstanie głowa, a teraz ogon i tak dalej.
Po około 30 dniach możesz zobaczyć, że masz sieć neuronów.
Właśnie zaletą stosowania organoidów jest to, że one się samoorganizują, czyli ty tylko zlepiasz te komórki, dajesz im pewne, takie je popychasz chemicznie, rozpoczynasz kaskadę i potem to idzie jak domino.
One już wiedzą same, co mają robić, więc mózg się samoorganizuje w struktury charakterystyczne dla mózgu.
I to jest niesamowite do zobaczenia, dlatego że pamiętam, że jednym z organów, które widziałam po raz pierwszy, było serce.
I to jest niesamowite, bo zaczynasz od zwykłych, płaskich komórek, a po zaledwie chyba trzech tygodniach widzisz, że te komórki zaczynają bić.
Synchronizowane bicie serca.
Tak samo mięsień, czy właśnie neurony z mózgu.
Czy to oznacza, że dzięki tym badaniom i tym wszystkim eksperymentom, które robicie w laboratorium w Harvardzie,
To te komórki macierzyste mają w jakiś sposób potem zastępować te, które są w organizmie człowieka?
No jak to ma potem funkcjonować przy leczeniu takich chorób, jak choroba Parkinsona, o której wspomniałaś?
Możliwości jest bardzo wiele, więc w naszym projekcie my po prostu chcemy zrozumieć, jak rozwija się choroba Parkinsona, jaki jest mechanizm.
Do tej pory nie było to możliwe, dlatego że jak się pacjent zgłasza do lekarza z objawami choroby Parkinsona, to jest już po prostu za późno.
To znaczy, że twoje neurony dopaminergiczne już obumarły.
I ty widzisz tego efekty.
I nie mogliśmy jakby wyłapać tego, co się dzieje na początkowych etapach choroby, bo już widzimy po prostu spustoszenie, efekt, ale nie wiemy, kiedy to się zaczyna, bo nie możemy po prostu otworzyć czyjegoś mózgu i zobaczyć, hello, co się dzisiaj dzieje w mózgu.
Właśnie chodzi o to, że za pomocą tych mini-mózgów, tych organoidów w laboratorium
Możemy obserwować przejście od zdrowego mózgu do tego patologicznego.
Więc po prostu staramy się znaleźć mechanizm oraz wynaleźć biomarkery.
Czyli zbieramy wszystko to, co komórka produkuje i patrzymy na jakim etapie występuje jaka jest zmiana, którą możemy wyłapać i skorelować z biomarkerem.
W ten sposób na przykład będziesz miała coroczne badania krwi i możemy zobaczyć, aha, coś tutaj się dzieje.
Rozwija się choroba Parkinsona.
To ma służyć temu, żeby w odpowiednim momencie zareagować?
Żeby zareagować.
Natomiast, jak wiesz pewnie, nie ma leku na Parkinsona.
Możemy spowolnić, ale nie możemy zatrzymać tej choroby albo odwrócić szkód.
I masz rację, że były takie badania nad tym, żeby użyć komórek macierzystych do jakby, jak to się mówi, transplantation, czyli przeszczepu.
Żeby, bo wiadomo, że w chorobie Parkinsona umierają komórki dopaminergiczne.
Więc był pomysł taki, dlaczego po prostu nie, nie damy komórek dopaminergicznych do mózgu.
No ale jeszcze nie jesteśmy na takim etapie, żeby to zrobić, bo komórki macierzyste bardzo często powodują nowotworzenie.
Więc nie mamy nad tym na tyle kontroli, żeby wykorzystać tę technologię.
Natomiast w innych chorobach, tak jak w cukrzycy na przykład, już to osiągnięto.
Firma Vertex na podstawie badań profesora Doug Melton z Harvardu
Opracowała leczenie cukrzycy za pomocą komórek macierzystych, które produkują insulinę.
Więc jest to możliwe, natomiast w przypadku chorób mózgu jeszcze tego nie osiągnęliśmy.
Czy ty masz jakiś taki swój właśnie cel?
Bo rozumiem, że komórki macierzyste to jest docelowo to, nad czym chcesz się skupić w swojej karierze naukowej.
I czy sobie postawiłaś jakiś cel, do którego idziesz?
Oczywiście moim marzeniem jest rozwiązanie choroby Parkinsona, zagadki choroby Parkinsona, jak to powstaje, jaki jest mechanizm.
Natomiast ja sobie zdaję sprawę, że jest to tak ogromne zagadnienie, że prawdopodobnie nie uda mi się tego rozwiązać, ale dołożę jakąś małą cegiełkę.
Więc bardzo chciałabym, żeby moja praca przyczyniła się do rozwiązania tej zagadki.
Bo coraz więcej ludzi choruje na chorobę Parkinsona.
Widzimy po prostu wzrost zachorowań.
Więc to nie są tylko geny, to jest też środowisko.
Więc naprawdę jesteśmy na takim etapie, gdzie musimy zrozumieć jak to działa, żeby zapobiegać rozwojowi choroby.
No dobrze, to wróćmy do tego momentu, kiedy opowiadałaś o grantach, bo ty pisałaś grant, żeby mieć finansowanie na swoje życie tak naprawdę w Stanach i na Harvardzie.
A skąd w takim razie biorą się te granty, które pozwalają wam na prowadzenie tego typu badań?
Albo z prywatnych fundacji.
Czyli te NIH to są granty rządowe, tutaj tak wyjaśnijmy.
Dokładnie, granty rządowe albo prywatne fundacje, na przykład prywatne fundacje.
Zazwyczaj to jest tak, że ktoś słynny zachoruje na daną chorobę i on otwiera swoją fundację.
A właśnie Michael J. Fox na przykład.
On zachorował na Parkinsona i to jest teraz jedna z większych fundacji, która wspiera naukowców.
Mówimy o tym aktorze.
Po przyjeździe tutaj zorientowałam się, że my również musimy pisać granty.
Ja oficjalnie nie mogę o niej występować pod swoim nazwiskiem, ale piszę te granty dla mojego profesora.
Więc każdy postdoc pisze te granty po prostu, a potem profesor je wysyła.
No to od razu muszę zadać takie pytanie, jak wygląda to w tej chwili, bo no wiemy, że wraz z nadejściem nowej administracji Donalda Trumpa, tutaj dużo się w Stanach o tym mówi, że nauka i czy ty czujesz, że ta nauka zrobiła trochę krok wstecz, bo no finansowanie na tego typu działania zostało przykręcone?
Tak, zdecydowanie nauka zrobiła krok wstecz.
Na pewno bardzo smutno jest obserwować to, co się teraz dzieje, dlatego że administracja Trumpa uwzięła się, że też tak powiem, na Harvard i postanowili sobie wziąć tą uczelnię jako taki przykład.
Tego, aby się nie wychylać, że każdy uniwersytet, który nie będzie posłusznie wykonywał rozkazów administracji, dostanie po prostu bana na finansowanie.
Wycigali również studentów, zatrzymywali ich na granicy, nie pozwalali wjechać studentom, mimo tego, że mieli wizę.
Także naprawdę działo się sporo.
Więc ja w tym czasie w ogóle nie podróżowałam.
Po prostu starałam się skupić na nauce, robić swoje.
Natomiast... Czyli bałaś się, że nie wjedziesz na przykład z powrotem?
Bałam się, że nie wjadę.
Powiedzieli, że również będą sprawdzać nasze telefony.
Mieliśmy takie obowiązkowe kursy, jak traktować Izraelczyków.
Ale co to znaczy, jak traktować Izraelczyków?
Dlatego, że był taki moment, w którym Trump powiedział, że my dyskryminujemy ich, że coś niedobrego się dzieje na kampusie.
Ja nigdy tego nie zauważyłam.
Myślę, że ludzie są tutaj tak wyedukowani i...
Pokojowo nastawieni, że mamy wszystkie narodowości ze świata tutaj.
To jest taka kolebka narodowości.
Co nas łączy, to jest nauka i nikt nie patrzy na twój background, skąd jesteś.
Więc to było wszystko takie bardzo sztuczne.
Natomiast uspokoiła się, ale dalej walczymy z tym sfinansowaniem, z braku funduszy.
Jak już zakończyłam swój najważniejszy projekt, jeżeli chodzi o tego Parkinsona, to dostałam propozycję pracy nad budowaniem ludzkiej nerki do przeszczepów z komórek macierzystych.
Zbudować całą ludzką nerkę w ciągu czterech lat.
To po prostu brzmiało cudownie.
Zwłaszcza, że ponad 100 tysięcy Amerykanów czeka na przeszczep nerki, więc jest to ogromny problem.
Do tego moglibyśmy również testować lekarstwa.
Bardzo dużo było możliwości w tym projekcie.
Z wielkim zyskiem dla Amerykanów.
Nie wiem dlaczego, ale administracja to zablokowała, straciliśmy 30 milionów i projekt nie może się odbyć.
Więc jest ciężko.
Wiem, że dużo grup z Harvardu straciło wszystkie pieniądze i Harvard stara się to sztucznie podtrzymać finansowaniem z wewnątrz.
Natomiast wiadomo, że długo to nie pociągnie, bo mamy zbyt dużo naukowców, zbyt wiele grup i oczywiście to kosztuje grube miliony.
A ty dalej jesteś w takiej sytuacji, że ty musisz sama znajdować finansowanie na...
No jakby na swoje wynagrodzenie.
Ja zostałam zatrudniona po dwóch latach przez Harvard.
Także Harvard płaci za moje wynagrodzenie.
Natomiast ogólnie to jest taka moja rada, że zawsze dobrze mieć swoje finansowanie.
Dlatego, że po pierwsze to się wpisuje w CV.
Możesz zmienić grupę, możesz zmienić kierunek swoich badań.
Więc ja zawsze staram się aplikować.
Natomiast jestem w trakcie aplikowania.
Więc mam nadzieję, że po prostu będę w stanie się samoutrzymać.
Czyli piszesz jakby kolejny grant, kolejny projekt, żeby być niezależną, uniezależnioną inaczej od tego wynagrodzenia na Harvardzie.
A jesteś w Stanach ile lat?
Chcesz docelowo pracować na Harvardzie, czy to jest jakiś etap w twojej karierze naukowej?
Ja myślę, że większość ludzi przyjeżdża tutaj tylko na kilka lat, żeby zdobyć doświadczenie i wyjeżdża się, bo tempo pracy jest tutaj tak ogromne, presja na wyniki, wysokie oczekiwania, brak life-work balance, że to nie jest środowisko do tego, żeby budować swoją karierę na kolejne 20-30 lat.
Tutaj, nie wiem czy to jest tak w całej Ameryce, czy tylko na Harvardzie, ale generalnie jest tak, że nieważne czy jesteś noblistą, czy jesteś bardzo znanym profesorem, który ma 200 tysięcy cytowań, jeżeli nie przynosisz pieniędzy, wylatujesz.
To jakby wszystko jest takie, wiesz, bardzo dynamiczne, nieważne kim jesteś, ważne są pieniądze i twoje wyniki.
Czy właśnie to, że pojechałaś do Szwajcarii, że na twojej drodze stanął amerykański profesor, to otworzyło ci to oczy, że we współczesnym świecie amerykańskiej nauki, bo tutaj o tej nauce rozmawiamy,
To jest tak, że to nie tylko chodzi o to, żebyś była dobra w swojej konkretnej dziedzinie.
Ty się zajmujesz teraz komórkami macierzystymi, ale na początku to była chemia, ale tak naprawdę to masz być niezłą bizneswoman, niezłą osobą, która pisze dobre projekty i potrafisz zarobić kasę.
To jest najważniejsza cecha profesora.
Nieważne jakim wspaniałym jesteś naukowcem, musisz być dobrym biznesmenem.
I to jest dosyć smutne, ale nie wiem, czy sobie zdajesz sprawę, że profesorowie się nauką już nie zajmują.
Ich głównym zadaniem jest pozyskanie funduszy.
I to jest coś takiego, czego nas na zajęciach na uczelni nie uczą, a myślę, że powinni.
Jak zdobyłaś pieniądze na swoje badania?
Zwłaszcza jak studiowałaś na Uniwersytecie Śląskim.
Tu w ogóle taki wątek, taki temat?
Ja w ogóle wtedy nie wiedziałam, że tak to wygląda.
Oczywiście, że mówimy teraz o takiej specyficznej sytuacji jak jest na Harvardzie, natomiast jeżeli pójdziesz na mniejszy uniwersytet, to możesz dostać pozycję taką stałą profesora i wtedy oczywiście możesz aplikować o granty, jest to dobrze widziane, ale uniwersytet już ci jakby wsponsoruje jakąś tam część twoich badań i twoją wypłatę, więc to jest stabilna pozycja.
Natomiast na Harvardzie, tak jak mówię, mój profesor jest bardzo słynny, mimo że pracuje już 40 lat, nie dostał pozycji, nie dostał kontraktu stałego.
Profesor cały czas musi po prostu szukać sobie tego finansowania, albo inaczej przyjmować do swojego zespołu takich ludzi, którzy będą dobrzy w te klocki pisania wniosków o granty.
A myślę, że raczej młodzi naukowcy nie są w tym dobrzy, bo po prostu musisz się tego nauczyć pisząc mnóstwo wniosków.
I ucząc się od starszych profesorów.
To chciałam cię zapytać o taką rzecz, ponieważ bardzo niedawno New York Times napisał taki spory tekst, który, nie ukrywam, przykuł moją uwagę.
I to był tekst na temat takiego wyścigu naukowego między Stanami Zjednoczonymi a Chinami.
Była w nim mowa o tym, że Chiny bardzo, ale to bardzo mocno inwestują w naukę, że bardzo wabią talenty z całego świata, oferując im wspaniałe możliwości pracy naukowej, rozwoju,
Wszystko czego chcą, dobre wynagrodzenia.
I że Stany Zjednoczone będą, jeżeli się nie obudzą, przegrywać tę walkę.
Dlatego, że właśnie Chiny dają takiej możliwości naukowcom.
Również tutaj był podnoszony ten wątek, że polityka imigracyjna no trochę zamyka się na talenty z całego świata i te talenty będą zmierzały do Chin, bo tam są warunki.
Jak to widzisz?
Wiesz co, nie wiem, czy jestem odpowiednią osobą na odpowiedzenie na to pytanie.
Natomiast ja dostałam ofertę pracy w Chinach i powiem ci, że wcale to nie było takie kolorowe.
Nie wiem, jak to jest teraz, ale parę lat temu, gdy dostałam propozycję zrobienia doktoratu w Chinach na najlepszym sprzęcie, rzeczywiście oni mają dostęp do najlepszego sprzętu.
W kontrakcie było napisane, że muszę pracować 7 dni w tygodniu, że moja praca głównie będzie opierała się na badaniu próbek komercyjnych, a dopiero po godzinach mogę robić swój doktorat.
Gdzie teraz ja wiem, że to jest absolutnie fizycznie niemożliwe, dlatego że doktorat zabiera tyle czasu, że nawet jak siedzisz w laboratorium 12 godzin, to masz wrażenie, że ci brakuje czasu.
Więc to wszystko było no dosyć takie nieludzkie.
Profesor, który był z Niemiec, powiedział... czekaj, połowa był chyba z Niemiec, połowa z innego kraju.
Powiedział mi, że musisz to Ewa bardzo dobrze przemyśleć, bo on był liderem tej grupy tam.
Bo powiedział, że żadna kobieta, poza jedną, przez te kilka lat, kiedy tam pracuje, nie wytrzymała dłużej niż kilka miesięcy.
Powiedział, że jest bardzo ciężko, że dla kobiet jest to nie do przejścia.
Więc nie wiem, co takiego Chiny oferują w tym momencie, natomiast ja byłabym ostrożna.
I też jakby nie chcę wyolbrzymiać, dlatego że ta administracja... Ja nie wiem, czy oni tak naprawdę chcą się pozbyć talentów.
Wiesz co, ale ja myślę, że to nie o to chodzi, że chcą się pozbyć talentów.
Chodzi o to, że ta obecna polityka imigracyjna jest taka, że ciężko nowym talentom się przebijać.
No bo tak, liczba studentów, którzy studiują na amerykańskich uniwersytetach, zagranicznych studentów spada właśnie z powodu tych wszystkich problemów wizowych i imigracyjnych.
I w ten sposób, no...
Jeżeli jest mniej zagranicznych talentów, no to też są mniejsze możliwości, żeby je wyłowić, tak?
Mówię o tych takich rzeczywiście bardzo, bardzo zdolnych młodych ludziach i część z nich w taki naturalny sposób zostaje w Stanach i zaczyna realizować swoją ścieżkę kariery w Ameryce.
A w momencie, kiedy no jest taka jednak bariera,
No to siłą rzeczy jest mniej tych potencjalnych talentów.
Ja myślę, że obecna administracja używa bardzo ekstremalnych środków do tego, żeby siać strach i żeby ludzie po prostu pomyśleli dwa razy zanim się wybiorą do Stanów.
I oczywiście dostaje się też naukowcom, natomiast myślę, że to nie jest ich grupa docelowa.
I ja rozumiem na ten moment przynajmniej, że nie ma problemów z uzyskaniem wizy studenckiej.
Myślę, że oni nie zablokowali żadnych takich wiz jak J-1.
Owszem, H1B trzeba płacić, natomiast jeżeli jest się w Stanach już, to nie obowiązuje.
Czyli ja bym mogła teraz aplikować o H1B i zostać tutaj.
Więc wydaje mi się, że jest dużo niepewności, ale jeżeli ktoś marzy o takim Harvardzie i chce wyjechać, to myślę, że i tak, i tak bym aplikowała.
Ale rzeczywiście wiele osób po prostu się boi tego, że jest niepewnie, natomiast...
No nie wiemy, co się wydarzy, ale wydaje mi się, że naukowcy nie są na celu, na celowniku.
Dobrze, to powiedz Ewo, bo miałaś, mówiłaś tutaj o tym, że kiedy przyszła do ciebie ta propozycja pracy w Chinach, to ktoś cię ostrzegł, że to jest taka presja, że kobiety nie wytrzymują, no że jest ciężko.
Ale również wspominałaś o Harvardzie, że no nie ma tego balansu między pracą a życiem prywatnym.
Czyli rozumiem, że w Harvardzie też bardzo dużo pracujesz.
Tak, pracuję bardzo dużo, ale na swój dorobek naukowy, nie dla jakiejś tam firmy, bo to były takie zlecenia komercyjne w Chinach.
No wiadomo, jest też duża różnica kulturowa, bo to był profesor, który mnie chciał tam zatrudnić, który mnie po prostu ostrzegł, bo dla niego to jest też inwestycja.
On nie chciał zatrudnić kogoś, kto po dwóch miesiącach powie, że jest zbyt ciężko, nie daje rady.
Więc tam nie było, to się nie rozchodziło tylko o to, że się dużo pracuje, ale ogólnie o kulturę, o to, że cię wszyscy dotykają, że jak jesteś blondynką, no to jesteś wielkim widowiskiem.
On po prostu mówił, że tak to tam wygląda, bo to była jakaś tam mniejsza miejscowość w Chinach.
No w Stanach wiadomo, że jest ciężko, ale jesteś na najlepszym uniwersytecie na świecie, więc coś za coś.
I pomimo tego, że nie ma tego life work balance, to jest to pewien wybór.
Poświęcasz coś na ten moment, żeby uzyskać coś innego.
Jakby nie można mieć w życiu wszystkiego naraz.
Można mieć wszystko, ale nie wszystko naraz.
Dokładnie, ja tak uważam.
Więc nie zapominajmy o tym, że to jest nadal fascynująca praca.
Uwielbiam moją pracę i przynosi mi dużo szczęścia.
I też po kilku latach nauczyłam się, jak postawić granice.
Więc z czasem jest lepiej, ale na początku jest to ogromny szok.
Na pewno.
Przez dwa lata pracowałam siedem dni w tygodniu non stop, bez żadnych wakacji.
Nawet gdy byłam chora, nie mogłam odpuścić, bo nie było nikogo, kto by mnie zastąpił.
Więc wiadomo, że to jest wykańczające.
No to powiedz, jak wygląda twój taki typowy dzień pracy?
Tak przeprowadź nas po kolei.
Bo rozumiem, że cały czas pracujesz w swoim laboratorium.
Nie, w pracy naukowca nie ma hybrydy.
Natomiast nie wiem, czy ja jestem dobrym przykładem, bo ja zawsze chcę się nauczyć jeszcze, jeszcze więcej.
Więc ja sobie postanowiłam,
Że wyjadę jeszcze na MIT i nauczę się jeszcze więcej o komórkach macierzystych od najlepszych ludzi.
Żeby zawsze uczyli się od światowych ekspertów, dlatego że to jest taka winda do wiedzy.
Że zamiast spędzać 10 lat ucząc się tego samemu, możesz poświęcić 2 lata u eksperta i będziesz miała najlepszą wiedzę na świecie.
Więc ja napisałam do osoby, profesora na MIT, żeby mnie przyjął do swojej grupy jako collaboration, abym mogła się więcej nauczyć o komórkach macierzystych.
I to się udało, ale trwało to rok.
Więc mój dzień wygląda teraz tak, że zaczynam o dziewiątej rano.
Zazwyczaj mam na przykład spotkanie z szefami, gdy daję report swoich wyników dwa razy w tygodniu.
No teraz raz na tydzień powiedzmy.
Potem przygotowuję media, czyli jedzenie dla komórek.
Jako, że mam ich kilkaset organoidów, to jest to sporo roboty.
Ale co to znaczy, że przygotowujesz jedzenie?
No i jak to wygląda fizycznie?
Masz taki specjalny płyn, nazywa się to medium, który ma tam witaminy, różne czynniki wzrostu, no i dodajesz tam codziennie inny koktajl, tak żeby śledzić rozwój embryonalny.
Czyli wiesz, że na przykład w dniu ósmym rozwoju embryonalnego tworzy się ta część mózgu.
Więc musisz to jakby odtworzyć.
Dlatego też musimy pracować 7 dni w tygodniu, dlatego że embrion nie czeka na to, żeby masz, nie wiem, święta, Nowy Rok czy śnieżyce.
On musi iść zgodnie z rozwojem, więc codziennie trzeba dodawać nowych faktorów.
Byłam wczoraj.
Natomiast zależy od etapu rozwoju.
Na samym początku przez pierwsze 7 dni trzeba być codziennie, a później można co drugi dzień.
W zależności od tego, na jakim etapie rozwoju jest organoid.
Więc dzisiaj nie musiałam, ale już jutro muszę tam być, tak.
Ej, poczekaj, ale mówiłaś, że masz kilkaset, to musisz tak do kilkuset podejść i to masz jakąś taką, bo tak powiedziałaś, te kropelki się tam tak wpuszcza, tam jest to jedzenie, tak?
No pływają sobie w takim medium.
No ale wiesz, mamy automatyczne pipety, więc to nie jest jakoś super czasochłonne, bo nie robimy jeden po jednym, tylko mamy automatyczne pipety, które kilka rządków na raz... Czyli masz jakiś przycisk, tak?
I wciskasz i tam pyk i się uwalnia.
Więc najwięcej czasu zajmuje przygotowanie tych odczynników, bo trzeba to odmierzyć precyzyjnie, dlatego że... A to już ręcznie?
Jak się mózg rozwija, to w zależności od tego, na jakim etapie
Ja też mam organoidy nerki, więc jeszcze muszę przygotować jedzenie dla nerek.
Codziennie musisz obserwować, co się dzieje, tak?
Czy idzie to w dobrym kierunku, czy nie?
Bo to trzeba wszystko udokumentować, okej.
No i potem są eksperymenty, czyli w zależności od tego, na jakim etapie rozwoju mózgu jesteś, musisz zrobić eksperymenty, czyli zobrazować, masz takie specjalne odczynniki, które przyczepiają się do różnych części mózgu, różnych komórek i możesz je zwizualizować za pomocą różnych kolorów.
No zależy od eksperymentu naprawdę zmierzyć ich aktywność elektryczną, czy się już połączyły, czy dają zsynchronizowaną aktywność elektryczną, tak jak w mózgu, czy się komunikują.
Więc jest tego sporo.
Czyli najpierw jest nakarmienie komórek, a potem są eksperymenty.
Tak, dlatego że musimy je charakteryzować, tak?
Wraz z wzrostem mózgu musisz wiedzieć, na jakim etapie jesteśmy i czy to idzie w dobrym kierunku, bo to są bardzo kosztowne eksperymenty.
To jest kilka tysięcy dolarów dziennie, więc jak zaczniesz, jak przestaniesz na nie patrzeć, coś się wydarzy złego, no to jakby marnujesz pieniądze.
My również pobieramy te biomarkery, tak?
Czyli dlatego muszę tam być codziennie, bo codziennie pobieram to, co komórki produkują i chcę wychwycić na najwcześniejszym etapie
Kiedy się rozwija choroba?
Jeżeli ja pominę jeden dzień, drugi, to nie wiem, czy to się wydarzyło tego dnia, czy może poprzedniego.
Więc muszę analizować to codziennie.
No i to też zajmuje kilka godzin, bo to trzeba odseparować, sprawdzić te pęcherzyki, przeanalizować, więc to samo to zajmuje już kilka godzin, więc to już jest powiedzmy południe.
No i o 5 wychodzę z pracy, bo jadę do drugiej pracy na MIT.
I tam prowadzę inne badania.
Również na mózgu, ale w innym kontekście.
Co mi to dało i dlaczego weszłam w taką katorżniczą pracę?
Dlatego, że ten człowiek był nominowany do Nobla, więc uczysz się naprawdę od top-top.
Nie tylko tej takiej kwestii technicznej, ale również sposobu myślenia.
Jak takie osoby, tak zdolne, tak inteligentne, jak one myślą, jak konstruują pytania naukowe.
I to jest fascynujące, więc ja tam jestem na każdym grup meetingu, co czwartek stawiam się, bo po prostu uwielbiam słuchać mądrzejszych ode mnie.
Więc nauczyłam się tyle, że jak wróciłam na Harvard, jedyna z grup miała problem z jednym eksperymentem.
Moi tam słuchacze na Instagramie o tym wiedzą.
I profesor, który okazał się być szefem całego wydziału, poprosił mnie o pomoc.
I powiedział, przez dwa lata moi studenci nie byli w stanie zrobić nerki.
I ja mówię, no ale ja przecież nigdy nerki nie zrobiłam.
A on mówi, ale mam jakieś takie przeczucie, Ewa, że tobie to wyjdzie.
I powiem ci, że mi to wyszło za pierwszym razem.
Czyli w dwa tygodnie zrobiłam nerkę i on po prostu się nie mógł nadziwić.
Więc nazywają mnie teraz Magic Hands.
Nie wiem, po prostu... Ale to nie chodzi o to, żeby teraz się przechwalać, tylko chodzi o to, że... Nie wchodź w ten tryb taki polski.
W Ameryce trzeba się chwalić, mówić o swoich sukcesach.
W ogóle powinnaś zacząć tę rozmowę z tym Magic Hands.
Nie no, wiesz, chodzi mi bardziej o to, żeby pokazać młodym ludziom, że właśnie ten czas, który zainwestowałam w naukę, on zawsze zwraca z nadmiarem.
Więc to nie jest tak, że ja byłam jakaś mądrzejsza, lepsza od tych ludzi, ale poświęciłam znacznie więcej czasu na to, żeby się nauczyć od najlepszych, więc wiedziałam na co patrzeć, to znacząco skróciło moją drogę learning curve.
I myślę, że warto to zrobić na początku swojej drogi.
Zainwestować jak najwięcej czasu na naukę, a potem po prostu zbierać tego efekty.
A myślisz, że będziesz szła tak dwutorowo?
Z jednej strony tutaj właśnie ta nerka, tu komórki macierzyste, choroba Parkinsona i mózg.
Ale na tym etapie nie mam luksusu bycia wybredną, dlatego że finansowanie jest, jakie jest, więc im więcej potrafisz, tym lepiej.
Im więcej masz wyników, tym lepiej.
I też powiem Ci, że mnie to po prostu interesuje.
Więc na razie daję radę.
Teraz już nie jeżdżę tak często na MIT, bo myślę, że osiągnęłam już ten poziom wiedzy, gdzie nie muszę aż tyle.
Ale naprawdę było warto.
Powiedz Ewo, czy ty masz jakieś życie poza pracą?
Czy to jest teraz taki etap w twoim życiu, w twojej karierze zawodowej, że wszystko jest podporządkowane tylko nauce i czas na jakieś inne rzeczy to będzie kiedyś?
Staram się znaleźć teraz ten life-work balance, przynajmniej troszeczkę, dlatego że nauczyłam się, że bardzo łatwo jest stracić zdrowie, ale bardzo ciężko jest je odzyskać.
Więc przez te dwa lata pracowałam non-stop siedem dni w tygodniu, nie pojechałam na żadne wakacje, nie było ani dnia wolnego.
Włączając to w wizyty w szpitalu, operacje, musisz być każdego dnia, nieważne czy jesteś po narkozie, czy po czym.
Więc to naprawdę odbiło się na moim organizmie.
Natomiast ja mam taką dewizę, że work hard, but play harder.
Czyli żeby nie zapominać o tym po prostu życiu, celebrowaniu życia.
Więc ja staram się zawsze, nawet chcąc nie chcąc, muszę wyładować tą energię.
Jest to takie wysokie tempo pracy, tak stresująca praca, że jak ja nie wyładuję tej energii, to dostaję po prostu napadów paniki w nocy.
To w jaki sposób to robisz?
Najczęściej są to jakieś sporty ekstremalne, no może nie ekstremalne, ale zdarza mi się skoczyć ze spadochronu albo nurkuję, jestem certyfikowanym nurkiem, więc jak tylko mogę, to idę pod wodę.
Jeżdżę na motocyklu, żeby się wyżyć.
Albo po prostu, no nie wiem, gram w polo.
Na przykład ostatnio zaczęłam się uczyć gry w polo i to bardzo mi się podoba, bo
Więc w momencie jakby nie mam innej możliwości, muszę skupić się na tym, na tej grze.
Zaczęłam również na przykład uczyć się strzelać do ruchomych celów.
Znowu, trzeba być tak sfokusowanym,
Ja bardzo lubię takie sporty, a więc bardzo mi to pomaga na wyładowanie się.
Na oczyszczenie jakby głowy z pracy.
Na początku naszej rozmowy powiedziałaś, że twój mąż
Rzekł wówczas, że on już jest na takim etapie swojego życia, że bardzo dużo osiągnął, jeżeli chodzi o karierę zawodową i że teraz możecie się skupić jako para, jako małżeństwo na twojej karierze zawodowej.
Czy po przyjeździe do Bostonu i po tych czterech latach w Stanach dalej mówi to, co mówił?
Trochę to twoje skupienie się na tej karierze zawodowej może mu gdzieś tam zaczęło, nie wiem, przeszkadzać, może go uwiera, czy nic się nie zmieniło?
Ja myślę, że to było takie nasze bardzo naiwne podejście, dlatego że mimo, że on osiągnął bardzo dużo w Europie, to w Stanach sky is the limit, więc jakby możliwości rozwoju masz ogrom.
Więc on jak tu przyjechał, to miał tyle pracy, że nawet chyba nie zauważył, że mnie tutaj w domu nie było.
Więc zarówno on jak i ja mieliśmy pracy po korek, ale też doszedł do takiego wniosku, że prawie się, no zdrowie mu się prawie posypało z nadmiaru obowiązków.
Więc po pewnym czasie wzięliśmy głęboki oddech i zdecydowaliśmy, że staramy się teraz znaleźć ten balans.
Więc tak, pracujemy dużo, a on też się bardzo rozwija, bo Boston jest bardzo dobrym miejscem dla osób, które pracują w finansach, bo jest tyle tutaj firm biotechnologicznych i różnych innych.
Że naprawdę jest to super miejsce do rozwoju zawodowego zarówno dla mnie jak i dla niego, ale staramy się złapać ten oddech po pracy.
To Ewo, bo tak tutaj trochę o tym mężu wyszło, no to powiedz jak się poznaliście?
Czy poznaliście się w Szwajcarii?
Tak, poznaliśmy się w Szwajcarii, gdy robiłam doktorat.
On tam pracował od już 20 lat w Szwajcarii, więc jest pół Szwajcarem, pół Francuzem jak ja to mówię.
Jest Francuzem z pochodzenia, ale większość swojego dorosłego życia spędził w Szwajcarii.
To też jest ciekawe, wiesz, jak się decydują pary na przyjazd do Stanów, to jeżeli jedna z osób jest naukowcem, tak jak ja, no to druga osoba dostaje z automatu wizę J2.
I może pracować.
Tak, może się ubiegać o pozwolenie na pracę, to też nie wiadomo ile potrwa, bo to może potrwać dwa tygodnie, może potrwać rok.
Akurat w jego przypadku to chyba otrzymał pozwolenie po miesiącu czy dwóch, więc to było bardzo szybko, ale co roku musi je odnawiać.
Więc mamy takie wrażenie czasami, że Stany są takie bardzo hostile w stosunku do obcokrajowców.
Wszystko jest tak skonstruowane, że musisz co roku aplikować, odnawiać, jakby już wiedzą, że on tu pracuje, że w tej samej firmie jest, że nic się nie zmieniło.
No nie wiem, jest to bardzo dziwne dla mnie.
Ale to jest też wiesz, kolejny sposób na wpływy dodatkowych środków do budżetu, bo te wszystkie aplikacje za każdym razem kosztują.
No być może to jest to, ale zadziwiające to jest.
To Ewo, tak na koniec już chciałabym zapytać, czy jest u ciebie taka refleksja, że Ameryka na pewno ci dużo dała, bo o tym wszystkim opowiedziałaś, ale czy czujesz, że czegoś ci nie dała, może coś ci zabrała?
Bardzo mi dużo dała, natomiast zabrała mi teraz poczucie bezpieczeństwa, ale myślę, że to jest kwestia tej administracji tylko i wyłącznie.
Więc naprawdę daje to do myślenia, czy warto zostać w tym kraju, jeżeli jest tak jak jest, bo robi się coraz bardziej niebezpiecznie w mojej opinii.
Ale jeżeli chodzi po względem naukowym, to absolutnie niczego mi nie zabrała.
Myślę, że to poświęcenie było tego warte.
Więc tak jak mówię, wszystko co jest warte w życiu czegoś, no wymaga wysiłku.
Więc ja na to tak patrzę.
To jaką byś radę dała osobom, które poczują się zainspirowane Twoją historią i sobie pomyślą, i są na takim etapie, właśnie kończą studia, albo są zaraz po studiach i myślą, ja też tak chcę jak Ewa.
Myślę, że Harvard to nie wszystko, że trzeba mieć w głowie konkretny plan, dlatego że ludzie myślą, aha, dostałam się na Harvard, to już jest połowa sukcesu.
No, bardzo dużo jest tutaj, jak to nazywam, cmentarzyskiem postdoców, czyli dostali się, coś tam zrobili, ale utknęli.
Dlatego bardzo ważne jest, żeby mieć od początku jakiś konkretny plan w głowie i żeby nie marnować tego czasu.
Oczekiwania są duże, więc nie ma czasu na zatrzymanie się, więc od początku trzeba mieć w głowie, dlaczego tutaj jesteś, co chcesz osiągnąć i kto ci w tym może pomóc.
Czyli myśleć długodystansowo i przemyśleć ograniczenia, bo na przykład jeżeli chcesz aplikować o stypendia, to musisz wiedzieć, że większość z nich może aplikować tylko do pięciu lat po doktoracie.
Więc pomyślałabym o tym, o jakie stypendia możesz aplikować, na jakim etapie, żeby mieć kontynuację finansową, zabezpieczenie, bo w przeciwnym wypadku możesz właśnie zostać w takim zawieszeniu, gdzie nie masz, gdzie utkniesz po prostu.
Dlatego, że żeby piąć się wyżej na Harvardzie, musisz dowieść, że jesteś w stanie zdobywać finansowanie i że jesteś w stanie dostarczać wyniki.
Jak jesteś tylko tutaj, tak wiesz, że jesteś, no to utkniesz.
I potem nie można iść ani w dół, ani w górę.
Więc trzeba mieć to w głowie po prostu, żeby mieć jakiś konkretny plan, co chcesz osiągnąć.
Bardzo chciałabym być dalej związana z nauką.
Jakiej to będzie formie, to nie jestem w stanie przewidzieć, ale na pewno praca naukowca to jest coś, co mnie bardzo inspiruje i nadaje mi energię w życiu, więc na pewno będę naukowcem, ale gdzie?
Nie wiem.
Ostatecznie myślę, że chciałabym wrócić do Szwajcarii, natomiast...
To jeszcze tego nie wiem.
Tutaj jest bardzo dużo możliwości, w Stanach, w Bostonie szczególnie, możliwości rozwoju, więc mnie też bardzo interesuje połączenie pomiędzy nauką i biznesem.
Więc zobaczymy.
Boston jest do tego stworzony.
Szwajcaria już trochę mniej.
Natomiast na razie jestem zadowolona z miejscu, w którym jestem.
Ewa Grassin była gościem podcastu Ameryka i ja.
Bardzo dziękuję Ci, Ewa, za rozmowę.
Ostatnie odcinki
-
326. Jak naprawdę wygląda kariera naukowa na Ha...
03.02.2026 05:00
-
325. Wielki Kanion, Yellowstone czy Zion: nowe ...
27.01.2026 05:00
-
324. W amerykańskiej drogerii
20.01.2026 05:00
-
323. Po co Stanom Zjednoczonym Grenlandia?
13.01.2026 05:00
-
322. Amerykańskie obywatelstwo z urodzenia prze...
07.01.2026 08:22
-
321. Oficjalny Ornament Białego Domu 2025: porc...
23.12.2025 05:00
-
320. Dom jak z amerykańskiej bajki. Z Kingą Woj...
16.12.2025 05:00
-
319. Grudzień w USA: jak popkultura robi swój f...
09.12.2025 05:00
-
318. Świąteczny Nowy Jork: magia, tłumy i codzi...
02.12.2025 05:00
-
317. Gdy Thanksgiving przenosi się do restaurac...
25.11.2025 05:00