Mentionsy

8:10
29.09.2025 04:00

Duży Format: Czy mieszkańcy przesmyku suwalskiego czują się bezpieczni

Aleksandra Zbroja rozmawia z Marcinem Wójcikiem, reporterem Dużego Formatu, który odwiedził Suwalszczyznę, by sprawdzić co miejscowi myślą o zagrożeniu ze strony Rosji i czy przygraniczne powiaty są przygotowane na ewentualną wojnę. Więcej podcastów na: https://wyborcza.pl/podcast. Piszcie do nas w każdej sprawie na: [email protected].

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 191 wyników dla "Prawa i Sprawiedliwości"

Autopromocja Jeśli tak jak my w Wyborczej kochasz książki, weź udział w plebiscycie Nike Czytelników.

Zagłosuj na książkę i napisz swoją recenzję.

Wygraj voucher na wycieczkę o wartości 5 tysięcy złotych.

Czekamy do 30 września na wyborcza.pl ukośnik Nike.

To jest ósma dziesięć.

Czy mieszkańcy Przesmyku Suwalskiego czują się bezpieczni?

Aleksandra Zbroja, 8.10, podcast Gazety Wyborczej, poniedziałek z dużym formatem.

Dziś rozmawiam z naszym reporterem Marcinem Wójcikiem.

Marcin odbył ostatnio, myślę, że interesującą podróż w wyjątkowe miejsce.

Mówi się o nim pięta Achillesowa NATO.

Mówi się też najniebezpieczniejsze miejsce w Europie.

Niektórzy wręcz mówią, że na świecie.

Różne mniej lub bardziej straszne określenia funkcjonują w odniesieniu do tego miejsca, do którego pojechałeś ty Marcinie, czyli do Przysmyku Suwalskiego.

Zresztą rozśmieszyło mnie, jak jeden z twoich rozmówców powiedział, że do niedawna nie wiedział, że mieszka w takim regionie, że mieszka w Przysmyku Suwalskim.

Bo z tego co rozumiem, to było miejsce, w którym niegdyś ludziom się mieszkało dobrze, czuli się bezpiecznie, układali sobie jakieś relacje z ludźmi z zagranic.

No ale właśnie, może powiedz nam więcej, co to jest za miejsce i dlaczego określenia tak nas straszą tego miejsca?

Słusznie czy niesłusznie?

Przesmyk suwalski to właściwie jest takie określenie wojskowe, strategiczne i to określenie chyba nawet nie urodziło się w Polsce, tylko gdzieś tam na szczytach NATO.

Jest to odcinek obszar Polski między rosyjskim Królewcem a Białorusią.

No i to jest taki właśnie przesmyk, taki wąski obszar, tam chyba najszersza część tego odcinka to jest 64 kilometry, gdzie wojskowi mówią, że Rosja, Putin mają chrapkę na ten obszar, by właśnie z Białorusi...

sojusznika Rosji, przedostać się do Królewca, a co najważniejsze, odciąć kraje bałtyckie, Litwę, Łotwę, Estonię od NATO, od krajów NATO.

Więc to jest właśnie ten przesmyk.

I kiedyś tak siedząc sobie w domu, oglądałem wiadomości w telewizji i ciągle jakby byłem bombardowany tym hasłem przesmyk suwalski.

No i pomyślałem sobie, ojej, trzeba tam pojechać i zobaczyć, co ludzie na ten temat sądzą, myślą, ci, którzy tam żyją.

Właśnie, bo nie napisałeś reportażu z dziedziny, no nie wiem, wojskowości, tylko to jest reportaż przy ludziach bardzo, znaczy o mieszkańcach i mieszkankach.

Może żeby państwo mogli sobie to lepiej na mapie osadzić, to jest ten rejon, gdzie są Suwałki, Augustów, też Sejne.

Więc to są miejsca, w Sejnach mieszka 5 tysięcy osób, więc to nie są miejsca bardzo gęsto zaludnione.

ale jednak dużo się tam dzieje.

Dużo się tam dzieje.

Ma ten obszar duże znaczenie dla Polski, ale również dla NATO.

Więc ja tam pojechałem na kilka dni, by rozmawiać z mieszkańcami, również z samorządowcami, czyli z wójtami, z burmistrzami tego miejsca.

I takie moje główne pytanie było, czy czują się tam bezpiecznie.

Zanim odpowiemy na to pytanie, zanim właściwie zreferujesz, jak odpowiedzieli na pytanie twoi rozmówcy, rozmówczynie, przypomnę naszym słuchaczkom, słuchaczom, że w lutym bieżącego roku Marcin Wójcik odwiedził przewodów.

I chciałabym troszeczkę zestawić te twoje dwie podróże, dwie wizyty.

Bo ty wówczas, no, gorzkie słowa usłyszałeś wtedy od członka zarządu powiatu chrubieszowskiego, Marka Poznańskiego, który, jak rozumiem, mówił wówczas w imieniu również starosty.

Przypomnę może państwu, że powiat chrubieszowski jest najdalej wysuniętym na wschód powiatem.

To jest też jedyny powiat, w który uderzyła rakieta, zginęli tam ludzie.

Z reportażu zapamiętałam sobie taki stan wyczekiwania...

co powie, co zrobi centrala, czyli przez centralę mam na myśli Warszawa, co zarządzi, co nam da, nie tylko materialnie, ale też w kontekście przepisów.

Powiedz, czy ten stan wyczekiwania zamienił się na tej wschodniej ścianie, w stan działania po ostatnich wydarzeniach dronowych?

Tak, więc przywołałaś przed chwilą Marka Poznańskiego, członka zarządu starostwa chrubieszowskiego.

Przewodów leży właśnie na terenie tego powiatu chrubieszowskiego.

I tutaj pozwolę sobie zacytować pana Marka Poznańskiego, który powiedział...

Dla dobra kraju trzeba powiedzieć wprost.

Nasze przygotowania to mokra tektura.

Rządy nic nie zrobiły, by wzmocnić przygraniczne powiaty.

Miałem wrażenie, że Marek Poznański chciał wykorzystać to, że jest tam gazeta, że są tam media i powiedzieć, jakby wstrząsnąć rządzącymi, że oni się czują pozostawieni przez tutaj centralę.

I właściwie w podobnym tonie wypowiedział się wójt tej gminy, gdzie spadła rakieta, pan Grzegorz Drewnik.

który również czuje, że państwo, rząd mogliby więcej, ale tu chyba lepsze słowo będzie, mogliby cokolwiek zrobić.

Wiesz, ja nie mam narzędzi ani odpowiedniej wiedzy, żeby zweryfikować te jakże mocne twierdzenia.

Mogę powiedzieć jedynie, jak sytuacja wygląda u mnie.

Mieszkam w gminie podwarszawskiej.

No i ta sytuacja nie wygląda wesoło.

Okazało się ostatnio, że w Wydziale Bezpieczeństwa pracuje, uwaga, jedna osoba na całą gminę.

I kiedy Marcinowi o tym powiedziałam przed nagraniem, w ogóle nie był zdziwiony.

Tak, w ogóle nie jestem zdziwiony, bo kilka miesięcy temu dyrektor Wydziału Bezpieczeństwa Zarządzania Kryzysowego w Makowie Mazowieckim, mówimy o powiecie teraz, o strukturach powiatowych, pan Mariusz Sośnicki,

No powiedział mi, że zazwyczaj w tych wydziałach do spraw bezpieczeństwa, czy to w gminie, czy to w powiecie, właściwie nie ma nawet całego etatu.

To jest jedna szesnasta etatu, bo urzędnicy jakby zajmują się tymi sprawami z doskoku.

Mają jeszcze mieszkalnictwo, mają leśnictwo, więc co my tu mówimy o jakimś...

wielkim przygotowaniu, kiedy w gminach, tak naprawdę w powiatach, ani nie ma na to pieniędzy, ani wydaje mi się też często, no nie ma takiego poczucia, że trzeba to robić, że no przecież tej wojny nie będzie, no to po co my to będziemy te strony budować.

No właśnie, wracając może do opowieści o mojej podwarszawskiej gminie, ja zadzwoniłam do tego jednego człowieka, który pracuje w Wydziale Bezpieczeństwa, żeby zapytać nawet nie o schrony, bo ja o tym schronie nie marzę, ale o miejsce schronienia.

Jest zasadnicza różnica pomiędzy tymi dwoma.

No i okazało się, że jest ich kilka na nas wszystkich, na całą gminę, o wiele za mało.

W dodatku są od mojego domu daleko i właściwie nie miałoby sensu tam się udać, jeżeli cokolwiek by się działo.

No więc zapytałam tego człowieka o procedurę bezpieczeństwa w placówkach oświatowych, no więc nie ma tych miejsc schronienia dla nas, a jak jest w szkołach?

Mam dwójkę dzieci, jedno w przedszkolu, drugie w szkole podstawowej i bardzo mi zależy na ich bezpieczeństwie, rzecz jasna.

No i okazało się, że gmina zrzuca jakby na szkołę odpowiedzialność, żeby stworzyła szkoła sobie te procedury bezpieczeństwa, a szkoła mówi, że ona jakby nie ma kwalifikacji, żeby to zrobić i oczekuje, że gmina ją będzie wspomagać.

Oczywiście chodzi tutaj o zapasy wody, jedzenia, generator prądu, właśnie wyznaczenie miejsca schronienia dla wszystkich dzieci i nauczycieli, wyznaczenie miejsca zbiórki też dla rodziców.

Ja rozumiem, że szkoła sama nie jest w stanie zapewnić sobie tych wszystkich rzeczy.

Przepraszam, dopowiem, ale przecież ustawa z zeszłego roku o ochronie ludności cywilnej i obronności narzuca na gminy, na samorządy taki obowiązek, żeby przygotować, a nie na szkoły, więc przede wszystkim gmina, samorząd.

No więc właśnie, ale tutaj następuje dalej spychologia, że czekamy na dalsze rozporządzenia i dalsze wytyczne.

No więc ta spychologia była właściwie takim wątkiem przewodnim w tej rozmowie.

I po lekturze, dlaczego o tym w ogóle ci mówię i państwu o tym opowiadam?

Dlatego, że po lekturze twojego reportażu miałam wrażenie, że ta spychologia to nie jest tylko case mojej gminy, że tak powiem z angielska.

Ale to jest sytuacja, która ma miejsce również w innych miejscach, również tych gminach, które są wysunięte na wschód i których mieszkańcy...

czują się, podejrzewam, bardziej zagrożeni niż mieszkańcy miejscowości pod Warszawą.

Różnie to bywa.

Jedni są zdziwieni w ogóle tym pytaniem, że ja pytam, czy czują się bezpiecznie tutaj.

No bo przecież zawsze było bezpiecznie, dlaczego miałoby być inaczej.

Inni z kolei czują się pozostawieni.

Niestety tutaj pokutuje to, co zrobili politycy, czyli politycy Prawa i Sprawiedliwości, którzy powiedzieli w kampanii wyborczej, że wschód zostanie odcięty od pomocy wojskowej.

Wszyscy pamiętamy te słowa.

Pamiętamy te słowa i muszę państwu powiedzieć, muszę tobie powiedzieć, że to pokutuje i ja to tam słyszałem od niektórych mieszkańców, że i tak nas tutaj zostawią, że na Wiśle zatrzyma się obrona.

To poszło w świat i to trzeba prostować, gdzie się da.

Więc jedni czują się zagrożeni, inni mniej.

Rozmawiałem z rolnikiem, z panem Rajmundem, który zrobił już zapasy żywności, takiej specjalnej.

Na wszelki wypadek żonę, dzieci odeśle gdzieś na zachód, za Wisłę, jak on to mówi.

Daj im tą żywność, którą już kupił.

A on do mnie, a co z moimi krowami?

A tych krów tam ma 110, jeśli się nie mylę.

Więc w jego głowie te pytania się rodzą.

Co będzie, jak rzeczywiście konflikt zbrojny stanie się faktem na ziemiach polskich.

No ale są też tacy, którzy w ogóle do tej pory nad tym się nie zastanawiali.

Żyją dniem codziennym, jak to się mówi.

Nie wszyscy samorządowcy chcieli ze mną rozmawiać.

Miałem wrażenie, że moje pytania jakoś ich...

A jakie to są konkretne pytania?

Czy są zapasy żywności, wody?

Wójt gminy Rutka, Tartak, to jest właśnie taka piękna gmina na Suwalszczyźnie, zechciał ze mną rozmawii powiedział wprost, nie mamy schronów.

Nawet szkoła nie mogłaby być schronem, ponieważ nie mamy podpiwniczenia.

Nasz urząd gminy jest tak stary, że strażacy powiedzieli, żeby do piwnic lepiej nie wchodzić, bo piwnica nie wytrzyma najmniejszego wstrząsu.

Nie mają magazynów żywności, nie mają magazynów wody.

Właściwie mają to, co teoretycznie można zrobić, czyli wyznaczone miejsca ewakuacji, czyli jakieś place, gdzie...

można się spotkać, w sensie do ewakuacji.

I to, co ciekawe, wyznaczone są na terenie gminy osoby, tak zwani kurierzy, których zadaniem będzie powiadamianie mieszkańców o zagrożeniu.

W razie gdyby łączność, gdyby telefonii nie było, gdyby to wszystko wysiadło, to tacy kurierzy są wyznaczeni, będą, podejrzewam, samochodami jeździć i ostrzegać ludzi.

Więc w teorii jakieś takie teoretyczne rzeczy, które można było dopiąć, są jakoś tam dopięte.

No ale magazyny żywności nie ma.

Magazyny wody nie ma.

Wiesz, to jest przerażające, bo znowu powrócę do tego reportażu z lutego.

Minęło kilka miesięcy, rozmawiamy we wrześniu i twój bohater, o którym już wspominaliśmy, czyli pan Marek Poznański, mówił wprost, że właśnie nie będzie bawełny w jego opowieści.

Powie jak jest, a jest tak, że nie mają w zapasie nawet butelki wody i puszki konserwy.

Mają jakieś stare koce, które są gdzieś magazynowane w jakiejś szkole rolniczej między traktorami i zagnieździły się tam kuny.

Taką informację od pana Marka Poznańskiego dostałem.

Czyli rozumiem, że to zamieszanie związane z rakietą tak naprawdę, no nic się w związku z tym nie stało.

Minęło już sporo czasu od rakiety i po tym czasie właściwie nic się więcej nie zadziało.

Może tutaj dopowiem, że województwo podlaskie dostało 160 milionów złotych na takie cele właśnie ochrona ludności cywilnej.

Nie chodziło tylko o konflikt, ale w ogóle jakiegoś kryzysu.

No i właśnie pytałem wójta Rutki Tartak, czy z tego tortu coś dostał.

Ja może przerwę ci na chwilę, ponieważ wyczytałam, że w ramach programu ochrony ludności i obrony cywilnej środki, o których wspomniałeś, mają być przeznaczone na, i tutaj przeczytam.

Obiekty zbiorowej ochrony, zabezpieczenie logistyczne i zapewnienie mechanizmów ciągłości dostaw, utrzymanie i rozwój podmiotów ochrony ludności z uwzględnieniem współpracy cywilno-wojskowej, system bezpiecznej łączności państwa oraz systemy alarmowania, ostrzegania i powiadamiania Korpus Obrony Cywilnej.

Cudownie to brzmi w teorii.

Natomiast zapytałem konkretnie pana wójta Rutki Tartak, ile pieniędzy dostał z tego programu i na co je przeznaczył.

Więc gmina dostała 160 tysięcy złotych, około 160 tysięcy złotych i to im starczy na zakup kilku agregatów prądotwórczych,

oraz zakup takiej beczki cysterny na wodę pitną.

I to jest koniec?

I to jest koniec.

I to jest koniec.

Podkreślę, to nie jest samochód, ta beczka to nie jest samochód, taka cysterna, jak Państwo może widzieli, nie wiem, mleko jest wożone w takich cysternach, tylko to jest sama beczka bez samochodu i go pytam, ale czy macie coś, co pociągnie tą beczkę?

No to mają jakieś tam samochody, do których ta beczka może być zainstalowana.

I tyle.

Sytuacja z programem ochrony ludności i obrony cywilnej na lata 2025 i 2026, ona została w mojej pamięci, dlatego że wybuchł wokół niej spór polityczny.

To znaczy PiS podkreślał, że województwo podlaskie otrzymało w ramach tego programu jedną z najniższych kwot, czyli to 160 milionów złotych, o których już mówiliśmy.

PiS mówi, że mało.

Natomiast rzeczniczka wojewody podlaskiego Inga Januszko-Manachez w tej decyzji niejako broni w rozmowie z Wyborczą z sierpnia 2025 roku i podkreśla, że to 160 milionów to jest tylko część środków, które realnie płyną.

do województwa podlaskiego w sprawie bezpieczeństwa, no bo na przykład wkrótce mają tam trafić kolejne miliardy związane z inwestycjami w ramach Tarczy Wschód.

Ona też podkreśla, że w poprzednich rządach nie było Tarczy Wschód, no i tak dalej, i tak dalej.

No dla mnie to brzmi jak taka polityczna nawalanka.

A tak naprawdę interesujące jest to, co faktycznie ludzie z tego regionu będą z tego mieli.

Beczka brzmi niesatysfakcjonująco i dla nas, myślę, wszystkich tutaj, jak i dla mieszkańców.

Ale powiedz mi, co o tym politycznym sporze albo w ogóle o polityce mówią mieszkańcy Podlasia, w kontekście bezpieczeństwa oczywiście?

To, co już powiedziałem, wybrzmiewa taka narracja, że po pierwsze, no, że czują się pozostawieni, że ta obrona się zatrzyma na Wiśle.

No tak, ale czy to jest to, że a, to PiS-u wina, a, to KO, a, to ci, a, to tamci?

Chyba częściej słyszałem, że to jest wina obecnego rządu, że jakby już zapomniano o zaniedbaniach poprzedników.

Mamy dzień dzisiejszy, żyjemy dzisiaj, więc raczej to idzie na szalę obecnego rządu.

Mówi się też, że no...

Jeżeli coś się zadzieje, no to uciekniemy.

Że pojedziemy gdzieś, a to do córki do Holandii, a to do syna do Warszawy.

Więc to też słyszałem.

Natomiast rolnicy właśnie, tam jest bardzo dużo rolników na tym przesmyku suwalskim.

Hodowla bydła i mięsnego i mlecznego.

Rozmawiałem z rolnikiem, który ma 140 krów mlecznych.

dzierżawi 100 hektarów ziemi na Litwie, bo tam rolnicy dzierżawią ziemię na Litwie.

Oni mają tam 2,3 km do swojego pola na Litwie, więc to jest bardzo popularne tam.

Ale ten rolnik mi mówi tak, no mam te 140 krów mlecznych, każda jest warta jakieś 8 tysięcy złotych.

I co ja z tymi krowami zrobię, jeżeli rzeczywiście będzie jakiś konflikt?

Czy mam je pognać na Stadion Narodowy w Warszawie?

I zapytałem nawet w powiecie, czy jest jakiś plan na to, by ewakuować zwierzęta.

Czy w ogóle o tym się myśli?

No nie ma takiego planu.

na ewakuację zwierząt na przykład, gospodarskich zwierząt.

Ale nie dziwi mnie to, że nie ma takiego planu, ponieważ zapytałem też starostwo powiatowe w Suwałkach, czy mają schrony.

Nie, nie mamy schronów.

Czy myślicie o budowie schronów?

Nie, nie myślimy o budowie schronów.

Tutaj państwo tego nie widzą, ale bardzo się zdziwiłam.

Ale teraz już domykając naszą rozmowę, chciałabym się ciebie zapytać, mówimy o tych wszystkich niedostatkach.

Jak ludzie, którzy mieszkają w tym regionie, układają sobie życie teraz?

Bo tak sobie myślę, że ten przesmyk suwalski, ja go sobie wyobrażam jako takie miejsce, gdzie żyje się trochę na granicy światów.

Mamy granice, więc mamy granice pomiędzy państwami, ale mamy też granice pomiędzy wojną gorącą, wojną hybrydową, granice między kulturami.

Jak mieszkańcy układają tam sobie właśnie taką codzienność?

Moja wizyta tam przerosła moje wyobrażenia o Suwalszczyźnie.

Jest to przepiękny, przepiękny region Polski.

I ci ludzie zatopieni w tym miejscu, aż naprawdę żal by było stamtąd wyjeżdżać.

I ludzie chyba, głównie myślą, że jakoś to będzie.

Ale to był region chyba bardzo turystyczny, więc myślę sobie, że dostali po kieszeniach trochę przez całą tę sytuację.

Tak, rozmawiam z właścicielem ośrodka takiego wypoczątkowego, który powiedział, że ma ponad połowę mniej odwiedzających niż wcześniej.

I ludzie, kiedy odwołują rezerwację albo dzwonią zapytać, czy można przyjechać, pytają, czy stoją blisko czołgi.

A Litwini też odwołują?

Nie, Litwini właśnie chętnie przyjeżdżają w tamte strony, bo dla nich to jest zachód.

Oni czują się tutaj właśnie bezpiecznie.

Odwraca się perspektywa.

I tym jednak optymistycznym akcentem zakończmy naszą rozmowę.

W studio gościłam dzisiaj Marcina Wójcika, reportera dużego formatu.

Dziękuję.

Dziękuję.

Dziękuję i do usłyszenia za tydzień.

Jeśli tak jak my w Wyborczej kochasz książki, weź udział w plebiscycie Nike Czytelników.

Zagłosuj na książkę i napisz swoją recenzję.

Wygraj voucher na wycieczkę o wartości 5 tysięcy złotych.

Czekamy do 30 września na wyborcza.pl ukośnik Nike.