Mentionsy
Duży Format: Dlaczego sklep internetowy, który miesiącami nie wysyła opłaconych zakupów, wciąż działa?
Aleksandra Zbroja rozmawia z Marcinem Wójcikiem, który opisał na łamach Dużego Formatu sprawę kilkuset klientów poszkodowanych przez internetowy sklep Gebe. Jak to możliwe, że mimo wielu zgłoszeń na policję, strona internetowa sklepu nie została do tej pory zablokowana? Gdzie jest faktyczny właściciel tej spółki? I co podczas zakupów online powinno wzbudzić naszą nieufność do sprzedawcy? Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].
Szukaj w treści odcinka
Jeśli tak jak my w Wyborczej kochasz książki, weź udział w plebiscycie Nike Czytelników.
Zagłosuj na książkę i napisz swoją recenzję.
Wygraj voucher na wycieczkę o wartości 5 tysięcy złotych.
Czekamy do 30 września na wyborcza.pl ukośnik Nike.
To jest ósma dziesięć.
Jak internetowy sklep oszukał kilkaset osób i wciąż działa.
8.10 Aleksandra Zbroja, poniedziałek z dużym formatem.
Dziś łączymy się z Marcinem Wójcikiem.
A łączymy się w sprawie bardzo blisko naszej codzienności, a mianowicie w sprawie zakupów internetowych, tych przyznam mniej udanych, bo Marcin jest autorem reportażu o tym, jak państwo...
wspiera, albo może inaczej, jak nie wspiera, albo jak usiłuje wspierać, albo jak nie usiłuje wspierać osób oszukanych w internecie.
Ja tak dosadnie powiedziałam, bo taki wniosek, przyznam, że aż ciśnie mi się na usta po przeczytaniu twojego, Marcinie, tekstu, twojego śledztwa, ale od początku zarysuję może najpierw słuchaczom kontekst.
Wyobraźcie sobie Państwo, że chcecie kupić klocki dla dziecka na urodziny, albo że chcecie kupić basen ogrodowy, albo że macie firmę i potrzebujecie 10 foteli biurowych.
no to wchodzicie sobie do sieci, trafiacie na stronę, gdzie są dobre ceny, ale wiecie, nie takie podejrzanie dobre, że klocki kosztują 10 zł, tylko na przykład 290 zamiast 340.
Na tej stronie produkty są markowe, strona też wygląda okej, wygląda porządnie.
Ja dziś wchodziłam na rzeczoną stronę, zaraz powiemy o co chodzi.
No i faktycznie zachęca do zakupu.
No więc kupujemy te klocki, płacimy przelewem 290 zł i czekamy.
Czekamy, czekamy, czekamy, no i klocki nie przychodzą.
No więc piszemy maila, że co się dzieje, gdzie jest mój zakup, ale dostajemy bardzo przemiłą, ale automatycznie wysyłaną odpowiedź zwrotną.
I tak z koleżnym kolejnym mailem.
No więc dzwonimy, ale nie możemy się dodzwonić do tej firmy.
No i co w takiej sytuacji można zrobić?
Mi przyszło do głowy, że napisałabym do ŁOKIK-u, czyli do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta.
Marcin, co jeszcze można zrobić tak w teorii?
Bo potem powiemy, jak te nasze działania się przełożą na rzeczywistość.
Ale tak poteoretyzujmy sobie troszeczkę na początek.
No przede wszystkim dzwonić tam, wysyłać maile do sklepu.
Czyli dzwonimy, wysyłamy maile.
To chyba powinno być uporczywe wręcz.
Jeżeli to nie przynosi skutku, no to tak jak powiedziałaś, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.
Jest też taka strona rządowa cert.pl, ale oni nam pomogą tylko wtedy, jeśli ten sklep będzie się podszywał pod inne znane marki.
I teraz czekaj, zatrzymam cię, żebyśmy wyjaśnili, co to jest za strona.
To jest strona rządowego zespołu zajmującego się oszustwami internatywymi.
Tutaj taki przypis krótki zrobiłam i możesz kontynuować.
Tak, ale właśnie oni w tym przypadku nie mogli pomóc klientom, dlatego że ten sklep to jest spółka, która jest zarejestrowana.
To jest sklep, który wysyłał też do klientów zakupy.
To nie jest sklep, który u podstaw ma oszustwo, to znaczy, że w ogóle nie wysyła, tylko wyłudza pieniądze, czy też nawet pozyskuje nasze hasła do konta.
Tylko sklep, który opisywałem, niektórym klientom wysyłał zakupy.
Więc ta strona rządowa w tym przypadku, ten zespół rządowy nie mógł pomóc klientom.
No i zaczekaj, ale jeżeli te dwie rzeczy nie zadziałają, to możemy pójść jeszcze na policję, prawda?
A no właśnie, możemy pójść do najbliższego komisariatu i zgłosić sprawę.
Możemy też udać się do prokuratury.
I chyba tyle.
No też jeszcze jest rzecznik konsumenta w każdym powiecie powinien być.
I do takiego rzecznika konsumenta można się udać.
No dobra, no to teraz była teoria i przejdźmy do praktyki.
Bo ty opisujesz tutaj taki case study, taki przypadek.
No i okazuje się, że rzeczony sklep nie jest tak, że oszukał tylko jedną osobę.
Po szybkim rozeznaniu okazało się, że tych osób poszkodowanych jest więcej.
W reportażu piszesz o 200 osobach.
Podejrzewam, że jest ich jeszcze więcej.
To może jeszcze zanim ta praktyka, powiedzmy na szybko, co to są za osoby, bo do wielu z nich dotarłeś.
Tak w ogóle to zaczęło się od tego, że natrafiłem na Facebooku na wpis historyczki sztuki Adrianny Gajdziszewskiej, która w styczniu opisała swoją historię ze sklepem Gebe, bo chodzi o sklep internetowy Gebe.
I ona tam opisuje, że zwróciła lampę, ale już nie dostała zwrotu pieniędzy za tą lampę.
Po prostu mimo wezwania przedsądowego sklep przestał się odzywać.
I pod jej wpisem na Facebooku pojawiło się mnóstwo komentarzy osób, które czuły się, które zostały oszukane przez rzeczony sklep.
No i ta skala tych komentarzy, skala historii, też tam ludzie pisali, że zgłaszali na komisariat policji, że zgłaszali na prokuraturę.
że zgłaszali do Urzędu Ochrony Konsumentów.
No i to był styczeń, tak?
I później przez kolejne miesiące od stycznia do lipca, sierpnia tych komentarzy przybywało.
I tak sobie zadałem pytanie, no to w związku z tym, skoro to było do wszystkich świętych zgłaszane, to dlaczego ten sklep nadal działa?
Skontaktowałem się właśnie z osobami poszkodowanymi,
bardzo chętnie wiele osób zechciało opowiedzieć swoją historię i to, co wybrzmiewało z tych opowieści, to po pierwsze chyba to, że mają żal do służb, już nawet nie wściekłość na sklep, że stracili 200, 300 czy 5000 zł, tylko to, że mimo iż zgłaszali to policji czy prokuraturze,
Nic się nie wydarzyło.
Ich sprawy zostały umorzone albo też w ogóle odmówiono im wszczęcia postępowania.
No właśnie, ale co na to łokik?
Rozmawiałem z klientami, którzy zgłaszali to do Urzędu Ochrony Konsumentów.
i urząd jeszcze nie zajął się ich sprawą.
Tam jeden z klientów napisał do nich maila, dostał automatyczną odpowiedź, gdzie trzy miesiące urząd ma na rozpatrzenie, na zajęcie się sprawą, zgłoszeniem.
Trzy miesiące.
Wspomniałeś też o działaniach albo o braku działań policji i prokuratury.
Bo faktycznie opisałeś w reportażu sytuację nie jednej, nie dwóch, ale wielu osób, które zgłosiły taką sprawę na policji i w związku z tym właściwie nie wydarzyło się nic?
Czy ja dobrze zrozumiałam?
Właściwie nie wydarzyło się nic.
Policja odmawiała wszczęcia sprawy.
Umożyli postępowanie niejedno.
Umożyli, bo?
Te tłumaczenia są różne.
Zazwyczaj nie potrafili jakby dotrzeć do sprawcy, czyli do sklepu, ale o tym jeszcze za chwilę powiemy, o tej spółce.
Chciałem tutaj przytoczyć sprawę z Wejherowa, prokuratura rejonowa w Wejherowie.
oddaliła zgłoszenie pani Beaty, która straciła około 500 zł, dlatego że jest to znikoma szkodliwość czynu, tak przynajmniej tłumaczyła prokuratura.
rejonowa Wejherowie.
Wejdę Ci w słowo, bo moją uwagę zwróciło takie zdanie Twojej bohaterki, która mówi, że ona mogła wystąpić na drogę cywilną, ale wydałaby więcej na prawnika niż warta była jej szkoda, czyli około 500 zł.
I ona ma taki wniosek z całej tej sprawy, taką konkluzję, że sklep po prostu korzysta na tym, że ludziom nie opłaca się ścigać ich po sądach.
Czy w twojej ocenie to jest faktycznie modus operandi tej firmy?
Może tak być, rzeczywiście może tak być, bo często te zakupy sięgają kwoty rzędu 200, 300, 500 zł i rzeczywiście jeśli ktoś miałby rozpocząć tutaj sprawę sądową, cywilną, no to pewnie na prawnika trzeba by było wydać więcej.
Więc klienci rezygnują, po prostu odpuszczają, widząc jeszcze tutaj, że policja też się nie kwapi do tego, by im pomóc.
Więc może to być sposób działania rzeczywiście sklepu.
No i prokuratura rejonowa w Wejherowie uznała, że te 432 zł to jest znikoma niska szkodliwość czynu.
No i nie zajęli się sprawą pani Beaty.
No ale przecież takich osób myślę, że szacuję, że to setki oszukanych.
W związku z tym nie można jakby jednostkowo traktować sprawy pani Beaty, tylko trzeba spojrzeć na ten sklep szerzej.
No właśnie, mój wniosek przyznam po przeczytaniu tego tekstu jest taki, że nic tylko zakładać takie firmy.
Oczywiście ironizuję, ale przejdźmy od ironii do konkretu.
Powiedz, jeżeli oszukał nas sklep internetowy, to od jakiej kwoty prokuratura może zająć się sprawą?
Jeśli ktoś czuje się oszukany, nie ma tutaj dolnej granicy.
Prokuratura powinna rozpatrzeć każdą sprawę, powołuje się tutaj.
Każde takie zgłoszenie powołuje się na moją rozmowę z adwokatem karnistą, którą mam w tym reportażu.
Opowiedzmy teraz o firmie trochę więcej.
Prezes tej firmy wcześniej był udziałowcem w innej firmie, która również nie cieszyła się dobrymi opiniami.
Czy powiesz o tym człowieku coś więcej, bo zrobiłeś takie małe dochodzenie?
Tak, próbowałem odnaleźć prezesa spółki GB.
Spółka była najpierw zarejestrowana w Warszawie, w wirtualnym biurze.
na Alei Jana Pawła II.
Kilka miesięcy temu przenieśli się do Katowic i również są w wirtualnym biurze.
Co to jest wirtualne biuro?
Jest to firma, która daje adres, który jest niezbędny do założenia spółki.
To znaczy rejestrujemy spółkę w KRS i żeby to zrobić, no to musimy mieć adres.
No więc są takie firmy w Polsce, które użyczają adresu na potrzeby KRS.
No i właśnie spółka GB
była zarejestrowana w Warszawie na Jana Pawła II, ale kilka miesięcy temu przenieśli się do Katowic na ulicę Warszawską.
Byłem w Warszawie, tam nie chciano mi nic powiedzieć na temat spółki GB, pojechałem też do Katowic.
by porozmawiać z prezesem spółki, ale w tym wirtualnym biurze również nie przekazano mi żadnych innych kontaktów do prezesa, do spółki niż te dostępne w KRS-ie.
Prezesem GB jest pan Patryk Śleć, tak wynika z KRS.
No i tutaj rozmawiałem z policją.
I jak się dowiedziałem od nich, pan Patryk Śleć jest słupem, a rzeczywistym zarządcą, rzeczywistym prezesem jest ktoś inny.
Policja, prokuratura szukają tej osoby teraz.
Anna Olesiuk, adwokatka z Białegostoku, z którą rozmawiasz na potrzeby tego tekstu, mówi o takim mechanizmie działania podobnych sklepów.
I to by miało wyglądać tak, że e-oszuści najpierw wysyłają zakupy.
Założymy sklep, wysyłamy zakupy, żeby pozyskać pozytywne opinie w sieci.
Później, no a co się dzieje później, no to jest bardzo sprytne, bo coraz więcej klientów nie dostaje zakupów, a potem firma ogłasza upadłość.
Im bliżej do ogłoszenia tej upadłości, tym więcej oszukanych.
A kiedy firma ogłasza w końcu tę upadłość, to wydaje się, że jest pozamiatane.
Tylko czy faktycznie, Marcin, czy jeżeli spółka jest w upadłości, to jest bezkarna?
Nie jest bezkarna.
Po pierwsze, za oszustwa spółki odpowiada prezes i odpowiadają ci, którzy w spółce zasiadają.
Spółka GB ma tylko prezesa, nie ma tam członków zarządu.
Przynajmniej w KRS-ie tego nie znalazłem.
Ale wracając już do twojego pytania, można pociągnąć do odpowiedzialności przedstawicieli zarządu, czyli na przykład prezesa.
Jeśli spółka nie ma majątku, bo tak często bywa, że spółka w upadłości już nie ma majątku, no to można te pieniądze ściągnąć z prywatnego majątku choćby prezesa zarządu.
No pytanie, czy prezes zarządu wcześniej się nie zabezpieczył i nie przepisał swojego majątku na żonę czy na dzieci, tak może być?
aczkolwiek jak tutaj wiem od adwokatów, którzy zajmują się sprawami karnymi, często kiedy już dochodzi do sprawy karnej, no to przedstawiciele zarządu zaczynają współpracować z prokuraturą no i starają się...
oddać długi.
Oczywiście różnie z tym bywa, ale nie jest tak, że spółka w upadłości jest bezkarna i nie można już nic zrobić, bo tak jak powiedziałem, jeśli nie ma majątku na koncie spółki, to można pociągnąć tutaj do odpowiedzialności przedstawicieli zarządu z ich majątku, próbować ściągnąć pieniądze.
Kiedy próbuję się zorientować, w jaki sposób kupić te, dajmy na to, klocki w internecie i zrobić to bezpiecznie, internet podpowiada mi, że mam się upewnić, że na przykład strona sklepu korzysta z bezpiecznego protokołu HTTPS.
To znaczy, że adres zaczyna się od tego HTTPS, dwóch kropek i dwa ukośniki.
Że strona ma certyfikat SSL, który szyfruje przesyłane dane.
Że sklep korzysta z bezpiecznych metod płatności.
Że mam być nieufna wobec podejrzania niskich cen.
Że nigdy mam nie podawać kodu PIN do swojej karty.
Że mam zachować wszystkie dokumenty związane z zakupem też online na wypadek reklamacji albo na wypadek sporu.
Że mam zachować ostrożność wobec podejrzanych wiadomości i maili i linków, które mogą służyć do wyłudzania danych.
Co byś Marcinie dodał do tej listy, bo przyznam, że ona w przypadku sklepu jak Gebe jest dosyć nieprzydatna, bo ten sklep ma HTTPS, bo nie ma podejrzania niskich cen, bo nikt nie wyłudza ode mnie danych i właściwie paradoksalnie wydaje się, że na tym polega trudność tej sytuacji, że ci oszuści oszukują nas za mało albo sprytnie, może to jest lepsze słowo.
W przypadku sklepu GB uwagę klientów powinno zwrócić to, że nie ma możliwości zapłaty za pobraniem, czyli płacimy wtedy, kiedy przychodzi do nas paczka.
Tam takiej możliwości nie ma.
Nie ma też możliwości zapłaty kartą kredytową.
Jest tylko blik i jest tylko przelew z konta na konto.
czyli tylko te dwie możliwości, to powinno zwrócić naszą uwagę na pewno od razu.
A dlaczego ten blik jest gorszą formą płatności?
Bo tutaj w przypadku jakby, jeśli zwrócimy się do banku, no to nie zadziała procedura zwrotu pieniędzy.
No zresztą podobnie w przypadku przelewu z konta na konto.
Powiedz Marcinie, co się dzieje w tej sprawie teraz?
Bo wiem, że po pierwsze dostajesz masę listów.
Tak, dostaję wciąż listy od ludzi, którzy zostali oszukani przez GB.
To po pierwsze.
Po drugie, powiedzmy to, co jest bardzo istotne, wydaje mi się, czyli prokuratura krajowa rozpoczyna wielkie postępowanie w sprawie sklepu GB.
Będzie tam zaangażowany kilku prokuratorów, którzy zbierają informacje z całej Polski, z komisariatów, z prokuratur rejonowych dotyczących sklepu GB.
Jest szansa, że prawdziwi jakby tutaj mocodawcy, przedstawicieli sklepu zostaną ujawnieni.
No i to jest taki duży, duży tutaj plus.
Ale teraz na minus powiem, nagrywamy się 3 września, parę dni po publikacji twojego tekstu w internecie i ja w dalszym ciągu mogę te życzone klocki kupić lub ich właściwie nie kupić za pośrednictwem witryny Gabet, co znaczy sklep nadal działa.
No i to jest dla mnie niezrozumiałe.
Sklep nadal działa, tak.
No ja w kontakcie z prokuraturą jestem...
Gdzieś od połowy sierpnia informowałem prokuraturę o tym, co się dzieje w sprawie GB.
No i tak jak mówisz, jest wrzesień, sklep nadal działa.
Potencjalnie wciąż ludzie mogą być oszukiwani.
No tego nie wiemy.
Nie mam kontaktu z klientami, którzy teraz we wrześniu zostali oszukani, ale uważam, że taki sklep powinien być natychmiast zablokowany.
No i trzymamy za to kciuki, trzymamy kciuki za poszkodowanych, ostrzegamy przed firmami jak ta.
No i cóż, żegnamy się z Państwem.
Aleksandra Zbroja, Marcin Wójcik i nasza producentka Martyna Turska.
Do usłyszenia za tydzień.
Jeśli tak jak my w Wyborczej kochasz książki, weź udział w plebiscycie Nike Czytelników.
Zagłosuj na książkę i napisz swoją recenzję.
Wygraj voucher na wycieczkę o wartości 5 tysięcy złotych.
Czekamy do 30 września na wyborcza.pl ukośnik Nike.
Ostatnie odcinki
-
Rozmawiamy z posłem PiS Andrzejem Śliwką
04.02.2026 05:00
-
Słowacja, Czechy, Węgry. Jest szansa na zwrot k...
03.02.2026 05:00
-
Czy Bieszczady to polska Okinawa?
02.02.2026 05:00
-
Afganistan to najlepszy czas mojego wojskowego ...
31.01.2026 05:00
-
Dawid Krawczyk: Dobrze, że możemy się ze sobą n...
30.01.2026 05:00
-
Jak dostać pracę w branży kosmicznej?
29.01.2026 05:00
-
Spór o ambasadorów szkodzi Polsce. Zagraniczni ...
28.01.2026 05:00
-
„Ciepło z Polski dla Kijowa”. Pierwsze agregaty...
27.01.2026 05:00
-
Duży Format: Czy kura niemiecka jest szczęśliws...
26.01.2026 07:40
-
Min. Gawkowski: Na wojnie cyfrowej trzeba patrz...
24.01.2026 05:00