Mentionsy
300. Odcinek nr 300 i 16 lat w USA. Co się zmieniło?
To jubileuszowy, osobisty odcinek. Przyleciałam do USA w 2009 roku, gdy prezydentem był Obama, a Instagram jeszcze nie istniał. Od tamtej pory zmieniło się wszystko – technologia, sklepy, życie codzienne. W 300. odcinku wspólnie z Pawłem opowiadamy, jak przez te 16 lat zmieniły się Stany i jak zmieniliśmy się my.
Szukaj w treści odcinka
Dzień dobry, hello.
To będzie osobisty i wyjątkowy odcinek, dlatego że to jest odcinek numer 300 podcastu Ameryka i ja.
A równocześnie właśnie teraz mija 16 lat, odkąd Paweł i ja wylądowaliśmy w Stanach Zjednoczonych.
Paweł jest tutaj dzisiaj ze mną w studiu.
Dzień dobry, hello.
Dzień dobry, witam.
Piękni i młodzi, nadal.
Kiedy opublikowaliśmy zdjęcie z tego pierwszego wyjścia pod Biały Dom, to ludzie w mediach społecznościowych pisali tak dyplomatycznie, nic się nie zmieniliście.
No pewnie, że nic.
Więc może być, że nadal piękni młodzi.
Ta fotka jest do zobaczenia na Instagramie.
Zapraszamy na nasz wspólny odcinek.
Hej, tu Lidia Krawczuk.
Los rzucił mnie do Waszyngtonu kilkanaście lat temu i to właśnie tutaj, w stolicy USA, powstaje podcast Ameryka i ja.
Tu opowiadam o Ameryce, o życiu w Stanach i podróżowaniu po USA.
Ameryka mnie fascynuje.
Jeśli Ciebie, tak jak mnie, ciekawią Stany i chcesz wiedzieć o nich więcej, to jesteś we właściwym miejscu.
Barack Obama kilka miesięcy wcześniej objął urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Oglądaliśmy zaprzysiężenie w Polsce, pamiętasz?
Pamiętam.
No i przylecieliśmy w lipcu do Waszyngtonu.
Lecieliśmy linią Iberia przez Madryt.
Połączenie zostało wkrótce zlikwidowane.
Już nawet nie ma tego połączenia.
Już nawet płot przed Białym Domem jest inny, wyższy.
Wszystko się zmieniło tak naprawdę.
I polityka, i Waszyngton, i ludzie dookoła.
No naprawdę sporo zmian przez tych 16 lat.
Nawet pamiętam na zdjęciu trzymasz taki stary aparat fotograficzny.
Już też go nie mamy.
Już w ogóle takim aparatem nie robimy zdjęć.
Mówisz o tym zdjęciu, które opublikowaliśmy na Instagramie przy okazji 16 lat w Stanach Zjednoczonych.
Tak, zgadza się.
No i ja tam oczywiście mam trochę inną fryzurę, ale to, co rzuciło mi się w oczy na tym zdjęciu, to przede wszystkim ogrodzenie Białego Domu.
Teraz już przywykliśmy do tego, które jest obecnie, czyli ono jest o wiele, wiele wyższe.
Powiedziałabym, że szczebelki są... Szczebelki, nie wiem, czy tak mogę powiedzieć.
To szczebelki, czy co to jest?
Te szczebelki, tak?
No to one są też grubsze, takie bardziej wyraźne, bardziej czarne, w tym sensie, że po prostu są grubsze.
No masywniejsze jest to ochrona Białego Domu.
Aż nie chce się wierzyć, że ten płot, kiedy przyjechaliśmy, był tak niski.
To była taka popiertuka z tego zdjęcia wynika, prawda?
To zupełnie inaczej wyglądało.
Ale trzeba też powiedzieć, że on został podwyższony, dlatego że co jakiś czas jakiś śmiałek próbował swoich sił i chciał dostać się do Białego Domu.
To były nawet jakieś takie głupie zabawy.
No i przeskakiwali przez ten płot.
Więc za czasów prezydentury pierwszej Donalda Trumpa podjęto decyzję, że płot musi być wyższy.
Bo był tam jeden człowiek, który pod same drzwi dobiegł.
Pamiętasz?
Tak, pamiętam, oczywiście.
Ale zresztą teraz nawet mi się przypomina, myślę, że to było kilka tygodni temu, może kilka miesięcy, ale niedawno widziałam takie zdjęcia gdzieś, inaczej nawet nie zdjęcie, tylko film w mediach społecznościowych, jak jakieś dziecko przecisnęło się przez to ogrodzenie i przeszło na drugą stronę.
Tak, bo z tym nowym ogrodzeniem jest problem, że tak jakby te szczebelki, o których mówiłaś są tak trochę zbyt szeroko i co jakiś czas jakieś dziecko przedostaje się.
No ja nie byłbym w stanie się przecisnąć.
No ale widziałem dorosłego człowieka, który od drugiej strony Białego Domu, od strony Monumentu Waszyngtona wspiął się i próbował przedostać się na drugą stronę.
Oczywiście szybko zareagowały służby i go z tego płotu ściągnęły.
Więc no...
Co by nie było, to zawsze znajduje się ktoś, kto będzie próbował forsować, ale tak, ogrodzenie na przestrzeni tych lat zmieniło się.
No ale to już jak tak rozmawiamy o tych zasiekach, no to te kwestie bezpieczeństwa zmieniały się.
My już tego nie pamiętamy, ale za czasów prezydentury Georgia W. Busha, jeszcze przed atakami z 11 września po ulicy Pennsylvania Avenue, tej części, która jest bezpośrednio przed Białym Domem, jeździły samochody.
Są takie filmy, są takie zdjęcia, zgadza się.
W każdym razie odbył rok 2009, kiedy przyjechaliśmy do Stanów Zjednoczonych.
Barack Obama był świeżo wybranym prezydentem, można tak powiedzieć.
Ja przyleciałam, a Paweł zresztą też, z Nokią w kieszeni.
Nie było Instagrama, nie było TikToka.
Nasza znajomość tego kraju, moja była żadna, bo to był mój pierwszy raz w Stanach Zjednoczonych.
Paweł to był drugi.
Wyruszyliśmy w drogę na dwa lata i Hello jest 16, tak?
Mieliśmy być tutaj dwa lata.
Może cztery, tak sobie zakładaliśmy, że w sumie fajnie, jakby były cztery.
No i proszę bardzo, 16 lat minęło, także dzisiaj chcemy wam... Jak jeden dzień.
Tak, tutaj opowiedzieć o tym, jak się zmieniały stany, jak my się też trochę, myślę, zmieniliśmy i jak wyglądało życie wtedy, a jak wygląda życie teraz.
No dobrze, to może zacznijmy już tak troszeczkę, nawiązaliśmy do tej technologii.
Technologia w roku 2009 i 2025 to są dwa różne światy.
Mieliśmy Nokię, posługiwaliśmy się SMS-ami.
Jak przyjechaliśmy do Stanów, przylecieliśmy do Stanów, to ciągle był bardzo silny tutaj BlackBerry, mimo że iPhone zaczynał się panoszyć.
Ja pamiętam przed naszym wylotem do Stanów ktoś do redakcji u mnie przyniósł pierwszego iPhona.
No i tak się temu troszeczkę przyglądałam, ale tak... Pamiętajmy, wtedy jeszcze aplikacje nie były tak rozwinięte, tak jak teraz, to wszystko raczkowało, więc jakoś tak wtedy nie zrobiło to na mnie takiego wielkiego wrażenia.
Jak Paweł kupował sobie pierwszy telefon tutaj w Stanach, wymieniał i kupował sobie iPhona, to ja mówiłam, no po co mi ten iPhone?
A Paweł mówi, kup sobie, kup sobie.
Nie, no po co mi on?
I nie kupiłam wtedy.
Zresztą wtedy jeszcze Barack Obama używał Blackberry'ego i to było takie właśnie, jak wyciągał Blackberry'ego Obama, to wielu tu Amerykanów chciało mieć telefon jak prezydent.
Nie wiem, czy pamiętasz, że ja stojąc w sklepie sieci AT&T zastanawiałem się do ostatniej chwili iPhone czy Blackberry.
Pamiętam.
I nie wiedziałem, tylko ja już tak chciałem bardziej nowocześnie, bo Blackberry miał jeszcze przyciski, nie wiem, czy pamiętasz.
Pamiętam, a dla mnie z kolei, bo potem nie wiem, czy ty pamiętasz, jak kupiłaś sobie tego pierwszego iPhona, to ja pożyczałam od ciebie ten telefon.
Tylko w jednym celu, żeby pograć sobie w kulki.
Do tego on mi służył.
Do tego już nie pamiętam aż tak.
Natomiast no, świat się bardzo mocno zmienił rzeczywiście.
Dzisiaj bez smartfona to ja sobie nie wyobrażam tutaj pracy jako dziennikarz.
Jasne, ale jeszcze wrócę do tego twojego pierwszego telefonu, gdzie ja mówiłam, nie, nie, po co mi, ale mi namawiałeś, ale powinnaś, powinnaś.
Piesek się odezwał, tak?
Tak, bo przez te 16 lat w naszym życiu bardzo dużo się zmieniło, nie tylko telefony.
Mamy syna i mamy od niedawna psa również.
I on tutaj dzisiaj uczestniczy z nami w nagrywaniu tego programu.
Coś mu się tam nie podoba.
Nie wiem o co chodzi.
Chcę być miziany, a nie, że tutaj ja do mikrofonu mówię.
Bo to jest też taki pies studyjny.
Kiedy ja na przykład nagrywam albo wchodzę na żywo, to on leży pod mikrofonem.
No także teraz pies jest koło Pawła, Paweł go tutaj mizia i pies już cicho siedzi.
Ale wracając do telefonów i w końcu Paweł mnie nie namówił, że też powinnam już tej Nuki się pozbyć.
To było chyba kilka tygodni po tym, jak on sobie kupił pierwszego iPhona i pojechaliśmy właśnie do AT&T.
a ja ciągle się łamałam, czy wybrać BlackBerry, czy wybrać iPhona.
To dla mnie to było, no ale jak bez tych, bez klawiatury, jak pisać na tym iPhonie i to jakoś mi się tak nie podobało, ale ostatecznie będąc już w sklepie, to zdecydowałam, że jednak iPhone i słusznie, bo BlackBerry został wyparty z rynku, mimo że prezydent Obama na początku używał oficjalnik BlackBerry'ego, no to później jednak BlackBerry.
Także my dosyć szybko tutaj się w to wkręciliśmy.
iPhony były już obecne na amerykańskim rynku, no ale to był jeszcze ten moment, kiedy te dwa modele, można powiedzieć, ze sobą walczyły i to były te czasy, że jak wychodził jakiś nowy iPhone i wychodził iPad, bo byliśmy świadkami wyjścia pierwszego iPada na rynek, pamiętam, no to były takie wielkie kolejki przed sklepem i Paweł raz stał w tej kolejce.
Stałeś chyba po iPada.
Rzeczywiście, to były te czasy, kiedy te produkty Apple'a, jak wchodziły na rynek, to jeszcze wywoływały taki entuzjazm.
Czy to w ogóle był taki jakiś element, nie wiem, czy nawet, nie powiem, kultury jakiejś?
czy ogólnie kultury, że ludzie ustawiali się w kolejkach i czasem czekali na premierę dwa dni.
Największe kolejki zawsze były w sklepie, przed sklepem w Nowym Jorku, niedaleko hotelu Plaza.
Natomiast tutaj u nas w Arlington również.
I ja pamiętam, poszedłem, tylko ja nie poszedłem, nie stałem całą noc, tylko poszedłem na kilka, nie wiem, dwie, trzy godziny.
Na kilka godzin tam wstałeś.
Przed otwarciem.
A wziąłeś też lożaczek, czy nie?
Nie, nie, nie.
Ja stanąłem sobie tak w kolejce bardziej, żeby poczuć ten klimat tej kolejki.
Ale kawę tam nosili.
Tak, nosili kawę, napoje.
Ktoś miał taki głośnik z pracowników Apple'a, pamiętam.
Leciała w kółko piosenka La Bouche, Be My Lover.
I tam wszyscy się ruszali w tej kolejce.
Ci pracownicy wychodzili, tam tych ludzi zagrzewali do odliczania, że to już, nie wiem, trzy godziny, dwie godziny.
Ja kupiłem rzeczywiście tego iPada, chociaż specjalnie tego nie chciałem jakoś kupić.
Chciałem go kupić, ale nie chciałem go kupić w taki sposób, ale chciałem poczuć klimat tej kolejki, bo ileś tam tych premier wcześniej obserwowałem, jak ci ludzie stoją przed sklepami, nie wiem, dwa dni, jeden dzień, gdzieś tam się ustawiają, spędzają dwa dni, żeby mieć w pierwszym dniu od razu ten najnowszy sprzęt.
To było nieprawdopodobne, ale to się już skończyło.
No to jeszcze jak jesteśmy przy technologii, to pamiętam przecież jak przyjechaliśmy do Stanów, to mieliśmy GPS taki, który tam przyklejał się na taką gumę do szyby i nasz GPS nazywał się Agata.
Agata to tak sobie nazwaliśmy ten głos Agata.
I Agata z nami zjechała pół Stanów Zjednoczonych.
Wciąż jest w samochodzie, chociaż jej nie używamy.
Ale mamy Agatę na wszelki wypadek.
Ale mamy jeszcze, bo później dostaliśmy w prezencie też GPSa.
Mamy dwa GPS, ale ja już nie pamiętam, kiedy włączałem.
Ale my jakoś tak do tej Agaty byliśmy przyzwyczajeni.
Tak, Agatę w ogóle dostaliśmy od naszego poprzednika, który dostał jeszcze od swojego poprzednika, więc jak my dostaliśmy Agatę, to Agata była seniorką i nie była zaktualizowana.
Czasem było tak, że my jechaliśmy, a tej drogi nie było tam, ale nawet tam nie było już jak jej zaktualizować, ale do Nowego Jorku tam po tych głównych trasach Agata dawała radę i Agata, myślę, że jak już, nie wiem, nie chcę mówić, że jak stąd wyjedziemy, no to Agatę zabierzemy, będzie jakąś taką pamiątką po tych Stanach Zjednoczonych.
Zawsze sobie mówiłem, że Agata wraca z nami.
Nie pamiętam, skąd to się wzięło.
Ja ją zaczęłam nazywać Agata, bo no wiadomo, w GPS-ie są różne głosy różnych lektorów i jakoś, nie wiem, czy to był właśnie ustawiony ten głos damski, czy go sami ustawiliśmy, ale próbowaliśmy czasem przełączać i my się już tak przyzwyczailiśmy do tego głosu, do Agaty, bo Agata mówiła po polsku.
I że już nie było innej opcji, po prostu była Agata i koniec.
Agata była jeszcze takim bardzo prostym GPS-em, znaczy jest.
Ten nowy, który dostaliśmy, to on miał tam jakoś już te drogi, inaczej były bardziej tak graficznie rozbudowane.
A my i tak naszą seniorkę.
A Agata to była tylko kreska, strzałka i z Agatą jechaliśmy.
Podcasty wtedy, jak przyjechaliśmy do Stanów, one już istniały, bo początki podcastów sięgają tutaj w Stanach gdzieś jakoś 2004-2005 rok, ale my nie mieliśmy o nich kompletnie pojęcia, ja nie miałam pojęcia, także nie słuchaliśmy wtedy podcastów, jak przyjechaliśmy do Stanów Zjednoczonych.
No iTunes, tak, ale dla nas to też były ciągle nowe technologie.
Jeżeli mówimy o streamingu, to ja nie wiem, czy pamiętasz Paweł, ale Netflix wtedy był jeszcze takim serwisem, gdzie wysyłał swoim użytkownikom filmy na DVD i w naszym budynku jak przychodził listonosz i miał porozkładane te wszystkie...
Pudła, w których była poczta do włożenia do skrzynek, to było bardzo dużo czerwonych kopert, w których właśnie były filmy zamawiane przez użytkowników serwisu Netflix.
Także jeszcze my pamiętamy płyty Dvili, chociaż my wtedy nie korzystaliśmy z tego serwisu.
Tak, pamiętam.
nie było AirPodsów.
Jakie AirPodsy w ogóle, prawda?
Jak my przyjechaliśmy, to zaraz była ta słynna chyba, jak dobrze sobie pamiętam, promocja urządzenia prezentowana jeszcze przez Steve'a Jobsa.
Tu była ta MP3 taka, gdzie on pokazał, po co znajduje się w męskich spodniach malutka kieszeń przy dużej kieszeni.
iPod, tak to się nazywa?
iPod, tak.
iPody, no.
Tak, ja nawet kupiłam sobie takie jedno urządzenie.
Gdzieś tam leży w szufladzie.
Długo go nie poużywam.
Chociaż nie wiem, po co ja kupiłam, jak już miałam iPhona.
No ale to była też kwestia pewnie możliwości gromadzenia danych, pamięci, jak dużą storage, jak to się mówi po polsku.
Pamięć, pamięć, mówisz o pamięci, dobrze.
Jak dużą pamięć ma urządzenie.
No oczywiście nie było Apple Watcha z tych technologicznych rzeczy.
Jak my przyjechaliśmy, to jeszcze mieliśmy taki telewizor z tym kineskopem z tyłu, taki był wystający, nie?
Czy nie?
No tak, to był jakiś duży, ciężki telewizor, że nawet ciężko było stąd wynieść.
Tak, także tak to... A niby 16 lat, nie?
A tyle zmian.
Tak technologicznie to wszystko wyglądało.
Zresztą jak jeździliśmy w teren, to jeszcze mieliśmy ten internet przenośny, taki ten pstyczek, pamiętasz, który trzeba było do laptopa podłączyć, żeby móc połączyć się z siecią, bo internet mobilny, nawet jak mieliśmy w telefonach, to tak nie działał.
Ciężko było czasami coś wyszukać.
Teraz są aplikacje, te systemy są przystosowane pod telefony mobilne, pod smartfony.
Wtedy mieliśmy ten, jak to się nazywało, ten przytyczek, który włączaliśmy, podłączaliśmy do laptopa.
żeby połączyć się z siecią.
No nie wiem.
Przenośny internet, tak?
Przenośny internet z Verizon'a, ale to nie pamiętam, jak to się nazywało.
Taki modem, no.
Kiedyś jeszcze jeździliśmy z tą taką anteną satelitarną rozkładaną, pamiętasz?
No to właśnie chciałem powiedzieć, że zobacz, jak zmienił się cały system, nawet w studiu.
To zupełnie wszystko inaczej wyglądało.
Korzystaliśmy z ISDN-a, inaczej łączyliśmy się z Krakowem.
Teraz to też zupełnie inaczej wygląda.
Mamy inne urządzenie, ale tak, mieliśmy telefon satelitarny i pamiętam po eksplozji na platformie wiertniczej na Zatoce Meksykańskiej pojechaliśmy nad Zatokę Meksykańską do Nowego Orleanu, a tam straszna pogoda, bo i lało, i wiało, a my mieliśmy taką antenę, którą trzeba było rozłożyć na samochodzie i połączyć się z Krakowem drogą satelitarną.
Zresztą te połączenia były strasznie drogie też.
To było tam mnóstwo pieniędzy za takie połączenie.
ale trzeba było też znaleźć odpowiednio satelitę, tam był taki wskaźnik, musiała być odpowiednia wartość, żeby to połączenie było skuteczne, żeby nie zerwało tego połączenia, więc chodziło się trochę jak z taką różdżką szukając wody, połączenia właśnie dobrego z satelitą i to była antena na dachu samochodu, do tego jeszcze urządzenie w samochodzie, więc no trochę zabawy było z tym wszystkim.
Wiesz co, Paweł, teraz tak jak sobie rozmawiamy o tym wszystkim i nazwałam naszą Agatę seniorką, to my oboje brzmimy jak taka para seniorów i sobie tutaj wspominamy, że z naszych czasów czy tego nie było, tego nie było, a było to, tamto, siamto.
No i proszę, sami jesteśmy seniorami.
Zresztą pamiętasz, pokazywałam ci niedawno, wyświetliło mi się gdzieś w mediach społecznościowych, chyba na Facebooku albo Instagramie, ale raczej w Facebooku.
że ważne informacje dla seniorów i my, bo to była ujęta tam grupa wiekowa jakaś tam jakaś, do 1979 roku, czyli my oboje już jesteśmy w grupie senioralnej.
Ja myślę, że to jakieś takie, żeby się poklikało.
Nie, bo to się bardzo dobrze klika i ludzie tam się burzą.
Ja mam tam czterdzieści kilka lat i co?
Ja jestem już seniorem?
Myślę, że to robią właśnie celowo.
Wiesz, co jakiś czas po prostu to wszystko tak zasuwa.
My tutaj wspominamy perspektywę szesnastu lat, ale ja pamiętam...
W 2011 roku, czyli 10 lat po atakach z 11 września, udało nam się dotrzeć do człowieka, który dzień po atakach z 11 września na zlecenie CIA zakładał słupy oświetleniowe, lampy oświetleniowe, czyli lampy.
na gruzach WTC, żeby CIA mogło prowadzić śledztwo i mogła trwać akcja ratunkowa i on wtedy przyniósł nam zdjęcia, które nigdy wcześniej nie były publikowane, bo on zrobił te zdjęcia, zostawił ten aparat gdzieś na półce i wywołał je, więc to przeleżało 10 lat i my tak trochę byliśmy zdziwieni, że ten facet przyniósł nam po prostu zdjęcia takie
zeskanowane z aparatu fotograficznego zwykłego, bo my wtedy już oczywiście mieliśmy aparat cyfrowy 10 lat później, więc jaki to był wtedy ogromny przełom, że ten człowiek fotografował jeszcze coś, wywoływał, miał odbitki.
Więc to co jakiś czas ten skok technologiczny jest widziany i gdybyśmy dzisiaj też zastanawiali się pewnie, co powiemy za 10 lat, to też będziemy się śmiali z tego, jak świat wygląda dzisiaj, a jak będzie wyglądał za 10 lat, bo to po prostu pędzi, to jest rozpędzony ekspres.
A wiesz, jak teraz o tym opowiadasz, to mówiłam o Agacie, której nadałam imię, nasz GPS, ale nie wiem, czy pamiętasz mój aparat, którego nazywam Kaziem.
To był aparat marki Casio i ja mówiłam o nim Kaziu.
I ty też potem mówiłeś, dawaj Kazia, robiliśmy coś tam Kaziem.
Nie wiem, z czego to się bierze, że właśnie jakieś takie imiona nadawałam różnym przedmiotom.
No ale była Agata i był Kaziu.
A jak wspominałeś o zdjęciach ze strefy zero, no to nie wiem, czy sobie przypominasz, jak pojechaliśmy tam pierwszy raz, to w ogóle nie było tego nowego budynku One World Trade Center, tylko była wielka dziura w ziemi i staliśmy tam, patrzyliśmy na to, tam już trwał plac budowy, żeby właśnie...
powstawała ta nowa wieża i mówiliśmy, no fajnie by było to kiedyś zobaczyć.
Ciekawe, czy za naszych czasów, jak tutaj jesteśmy w Stanach, to zobaczymy ten nowy budynek.
Pamiętam ja zresztą miałem kamerę taką też jeszcze chyba na kasetki gdzie nagrywałem za każdym razem jak byliśmy w strefie zero postępy budowy nowego budynku One World Trade Center i ten pierwszy właśnie raz kiedy byliśmy to był moment kiedy wylewano fundamenty i to później przebywało tego budynku.
No i żeby było ciekawiej, to byliśmy na jego otwarciu, ale rzeczywiście zastanawialiśmy się wtedy, czy nam się uda zobaczyć kiedykolwiek.
Nie wiedzieliśmy, czy jak wyjedziemy ze Stanów Zjednoczonych, to czy wrócimy, bo wtedy zakładaliśmy, że za te 2-3 lata wracamy do Polski, a tymczasem byliśmy tak długo, że byliśmy właśnie na otwarciu tego budynku i mogliśmy jako jedni z pierwszych zobaczyć właśnie ten widok z nowego budynku WTC.
Jeszcze zanim został otwarty budynek, to powstał cały kompleks 9-11 Memorial, także tam też jeździliśmy na otwarcie.
Pamiętam, jakie wrażenie robiły na nas te zbiorniki z wodą, które upamiętniają ofiary.
Także też wtedy sobie nie wyobrażaliśmy, że to tyle czasu minie i tak długo będziemy w Stanach mieszkać i tutaj żyć i pracować.
Okej, to kolejna rzecz, o której chciałabym, żebyśmy sobie tutaj chwilę porozmawiali, to może o zakupach, bo jak przyjechaliśmy, to po pierwsze Amazon jeszcze nie był aż tak bardzo silny, nie miał takiej dominacji, Amazon Prime jeszcze nie istniał i nie zamawialiśmy tak wielu rzeczy przez internet.
W ogóle przecież od tego czasu przecież bardzo rozwinęły się sklepy.
Ja w 2012 roku, dokładnie pamiętam, że to był 2012 rok, odkryłam Kindle i możliwość kupowania książek za pomocą jednego kliknięcia i przepadłam.
Sklepy stacjonarne były jeszcze wtedy podstawą zakupów, ale no jak pamiętasz, po warzywa i owoce jeździliśmy do sklepu koreańskiego.
bo w okolicy nie było takiego wyboru.
Te stoiska z warzywami i z owocami były bardzo małe i słabo zaopatrzone i było po prostu też drogo.
Tak, to naprawdę jest jedna z rzeczy, które mocno widać, jak to się zmieniło na przestrzeni lat, także podejście tutaj przynajmniej mieszkańców Waszyngtonu i okolic do kupowania warzyw.
W takich sklepach, gdzie dzisiaj chodzimy, ta część z warzywami i owocami była naprawdę mała.
To były takie sekcje bardzo ubogie i my rzeczywiście dowiedzieliśmy się o sklepie koreańskim.
Jechaliśmy gdzieś około 30 minut do sklepu koreańskiego i tam były rzeczy.
I tam były rzeczy, nie był to sklep najpiękniej wyglądający, ale tam rzeczywiście były rzeczy, których my potrzebowaliśmy.
Nie kupilibyśmy tam nigdy mięsa i innych tego typu rzeczy, natomiast z jakiejś świeżej żywności, natomiast warzywa, owoce były okej.
No i był bardzo, bardzo duży wybór i też ceny były inne.
W naszej okolicy jest oczywiście Whole Foods, ale wtedy warzywa w Whole Foodcie i owoce były o wiele, wiele droższe niż są teraz, no bo nie było takiego boomu, nie było też takiego stylu życia, gdzie ludzie tak bardzo zaczęli przywiązywać wagę właśnie do tego, żeby jeść bardziej zdrowo, żeby jeść więcej warzyw i owoców.
I ceny były inne.
My też, jak przyjechaliśmy z Polski, to byliśmy trochę w szoku, no bo wiedzieliśmy, ile w Polsce na przykład kosztują jabłka, ziemniaki, buraki i tego typu rzeczy.
Zresztą po buraki to można było jechać tylko i wyłącznie do tego sklepu koreańskiego, bo w takim tutaj normalnym spożywczaku blisko to nie było nigdy buraków.
Ale, no, dla nas te stawki były wtedy duże.
Jeszcze oczywiście zaliczyliśmy ten etap przeliczania początkowo, potem człowiek już przestaje to robić, jak tutaj żyje, ale na początku, no, to gdzieś tam jest taki ten element.
Także to się zmieniło bardzo i ja w tej chwili mogę powiedzieć, że stoiska z warzywami i z owocami w sklepach, w których robimy zakupy i nie jeździmy już do...
sklepu koreańskiego, bo są o wiele lepiej wyposażone, jest więcej warzyw, owoców i jest większy wybór niż w Polsce, czego oczywiście nie powiedziałabym ileś lat temu.
Organic, żywność organiczna przestała być jakimś takim wielkim luksusem.
To jest bardzo duży trend w Stanach Zjednoczonych i żywność organiczną również oferują takie markety jak Walmart, jak Target, czyli to są markety masowe.
Whole Foods jest takim, no bardziej już, to jest inna półka.
Tak, i są inne ceny, a te dwa, Walmart i Target, no to są takie szeroko dostępne wielkie sieci, wielkie korporacje, ale też wiedzą, że to jest bardzo duży biznes i również produkty organiczne w tych dwóch sieciach można znaleźć.
Dobrze, to może porozmawiajmy o naszej branży, o mediach, social mediach, o informacji, no bo to się bardzo zmieniło.
Jak przyjechaliśmy, dominowały telewizje kablowe, tak CNN, Fox, lokalne stacje.
Dzisiaj jednak dominuje, ludzie w większości czerpią informacje z internetu.
Ja nie mówię, że te stacje, o których wspomniałam, nie dostarczają tych informacji, natomiast konsumowanie mediów się zmieniło.
Przede wszystkim też zmienił się cały ten system pracy, także nas dziennikarzy.
Nie wiem, czy pamiętasz, ja często o tym mówię, że trochę tęsknię za czasami prezydentury Baracka Obamy, bo to wszystko zupełnie inaczej wyglądało.
Była konferencja prasowa, prezydent coś tam skomentował, powiedział.
No ale po godzinie 16 był święty spokój.
I tak naprawdę nasza praca wiąże się z zupełnie innym trybem funkcjonowania.
Więc to się bardzo mocno zmieniło.
Nawet można powiedzieć o pracy dziennikarzy telewizyjnych.
My już wtedy mogliśmy szybko, sprawnie dźwięk audio przesłać na przykład do swojej stacji, ale telewizję...
musiały jechać do takiego specjalnego punktu na live position na przykład i tam przesłać drogą satelitarną materiał wideo.
A dzisiaj oni mają takie, operatorzy mają takie plecaczki z taką skrzyneczką i natychmiast potrafią się połączyć i nadawać na żywo z każdego miejsca.
W związku z czym to się wszystko tak nakręciło, że wszyscy pracujemy szybko.
Ta szybkość bardzo się liczy.
No niestety to jest problem na całym świecie, że jak się człowiek śpieszy, to się diabeł cieszy i częściej jesteśmy chyba podatni na jakieś wpadki, może niedopowiedzenia i z tego biorą się też te później czasem pomyłki, no ale szybkość pracy dziennikarzy mocno się zmieniła.
Ja tutaj znam taką anegdotę, to jeszcze z czasów, kiedy my tu nie byliśmy, jak rozmawialiśmy sobie właśnie o tym, jak media, jak informacja, jak to wszystko się zmieniło, to jeden z kolegów, którzy tu kiedyś pracowali dla jednej z agencji prasowych, to powiedział mi taką historię.
My jak szliśmy na konferencję do National Press Building, do Press Clubu, no to wychodziliśmy po tej konferencji i mówiliśmy to, co pojutrze dajemy...
I oni ustalali, że dobra, to puszczamy to do Polski na za dwa dni.
Dzisiaj nie ma czegoś takiego.
Ja dzisiaj wychodzę z tego press clubu i natychmiast przygotowuję relację, albo siedząc tam jeszcze na górze piszę szybko tweeta.
No po prostu to się bardzo zmieniło.
Myślę, że tutaj też dużą rolę odgrywa to, że weszły media społecznościowe, czyli wszystko jest od razu.
Nie ma, że tam do redakcji.
Często jest tak, że na przykład wcześniej już coś się dzieje w mediach społecznościowych, a później, tak jak na przykład wchodzisz do faktów RMF o pełnej godzinie, no to to już idzie o pełnej godzinie.
Chyba, że to jest taki właśnie jakiś breaking news, coś takiego bardzo, bardzo ważnego, że program jest przerywany.
Ale moim zdaniem tutaj dochodzi jeszcze jeden element i to jest element związany z monetyzacją treści w mediach społecznościowych, szczególnie jeżeli chodzi teraz o serwis X, dawniej Twitter, no bo niektórzy ludzie mogą zarabiać na publikacji newsów i to oczywiście trzeba...
mieć bardzo duże zasięgi i publikować tych newsów bardzo dużo, ale ja widzę tutaj po tych amerykańskich niektórych, można powiedzieć, albo influencerach, albo stronach, bo to są, myślę, że całe konglomeraty, na które pracuje ileś osób, że te newsy tam są po prostu wrzucane non-stop, non-stop.
Im więcej, tym lepiej.
Im bardziej kontrowersyjny, im bardziej polaryzujący, tym lepiej się to klika.
są większe wyświetlenia, no i się na tym zarabia, dlatego ten cykl jest tak naprawdę 24 godziny.
Newsy są non-stop, przez to oczywiście o wiele ciężej, mocniej się pracuje i czasami to bywa frustrujące.
Dobrze, to może porozmawiajmy trochę o takiej atmosferze społecznej, no bo jak my przyjechaliśmy, to myślę nie było takiej polaryzacji, jaka jest teraz.
Nie, absolutnie nie było.
To też ludzie ze sobą inaczej rozmawiali.
Niestety dwie kampanie wyborcze z udziałem Donalda Trumpa i tu musimy jasno sobie powiedzieć, że tu chodzi o Donalda Trumpa, który bardzo mocno grał tą kartą imigracyjną i podkręcał te nastroje społeczne dotyczące niechęci wobec imigrantów.
Zmieniły wszystko i z tej takiej bardzo...
dużej politycznej poprawności, doszliśmy do momentu, kiedy widać, że ta niechęć do imigrantów jest bardzo, bardzo duża.
Kiedyś nawet, jeżeli ktoś chciał o kimś powiedzieć coś niezbyt przyjemnego, to trzymał po prostu...
język za zębami i udawał, że coś mu tam nie przeszkadza.
A dzisiaj coraz częściej słychać, zresztą nawet w takich rozmowach ze znajomymi, no to pamiętasz, kiedyś oni jednak inaczej się zachowywali, inaczej mówili, a dzisiaj każdy chce być poprawny, ale gdzieś coś tam przemyci.
Po prostu posuwamy się coraz dalej w tych różnych opiniach, komentarzach.
Kiedyś Amerykanie o polityce nie chcieli rozmawiać, pamiętasz?
Kiedyś na jakichś tam rodzinach, imieninach, może nie imieninach, ale innych wydarzeniach.
Polityka to był taki temat, o którym się rozmawia.
A teraz jednak ta polityka się przewija we wszystkich rozmowach.
Być może ona nie jest jeszcze tak na szeroką skalę, nie jest to na noże, ale ktoś zapyta ciebie...
Nawet my uczestniczyliśmy ostatnio w spotkaniu z Amerykanami i tam padało, no a jak wam się teraz pracuje?
No więc mówimy, mamy dużo pracy, a oni wiedzieli o co chodzi, że jest ciężko, że tych informacji jest dużo.
A jak wy to odbieracie?
I oni też przewrócili oczami.
Jeszcze nie wszyscy się otworzyli, ale to już widać, że tej dyplomacji tak nie ma jak kiedyś.
Kiedyś to bardziej było dyplomatyczne wszystko ze strony Amerykanów.
No i pamiętam, jak my przyjechaliśmy, to jeszcze coś takiego jak cancel culture nie istniało.
Nie było tylu takich właśnie akcji, że gdzieś ktoś był z jakiegoś powodu trollowany, wykluczany, na taką skalę powiedziałabym, że jak były jakieś pomyłki, potknięcia, czy ktoś coś zrobił, albo miał niepopularną opinię, no to już od razu do skasowania i cała kariera tak naprawdę, no koniec, nie ma.
No ale dzisiaj właśnie, wiesz, za rzeczy ja też obserwuję to w polskiej polityce.
Polscy politycy mówią rzeczy, które tu kiedyś by absolutnie nie przeszły.
Za to ludzie traciliby kariery.
A i w Polsce, i tutaj takie wypowiedzi, które kiedyś by nie przeszły, no teraz przechodzą, co więcej, zyskują popularność, są oklaskiwane, kto się usprawiedliwia, świat zmienił się bardzo.
No i w mediach społecznościowych to się niesie.
Media społecznościowe stały się takim głównym nośnikiem informacji, jednak w bardzo dużej mierze, prawda?
No wiesz, no kiedyś... Bo po prostu ludzie mogą sobie to udostępniać, śmiać się z tego, komentować, robić co chcą.
No wiesz, to jest to, o czym tu wielokrotnie rozmawiamy.
Kiedyś jednak tym przekaźnikiem informacji byli dziennikarze, były media, które miały jakieś tam standardy, bo to też różnie redakcje podchodziły, ale wiele rzeczy nie przechodziło.
A dzisiaj przewijasz sobie TikToka, konta, które mają naprawdę olbrzymie zasięgi.
Tam często są takie bzdury.
Mam tu konkretnie jedno konto nawet teraz na myśli, ale to nie będę wymieniał.
Nawet nasze dziecko dwunastoletnie wczoraj powiedziało mi, że na tym koncie usłyszało, że będzie trzecia wojna światowa za chwilę, za półtora roku.
Była taka wypowiedź amerykańskiego żołnierza, wysokiego oficera, który mówi, że trzeba się przygotować, bo może dojść do jakiegoś ataku, czy też Rosja mogłaby osiągnąć jakąś zdolność ataku, ale to jest po prostu raczej mówione w kontekście, że trzeba być przygotowanym na różne scenariusze, że i państwa muszą się przygotować
do ewentualnego konfliktu, że zagrożenie ze strony jest duże, ale nikt nie mówi wprost, że dokładnie za półtora roku to na pewno będzie wojna, a ci ludzie, którzy tworzą te treści, żeby przyciągnąć więcej odbiorców, no to walą po prostu wprost, w pierwszym zdaniu, trzecia wojna wybuchnie za półtora roku.
No słuchajcie, no nie możemy takich rzeczy robić, nie możemy takich rzeczy mówić, bo ktoś, kto tego słucha,
uśmiechnie się pod nosem, ale są ludzie, którzy się tego boją, podejmują jakieś radykalne decyzje.
Ja, jako duży uczestnik w mediach społecznościowych, otrzymuję od ludzi mnóstwo informacji.
Panie Pawle, czy trzeba się pakować, uciekać, czy przygotowywać się do wyjazdu?
Nie można straszyć ludzi i o tym wszyscy powinni wiedzieć.
Także media społecznościowe z jednej strony nam bardzo dużo dały, również komunikację, bo od razu tutaj mi się nasuwa taka myśl, pamiętasz jak przyjechaliśmy i jak chcieliśmy się skontaktować z naszymi rodzinami w Polsce, to jedyną możliwością był serwis WDT, czyli musieliśmy się wdzwaniać w taki specjalny numer, który nas przekierowywał i dzięki temu mieliśmy darmowe połączenia, znaczy nie darmowe, tańsze, źle powiedziałam, tańsze połączenia do Polski.
które były bardzo rozsądne i to nie kosztowało dużo.
Teraz tego w ogóle nie potrzebujemy, bo po prostu mamy iPhony i możemy się widzieć z naszymi bliskami.
Są różne możliwości właśnie dzięki mediom społecznościowym, dzięki tego typu aplikacjom dzwonienia po prostu tylko za koszt internetu.
Chociaż wtedy już też rozpoczynaliśmy Skype'a, tylko to raczej wiązało się z tym, że to było zainstalowane na komputerze.
Tak, no bo kiedyś to tylko my mieliśmy iPhone'y, nasi bliscy jeszcze ich nie mieli, nie mieli takich urządzeń, teraz wszyscy mają i nie ma żadnego problemu.
Zresztą te aplikacje zaczęły wchodzić później, pamiętam.
To jest to iPhone, to jest to smartfon i są inne aplikacje, które doskonale działają na różnych modelach aparatów telefonicznych, smartfonów i nie ma to jakiegoś takiego większego znaczenia.
Zresztą nie wiem, czy pamiętasz, ja tutaj podam przykład, że z moim tatą, nieżyjącym już zresztą, kontaktowałem się wówczas za pomocą gadu-gadu i my tutaj w mieszkaniu, jak ty byłaś w jednym pokoju, a ja w drugim i ja coś tutaj robiłem w studiu na przykład, albo ty gdzieś byłaś, to sobie pisaliśmy na gadu-gadu.
Część ludzi pewnie dzisiaj nie wie już, co to jest gadu-gadu, co to było gadu-gadu, bo tego już nie ma, ale no tak, tak było.
No bo tutaj tak, żeby powiedzieć, dlaczego tak, bo jakby mieszkanie jest na tyle duże, że jak Paweł jest w jednej części, a ja jestem w drugiej, to my się nie słyszymy.
Można sobie krzyczeć, ale nie słychać.
I dlatego nam jest wygodniej na przykład, jak coś chcemy od siebie, to wtedy pisaliśmy na gadu gadu.
Teraz tego gadu gadu nie mamy.
Ale zdarza nam się, że na przykład do siebie dzwonimy, mimo że jesteśmy w jednym domu, bo jakbyśmy mieli się wydzierać, to nie będzie słychać.
No i to jest taka nasza forma komunikacji do dzisiaj, że teraz to najczęściej jest dzwonienie albo pisanie wiadomości, jak nam się nie chce iść.
To może też pomówmy troszeczkę o tej przestrzeni takiej w Waszyngtonie, bo Waszyngton jako taki nie zmienił się aż tak bardzo, bo tutaj nie ma drapaczy chmurni, inwestuje się w tego typu budynki, zresztą to wynika z przepisów.
Także on wizualnie aż tak bardzo się nie zmienił, ale myślę, że stał się bardziej taki zielony, przyjazny, że jest jeszcze więcej tej przestrzeni takiej wypoczynkowej.
więcej ścieżek rowerowych.
No i powstał system roweru miejskiego, którego nie było, jak przyjechaliśmy w 2009 roku.
Nie było hulajnóg.
No właśnie, chciałem powiedzieć, że nie było hulajnóg.
No zmienił się Waszyngton bardzo mocno.
Znalazły się też nowe przestrzenie.
Kiedy przyjechaliśmy, nie było The Wharf, czyli tej takiej dzielnicy nad wodą, nowej części, niedaleko Białego Domu zresztą.
To wszystko powstało już w czasach, kiedy my tu jesteśmy, więc Waszyngton bardzo mocno się zmienił.
African American, The People's House, wielka atrakcja Waszyngtonu, czyli tam, gdzie można doświadczyć Białego Domu i zobaczyć w skali 1 do 1 gabinet owalny.
Tego nie było.
Teraz jesteśmy w trakcie budowy wielkiego...
Muzeum pod Lincoln Memorial, to też będzie taka bardzo duża atrakcja Waszyngtonu, także tych rzeczy przybywa, ale tutaj myślę, że duża zmiana jest w transporcie, system roweru miejskiego, hulajnogi i tereny rekreacyjne.
No dobrze, i jeszcze też oczywiście narzędzia, którymi my się możemy posługiwać w pracy, no bardzo to się zmieniło, bo oczywiście ciągle naszym podstawowym narzędziem jest mikrofon, jest sprzęt do nagrywania, są laptopy, ale doszły smartfony, plus doszło bardzo wiele różnych nowych programów, które ułatwiają nam pracę.
No i oczywiście jak zaczynaliśmy, to nie było sztucznej inteligencji.
A jeszcze pamiętam, tak mogę sobie, przypominam sobie, że jak przyjechaliśmy, no i to przede wszystkim musieliśmy zacząć funkcjonować w innym języku.
To jest ta podstawowa zmiana.
I no to był też inny dostęp do takich materiałów, do których w tej chwili ma się pod kątem językowym.
I pamiętam, że jak siadałam do tłumaczenia jakichś wypowiedzi,
to początkowo musiałam sobie na zwolnionych obrotach niektóre słowa, jak ktoś coś powiedział, jak musiałam nałożyć tłumaczenie, bo tak mi było ciężko ze słuchu początkowo, bo wydawało mi się, że wszyscy tak strasznie szybko tutaj mówią, tak strasznie szybko tutaj mówią i to jest wszystko... No już teraz tego tak nie ma.
Nie wiem, czy pamiętasz, na wyposażeniu studia, że tak powiem, na wyposażeniu, po poprzednikach były słowniki papierowe, takie trzy tomy chyba, czy cztery nawet.
Więcej, kilka tomów.
Kilka tomów, nigdy tego nie użyliśmy.
Są, tak, no bo przecież nie wyrzuciliśmy tego.
No ale dzisiaj nawet, jeżeli trzeba byłoby znaleźć jakieś słowo, no to jest do tego kilka innych aplikacji.
Nikt by nie szukał tego w takim słowniku, ale to też tak było.
No ja zresztą pamiętam, przyjechałam sama, miałam taki swój słownik jeszcze z płytą CD do wymowy, oksfordzki.
który dalej leży, ale nie za dużo z niego korzystałam, bo na miejscu się okazało, że zaraz tutaj weszły te takie możliwości, że można sobie na przykład najechać na słówko myszką i się wyświetlało tłumaczenie u góry.
Mówię, o kurczę, jak fajnie.
Także też odkrywaliśmy te wszystkie takie nowe technologiczne rzeczy tutaj na miejscu.
No też tak kończąc, jak my się zmieniliśmy.
Teraz to już może taka bardzo szczupła nie jestem, no ale parę... Zgońmy to na amerykańskie jedzenie.
Tak, parę kilo mi przybyło.
Zmieniłam trochę kolor włosów i mam znowu długie włosy, bo tutaj jak przyjechaliśmy do Stanów, to miałam takie trochę, nie mówię, że bardzo krótkie, ale jednak o wiele krótsze, takie do ramiona.
Teraz już mi tak...
no, do pasa, znaczy jeszcze do pasa nie mam, ale no już tam idą w tym kierunku.
No ale już wiesz, już tam poza łopatki są, tak?
Także to jest duża zmiana.
No i też zmieniłam kolor.
Nie wiem, dlaczego ja sobie robiłam takie jasne włosy przez tyle lat.
To jest kompletnie nie mój kolor i mi to nie pasuje, ale miałam taki moment na blondynkę, ale to już mi na szczęście minęło, bo uważam, że to nie są włosy dla mnie.
No ale tu miałam taki inny kolor, także włosy...
parę kilogramów przybyło.
Paweł, no muszę powiedzieć, że Paweł dobrze się trzyma, bo przecież przez te 16 lat to mógłby bardzo posiwieć, a nie posiwiał chłopak.
Także dalej brunet wieczorową porą.
No, dziękuję ci bardzo.
No i co?
No myślę, że my jako ludzie też bardzo się zmieniliśmy przez to, że żyjemy w Stanach, bo jednak człowiek się otwiera na pewne rzeczy.
No właśnie, to jest rzecz, o której mógłbym tutaj powiedzieć, bo kiedy ja tu przyjeżdżałem...
To interesowałem się polityką, interesowałem się światem, ale to na zupełnie innym poziomie.
Nie chcę mówić, że teraz jestem ekspertem od spraw międzynarodowych, natomiast rzeczywiście na świat patrzę inaczej.
Kiedyś wiele rzeczy, jak do mnie docierało, to się tym trochę tak przejmowałem.
Dzisiaj patrzę na wypowiedzi polityków, zwłaszcza tych z całego świata, trochę inaczej.
Inaczej to odbieram, jestem w stanie bardziej poskładać.
I to są chyba...
To jest chyba ten benefit największej pracy tutaj, że mam zupełnie inne spojrzenie na świat.
To jest coś, czego się nie da określić dziś w taki sposób jednoznaczny, w żaden sposób wycenić.
Ale poza tym, co tu zobaczyliśmy w różnych miejscach, to otworzyły nam się nowe szafki w głowach, że tak powiem, że tak to określę.
Nauczyliśmy się patrzeć na świat z innej perspektywy.
Ja nie będę ukrywa, że od samego początku Ameryka mnie fascynowała.
Nie miałam czegoś takiego, że bardzo tęskniłam za Polską, że nie mogę się tutaj odnaleźć, że jest mi ciężko.
Wręcz odwrotnie, nawet miałam takie różowe okulary na nosie i na tą Amerykę patrzyłam z taką fascynacją i dalej patrzę na nią z fascynacją.
Zresztą stąd się wziął podcast.
To się zaczęło od bloga, który zaczęłam pisać
który się nazywa tak samo Ameryka i ja, bo chciałam się tą Ameryką dzielić.
Chciałam o niej opowiadać, chciałam, no żeby inni też się dowiedzieli i nie chciałam tylko zamęczać moich znajomych opowieściami o Ameryce.
Chciałam to gdzieś zostawiać i stworzyłam sobie takie miejsce w sieci i potem właśnie sześć lat temu pojawił się pomysł.
Od mojego szefa w Radiu RMF Classic, żebym zaczęła nagrywać podcast na temat Stanów Zjednoczonych i weszłam w to jak w masło powiem.
Od razu się zgodziłam i ten projekt się rozwijał i dalej się rozwija.
I gdyby Stany mnie nie ciekawiły, nie byłabym w stanie przez sześć lat nagrywać tego podcastu co wtorek, bo to jest tydzień w tydzień.
Czasami, nie w każdym roku, pojawiały się jakieś tam dwutygodniowe przerwy dla mnie na oddech, na urlop.
Chociaż w tym roku, jak jechałam na urlop do Polski, to nagrywałam dalej odcinki.
Te, które mogłam nagrać wcześniej, to nagrałam.
Niektórych nie nagrywałam wcześniej, czyli nawet w trakcie robiłam podcast.
Bo po prostu czuję, że muszę dalej o tej Ameryce gadać, dzielić się z nią.
No i przy okazji też trochę wciągnęłam w niektóre odcinki Pawła, który tutaj siedzi ze mną, także ma też swój udział w rozwijaniu mojego podcastu Ameryka i ja.
Ale jedno możemy powiedzieć, że te 16 lat to był rollercoaster, bardzo ciekawy czas w życiu naszym, ale też i świata.
No i chyba, gdyby ktoś mnie dzisiaj zapytał, czy warto było, było.
Ja nigdy nie żałowałam.
Cieszę się, że podjęliśmy taką decyzję.
Była to, pamiętam, że dla niektórych naszych znajomych nawet można powiedzieć decyzja szokująca.
My po prostu, jak życie nam taką możliwość postawiło przed nosem, to weszliśmy, wskoczyliśmy do tego pędzącego pociągu i jedziemy dalej.
Myślę, że to tyle, co na dzisiaj przygotowaliśmy w tym takim odcinku trochę wspominkowym z okazji odcinka numer 300.
I rzecz jasna, jeżeli nie macie naszych e-booków i audiobooków z serii Ameryka i my, to bardzo polecamy, bo w obu powiedzieliśmy dużo, dużo więcej na temat naszego życia w Stanach, na temat naszych podróży w Stanach Zjednoczonych.
Są tam też oczywiście kulisy naszej pracy.
A wszystko na www.amerykaimy.pl To tyle na dziś.
Słyszymy się w kolejny wtorek.
Dziękuję Ci Paweł za udział w tym odcinku.
Dziękuję i do usłyszenia.
Ostatnie odcinki
-
326. Jak naprawdę wygląda kariera naukowa na Ha...
03.02.2026 05:00
-
325. Wielki Kanion, Yellowstone czy Zion: nowe ...
27.01.2026 05:00
-
324. W amerykańskiej drogerii
20.01.2026 05:00
-
323. Po co Stanom Zjednoczonym Grenlandia?
13.01.2026 05:00
-
322. Amerykańskie obywatelstwo z urodzenia prze...
07.01.2026 08:22
-
321. Oficjalny Ornament Białego Domu 2025: porc...
23.12.2025 05:00
-
320. Dom jak z amerykańskiej bajki. Z Kingą Woj...
16.12.2025 05:00
-
319. Grudzień w USA: jak popkultura robi swój f...
09.12.2025 05:00
-
318. Świąteczny Nowy Jork: magia, tłumy i codzi...
02.12.2025 05:00
-
317. Gdy Thanksgiving przenosi się do restaurac...
25.11.2025 05:00