Mentionsy

7 metrów pod ziemią
01.11.2025 11:00

Tajemnice zakładu pogrzebowego. „Konkurencja zleciła podpalenie mojego biura” | Magdalena Szymańska

O branży pogrzebowej bez tabu opowiada Magdalena Szymańska, właścicielka zakładu pogrzebowego Skrzydlate Anioły.


---

„7 metrów pod ziemią” to internetowe wywiady o tematyce społecznej. Rozmawiam z ciekawymi ludźmi - konkretnie i bez zbędnych dygresji. Mój cel? Wydobyć z rozmówców prawdę, na którą nie zdobyliby się w telewizyjnym studiu. Rafał Gębura.


Oprawa muzyczna: Dawid „Shimz” Schiemann

Oprawa graficzna: Andrzej Wąsik

Szukaj w treści odcinka

Znaleziono 480 wyników dla "C"

Magda, jesteś szefową zakładu pogrzebowego, także skrzypaczką, czym zajmowałaś się wcześniej.

No i to przez te skrzypce chyba to wszystko się zaczęło, ta przygoda z pogrzebówką, bo występowałaś i to na ślubach, i to na pogrzebach, i to na jakichś imprezach okolicznościowych.

No ale jakoś tak po latach się stało, że to te pogrzeby cię wciągnęły najbardziej.

Dlaczego?

Najdłużej grałam na pogrzebach, najwięcej razy, właściwie tysiące.

I widzę jaki efekt to przynosi, jakie emocje dla rodziny, jak ja mogę im pomóc, żeby ta ceremonia była piękna, żeby była personalna, bo na przykład wykonuję utwory, które zmarły lubił.

I ten zakład pogrzebowy jest rozwinięciem właśnie tej mojej działalności muzycznej, bo mam większe możliwości właśnie wpływu na tą sytuację.

Właściwie w tej chwili mam wpływ na wszystko, w sensie na zorganizowanie od A do Z, żeby tej rodzinie pomóc.

Ja sama pożegnałam tatę 23 lata temu, więc ja nadal pamiętam tamte emocje.

Ja nadal pamiętam ten moment, mam ciarki, jak był składany do grobu, więc ja umiem się bardzo dobrze postawić po tej drugiej stronie, jak to jest żegnać swoją najbliższą osobę.

Nie znieccało cię to, że ta atmosfera jest taka ciężka, że jest smutek?

Na weselach inaczej, co?

Na weselach czy nawet na każdych innych uroczystościach jest inaczej, to wszyscy wiemy.

Natomiast po pierwsze mam gdzieś z góry od Boga niesamowitą wytrzymałość psychiczną.

Mam, myślę, ponad normalnie taki poziom pozytywu w sobie, takiego ciepła.

I zauważyłam, że bez szkody dla siebie mogę się tym ciepłem i tą energią dobrą dzielić.

Czyli poczułaś, że to dla ciebie po prostu.

Po czasie, po latach doszłaś do takiego szalonego, powiedzmy, wniosku, pomysłu, aby założyć własny zakład pogrzebowy.

Ciekaw jestem, jak ta rzeczywistość cię zaskoczyła.

Znałaś już ludzi, chociażby z tych występów.

Natomiast na pewno ta rzeczywistość jakoś cię jednak zaskoczyła.

Co cię zaskoczyło?

Zaskoczyło mnie na pewno, że pewne części usługi zostały jeszcze w tych wczesnych latach, załóżmy dwutysięcznych, już może nie będę mówić o dziewięćdziesiątych, ale w tych wczesnych dwutysięcznych, a pewne części usługi typu samochody są bardzo na bieżąco, czyli niektóre firmy starają się mieć najnowsze modele.

limuzyn, więc taki dualizm.

Wynika to z tego, że ludzie, czyli ci klienci, nie wymagają albo nie wiedzą, czego mogą wymagać od tych zakładów pogrzebowych, bo gdyby ludzie poszli tylko tam, gdzie są spełnione te wymagania, no to ci, którzy zostali w tych latach wcześniejszych, musieliby się szybciej podciągać.

A dużo osób myśli, no przecież tak ma być, tak było, tak trzeba.

To gdzie widziałaś deficyty?

Jakość tych panów, ich zachowanie, ich zaangażowanie, ich ubiór niestety.

Te deficyty jeszcze do niedawna, już teraz się skończyło, ale jeszcze do niedawna, kilka lat temu jeszcze poczułam alkohol jednego z grabarzy.

W tej chwili już to jest naprawdę doprowadzone do porządku, absolutnie.

Tak samo wśród pracowników też od wielu lat nie ma.

Więc tu w biurach wtedy nie wiedziałam do końca jak to wygląda, natomiast doświadczając tych ceremonii, bywając na ceremoniach, tam widziałam najwięcej, że jakby można by więcej się zaangażować, można by bardziej godnie to robić, bardziej elegancko.

dokonać więcej starań, więcej sprzętu może mieć, żeby ta trumna, przecież wiele sytuacji jest takich, że trumna jest stawiana po prostu na grobie, na takiej belce tylko, tak?

A jest gro firm pogrzebowych, które mają właśnie te namioty, te katafalki, to tak jest bardziej podnieśle, uroczyście, elegancko, nie na trumna na ziemi, też się zdarzyło, że widziałam trumnę na ziemi, no dla mnie to jest niedopuszczalne.

Czyli widziałaś potencjał i postanowiłaś go jakoś wypełnić.

Mówi się, często spotykam się z taką opinią, że pogrzebówka to jest taka branża, która szczególnie nie lubi konkurencji.

Doświadczyłaś tego może na własnej skórze?

Rzucano ci chłody pod nogi?

Doświadczyłam, niestety.

Na początku się ze mnie śmiali i mnie lekceważyli.

Skrzypaczka sobie założyła zakład, co ona tam może?

Więc można powiedzieć, byłam dla nich do pewnego momentu niegroźna.

Aczkolwiek już w tym początkowym okresie doświadczyłam też, dostałam wiadomość, spieprzaj stąd aniołku.

Po dłuższym czasie dowiedziałam się, że również było zlecenie na spalenie mojego pierwszego biura.

Tak, komuś się jednak nie spodobało, że powstaje kolejna jakaś konkurencja.

No i trochę później też na szczęście się nic nie wydarzyło, ale było zlecenie na kradzież moich dwóch karawanów.

Wtedy już miałam dwa nowe karawany i było zlecenie, żeby mi je zabrać.

Nie wiem, czy możesz o tym mówić, ale czuję taką potrzebę, żeby dopytać, skąd takie przekonanie, skąd te przeczucia, skąd ta wiedza.

Jest pewna grupa osób, które pracują w różnych dniach dla różnych firm i to są bardzo dobrze poinformowane osoby.

Jednego dnia pracują dla firmy A, drugiego dla firmy B, trzeciego dla firmy C i panowie, którzy wstawią trumnę do kościoła, ułożą kwiaty, wszystko już jest przygotowane, tą godzinę mniej więcej, która trwa msza święta, to oni mają na plotki.

w związku z czym wymieniają informacje między sobą, tworzą przy okazji też dodatkowe plotki, to na pewno, natomiast właśnie gdzieś tam od jednej z takich osób dobrze poinformowanych dopiero, ale na szczęście mówię po czasie i nic się nie wydarzyło, ale dostałam informację, że słyszał o takim zleceniu.

Ale tak jak mówisz, szczęśliwie do żadnego wypadku nieszczęścia nie doszło.

Ty tworzyłaś tę swoją firmę od podstaw, co oznaczało, że na samym początku, co jest dla mnie dużym zaskoczeniem, sama jeździłaś do domów, do mieszkań po ciała.

Znaczy nie sama, tylko z jakimś kolegą, wspólnikiem.

Z pracownikiem, to był pracownik, tak.

No ale wciąż kobieta, tu trzeba jednak dźwigać.

Jak sobie z tym poradziłaś fizycznie, to jedno, a dwa, jak ludzie na to reagowali?

Ludzie myśleli, że jestem tylko, żeby wypełnić dokumenty, żeby z nimi chwilę porozmawiać, bo przyjęłam też zgłoszenie to telefoniczne na tej całodobowym telefonie, więc myśleli, że tylko przyjechałam porozmawiać, coś może uzgodnić, może dopilnować, a tutaj jeden pracownik i mówi, dobrze, czy już możemy mamę zabrać do samochodu.

I razem z nim stawałam, otwierałam te nosze, otwierałam ten pokrowiec sanitarny, a oni mówią, a tu nie przyjdzie drugi mężczyzna.

Ja mówię, spokojnie, tak, spokojnie, jestem przygotowana od strony fizycznej.

Ja od zawsze ćwiczyłam na siłowni, w związku z czym jakby te nogi, ten korpus, plecy, brzuch muszą mieć swoją wytrzymałość.

I zawsze przywołuję tą anegdotę, że właśnie ten pracownik, który ze mną jeździł,

Chodziło mu o tym, że jeżeli ja złapię, to faktycznie te plecy, jest ta postawa, trzymam, że nie gnę się pod wpływem ciężaru.

Ta część ciała dolna jest jednak trochę lżejsza niż ta górna część ciała, gdzie jest cały korpus, głowa, ręce.

W związku z czym miałam trochę łatwiej.

Poza tym nosze mają kółka, więc jeżeli czułam potrzebę odpoczynku, to mogłam na chwilę postawić.

na tych kółeczkach odsapnąć kilka chwil, zwłaszcza jeżeli trzeba było znosić po schodach.

No to ciekawe były to początki.

Było to niewątpliwie wyzwanie jakieś fizyczne, ale myślę też, że chyba także emocjonalne.

Tak sobie wyobrażam, że to jest szczególnie wymagające emocjonalnie wejść do takiego miejsca, gdzie ta atmosfera jest

niezwykle gęsta, rozpacz, wielkie emocje.

Jak się ma to zachować w takiej sytuacji?

Pewnie wypracowałaś jakiś model zachowań właściwych.

Czy to jest miejsce na to, żeby kogoś pocieszać, żeby coś powiedzieć?

Czy może lepiej zachować ciszę?

Jakie są twoje doświadczenia?

Ja jestem niezwykle empatyczną osobą, więc bardzo odczuwałam też te emocje.

Najwłaściwsze jest zapewnienie ich, że nie są sami w tym wszystkim, że im pomogę na każdym etapie, łącznie nawet od zaopiekowania się tą mamą, babcią, mężem, od tego momentu pierwszego.

Oni mimo wszystko czuli, że kobieta...

ma inne podejście niż mężczyzna, który tak bardziej technicznie wykonuje, zwłaszcza jak jest pracownikiem jakiejś firmy, no to ma za zadanie, robi i to tyle.

A tutaj rozmawiając ze mną, zawsze poświęcam chwilę na rozmowy, jak jestem na miejscu, rozmawiając zapewniam ich i myślę, że to poczucie spokoju i poczucie bezpieczeństwa

Ja w naturalny sposób przytulam tych moich klientów i oni wtedy czują, że to nie jest właśnie mechaniczna żadna czynność dla mnie, tylko to jest taka chęć zaopiekowania się zarówno nimi, jak i tym zmarłym od początku, żeby był delikatnie przeniesiony.

żeby był zaopiekowany, żeby później też, już wyprzedzając, później przygotowywałam tych zmarłych do pogrzebu, do tej ostatniej drogi, to oni wiedzieli, czuli, że kobieta ma swoją wrażliwość, kobieta widzi więcej, wszystkie detale, żeby tutaj był równo, równo kołnierzyk.

wszystko po prostu, żeby było takie perfekcyjne, a jednocześnie z taką kobiecą delikatnością i ogromną empatią.

Żadne słowa nie pocieszą ich w tym momencie, ale takie poczucie, że nie są sami i że nie muszą się z tym mierzyć sami, bo tam pojawia się po prostu tysiąc pytań do.

Czyli bardzo często w ogóle zaczynają z typy.

Nie wiem dlaczego, znaczy wiem, domyślam się.

bo chcą ugościć te osoby, które gdzieś przyjeżdżają z innych części kraju, żeby jak przyjadą tego zmarłego pożegnać, to żeby później ich jeszcze poczęstować, ta polska gościnność tutaj.

Ludzie czują się zobowiązani.

Dla mnie to jest zupełnie od końca, takie myślenie od końca, ale szanuję i rozumiem, że niektórzy po prostu nie wiedząc od czego zacząć, to myślą o tej konsolacji czy o stypie.

Ile kosztuje coś?

Czy możemy się pożegnać?

A możemy mu dać takie buty, czy takie buty?

Czasami słucham wszystkich pytań i stopniowo odpowiadam jedno po drugim.

A czasami jak widzę, że tam jest taki mętlik, że jeszcze sami nic nie wiedzą, bo niektórzy już wiedzą, będzie kremacja, będzie to, mamy grób w tym miejscu i jakby potrzebują już sobie to jakoś porządkować w głowie.

Ale niektórzy mają taki chaos, że jeszcze nie podjęli w ogóle decyzji, czy dana osoba będzie pożegnana tradycyjnie w trumnie, czy będzie jednak kremacja.

I wtedy uspokajam ich ogólnie, że są w dobrych rynkach po prostu.

że ja właśnie osobiście, nawet jeżeli pracownicy w biurze, bo mam w tej chwili trzy biura, więc nie mam możliwości, żeby wszystkich obsługiwać osobiście, ale daję im poczucie, nawet w rozmowie przez telefon właśnie, że ja dopilnuję wszystkiego, czy to zdalnie właśnie, czy to nawet będąc czasami w biurze, pożegnania, tego, żeby wszystko odbyło się gładko, sprawnie, w możliwie, bo ludzie też oczekują, że to będzie wszystko dosyć szybko wykonane, więc ta cała logistyka to jest naprawdę poważne przedsięwzięcie.

Mając na uwadze jeszcze wyłącznie te sytuacje domowe, kiedy właśnie tam przyjeżdżałaś, tak jak mówisz, pojawiała się masa rozmaitych pytań.

Które sytuacje albo jakaś jedna była dla ciebie jednak najbardziej wymagająca, zaskoczyła cię, dała ci w kość i na pewno o niej nie zapomnisz?

Pierwsza z sytuacji, kiedy żona żegnała męża i nie mogła się z nim rozstać.

To po prostu ten jej płacz, kiedy ona po prostu kładła się na nim z płaczem, z takim naprawdę rozrywającym serce wyciem, no rozrywała mi również serce.

Oczywiście wtedy wyszliśmy do drugiego pokoju, powiedziałam, pani Aniu...

Proszę, jakby to jest czas dla pani, my dajemy pani go tyle, ile pani potrzebuje, żeby pani mogła się jeszcze z mężem pożegnać.

a już powiedziała, dobra, już, pożegnałam się, wychodzi po, załóżmy, 20 minutach, bo to nie było krótko, mówi, dobrze, już możecie go zabrać, jestem gotowa.

I my zaczynamy swoje czynności, a jej ten przypływ emocji wraca i znowu się na nim kładzie i całuje i mówi do niego, no to po prostu, ja się w jakiś sposób utożsamiłam z nią, że żegnam swoją najbliższą osobę i to, no, teraz mam łzy w oczach.

Ja bym nie wytrzymał chyba w takiej sytuacji.

Jak później wrócić do rzeczywistości?

No potrzeba jest chwilę czasu, głębokich oddechów, czasami spokojna, relaksacyjna muzyka.

Ale najbardziej mi pomaga to poczucie, że mogę jej pomóc.

Mimo wszystko, że jakby mam wpływ na tą sytuację.

Mogę jej pomóc, żeby on pięknie wyglądał, żeby ona się czuła spokojna, zaopiekowana.

Czyli ta potrzeba takiej głębokiej obecności przy niej razem pomaga.

I przekonanie, że ta praca ma jakąś misyjność, ma sens.

Co było dla ciebie większym wyzwaniem?

Te sytuacje, kiedy jechałaś na miejsce i mierzyłaś się z tymi czasem zaskakującymi sytuacjami, czy być może samo przygotowanie ciała do pogrzebu?

No bo to też musi być wymagające, chociażby sama kwestia nagości, obcego ciała, jakichś różnych wydzielin ludzkich, higieny, zapachów nieprzyjemnych.

Co było większym wyzwaniem?

Podzieliłabym to na dwie części.

Pierwsze wyzwanie emocjonalne i to są zawsze młode osoby lub osoby, które sobie odebrały życie, zmarły przedwcześnie lub zmarły w sposób nagły i w tym współczuciu jakby dla rodziny i również w takim poczuciu niesprawiedliwości.

Dlaczego teraz?

Dlaczego przygotowujesz 17-letnią dziewczynę?

która poszła na imprezę, wzięła jakąś tabletkę i już z tej imprezy nie wróciła do domu.

Bo pamiętam, rodzice mnie poprosili, żebym ubrała ją sama, żeby żaden z pracowników, żeby zachować jej godność.

I pracując przy niej, właśnie to poczucie takiej niesprawiedliwości, taka piękna, drobnej budowy ciała dziewczyna,

I ona miała tyle życia przed sobą.

Właśnie te wszystkie młode osoby lub, które same podjęły taką decyzję, też niektóre bywają młode, niektóre troszkę starsze.

Ale głowa szaleje w takich sytuacjach.

Czemu?

Dlaczego?

To poczucie niesprawiedliwości.

Ja często z nimi gadam.

Czemu?

Czemu, dlaczego podjęłeś taką decyzję?

Co cię skłoniło?

Czemu koledzy, bo to często te młode osoby są pod wpływem znajomych, którzy namawiają te jakieś głupie rzeczy, jakieś te wyzwania obecne, że dziewczyno, gdzie ty miałaś tutaj ten zdrowy rozsądek i czemu poszłaś za tą grupą znajomych, a nie za tym, co na przykład pewnie rodzice przestrzegali, że słuchaj,

Nie bierz nic, pilnuj drinka, żeby się nic nie stało, żebyś szczęśliwy.

Pobaw się, poskacz, porozmawiaj ze znajomymi i po prostu wracaj do domu.

To mówienie do ciał jakoś ci pomagało?

Czasami mam więcej informacji od rodziny, kim ten człowiek był, jaki był, więc łatwiej mi... Lepiej wiedzieć te rzeczy, czy lepiej nie?

Ja wolę wiedzieć, bo ja każdego mojego zmarłego traktuję bardzo personalnie, czyli nie jest to dla mnie po prostu... W ogóle w mojej firmie zabronione jest słowo trup.

Czyli nie traktuję to jako kolejnego jakiegoś trupa, tylko to jest pan Zbyszek, to jest pani Kasia, po kolei, po prostu.

Wszyscy moi pracownicy tak też mówią.

Czasami się zdarza ciało, jak wypadnie imię czy nazwisko z głowy, jak teraz jest bardzo dużo zleceń, odbieramy po 3-4 osoby dziennie.

Trudno też od pracowników oczekiwać, że oni dostaną jedną informację i oni już będą te imiona wszystkie pamiętać.

No to wtedy używamy, że jedziemy po ciało z medycyny sądowej czy z jakiegoś prosektorium szpitalnego.

Ale zasadniczo używamy imion właśnie, że dobra, pan Marek, odebrany.

No to chyba ładne zwyczaje.

Wspomniałaś o tych sytuacjach, kiedy na przykład na twoim stole, wyobrażam sobie jakiś stół, gdzie odbywa się ta cała procedura higiena itd., ląduje nastolatka, są to sytuacje bardzo trudne, głowa szaleje.

ale pewnie prędzej czy później pojawił się dzień, kiedy na tym stole pojawiło się małe dziecko.

To chyba szczególnie wymagająca sytuacja.

Przez większość lat w tej chwili już się bardzo wspieram pracownikami, bo skala działalności jest coraz większa, więc nie mam możliwości być wszędzie i w prosektorium, i na pogrzebie, i w biurze, w związku z czym coraz więcej się wspomagam moimi pracownikami, ale faktycznie przez, no, dopiero może 2-3 lata temu troszkę zaczęłam więcej, ale też dzieci to była zawsze moja domena.

Czyli osoby zmarłe, załóżmy, ubierali pracownicy, a dzieci zawsze szefowa.

I chciałam.

Chciałam, bo ja nie jestem jeszcze mamą, ale czułam potrzebę właśnie, żeby jakby być tymi rękoma tej mamy, która tak delikatnie, która włoży tą czapeczkę, która jeżeli trzeba to tam delikatnie umyje, czy włoży w becik, czy w jakieś, jeżeli większe dziecko, no to normalnie w ubranko, w śpioszki.

Więc takim byłam, chciałam być przedłużeniem rąk tej mamy.

I rodzice też jak się dowiadywali, że ja osobiście będę ich dziecko przygotowywać, to też z wdzięcznością, jak dobrze pani Magdo dziękujemy, że to myśleliśmy, że to ktoś z panów.

Mam teraz taki fajny zespół panów również, którzy naprawdę dają radę i przygotowują też te dzieciaczki mniejsze i troszkę większe i jakby z pełnym spokojem im powierzam też, ale mówię, przez wiele, wiele lat to ja, niezależnie czy to był taki malutki płód, takie dzieciątko, które z utraconej ciąży dosłownie kilka czy kilkanaście tygodni miało, czy to już takie dziecko większe,

Była sytuacja, że no to są, to jest największa tragedia chyba w ogóle, że już rodzice jechali na porodówkę i dojechali i się dowiedzieli, że dziecko nie żyje.

No to ten ciężar emocjonalny i mnie przez chwilę przytłaczał.

Czy oszalałaś, ale jeszcze o tym nie wiesz?

Nie odsuwa mnie jakby od tego tematu, tylko wręcz przybliża.

Wręcz jeszcze jakby bardziej głębiej w to weszłam tak naprawdę.

To są te wyzwania na tym poziomie emocjonalnym.

Ale już nawet odsuwając się od dzieci, są też wyzwania na takim poziomie fizjologicznym, fizycznym.

Pewne rzeczy trzeba wykonać, czynności fizjologiczne.

Ty go miałaś, czy nie miałaś?

Czy musiałaś go przeskoczyć, czy weszłaś gładko w ten świat?

Psychicznie zawsze dźwigałam.

Ale fizycznie czasem było ciężko.

Pamiętam dosyć dobrze jedno takie bardzo trudne ciało pani, która miała bardzo duże odleżyny.

Te odleżyny wydzielają niesamowicie nieprzyjemny zapach.

Albo też porównując podobną sytuację pani, która niestety miała raka piersi i się w ogóle nie leczyła, więc tę jedną pierś miała normalną, a druga była wręcz wklęsła, bo ten rak taki wyżarł to ciało.

No i ten zapach wtedy, to jest taka żywa tkanka, która gnije.

Więc to są sytuacje niesamowicie wymagające.

Na szczęście są pewne preparaty, które można sobie czy posmarować, czy po prostu nałożyć maseczkę, czy są te wszystkie preparaty, które się rozpyla w powietrzu i które neutralizują zapach.

Pamiętam na samym początku, jak jeszcze nie miałam takiego prosektorium profesjonalnego,

i tych wszystkich takich jakichś wyciągów czy wywieczników i pamiętam jeden z pracowników po prostu co chwila otwierał drzwi.

Weź mi wywiecz na chwilkę.

Szłam do drzwi, kilka głębokich oddechów i wracałam do stołu, żeby jak najszybciej jakby się zająć, ale zawsze...

Zapach jest największym wyzwaniem?

Ja mam bardzo czuły węch, więc dla mnie zapach.

Niektóre ciała dostajemy...

że rodzina nie zorientowała się i ktoś kilka dni leżał w domu i wiadomo, no co starsze, jakieś samotne osoby, które nie mają bliskich, którzy dzwonią codziennie na przykład, sąsiad, sąsiadka, tak, te znane historie, że to ten zapach dopiero spowodował, że te drzwi zostały otwarte przez straż pożarną i policję i jakby...

I to wtedy ciało ma też określony kolor, na początku bardziej zielony, później już czarny i jest spuchnięte bardzo często.

Więc jakby to nie jest przyjemny widok, ale mówię, ja widok zawsze jakby mniej na mnie działał, a zapach jest dużo trudniejszy.

Funkcjonuje wiele mitów związanych z tym, jak wygląda to przygotowanie ciała do pochówku.

Na pewno często spotykasz się chociażby z anegdotą o łamaniu kości, ale jest tego dużo więcej.

Ja słyszałem o tym, że na przykład zakleja się powieki klejem, żeby się oczy nie otworzyły.

że zszywa się usta, to akurat nie jest mit, to wiem, ale zapytam ciebie oczywiście o to.

Ale na przykład spotkałem się też z tym, że zaszywa się w ustach jakieś szmaty, żeby jakieś płyny się nie wydobywały na zewnątrz.

No i mnóstwo tego typu podobnych historii, co jest mitem absolutnym, a co faktycznie jest taką czynnością, jaką niestety trzeba wykonać.

Z tego, co wymieniłeś, to mitem jest tylko łamanie kości.

Bardzo często zadawane pytanie w biurze.

Ja wręcz na swoich social mediach zaczęłam nagrywać właśnie filmiki, które

obalają pewne mity, które tłumaczą, edukują, wyjaśniają właśnie takie różne przesądy i mity, żeby, no jesteśmy w XXI wieku, ludzie powinni już wiedzieć, jak wygląda przygotowanie ciała, a przynajmniej te podstawowe informacje, no bo rozumiem, że szczegóły nie są wszystkim potrzebne.

Więc wracając, łamanie kości, absolutny mit, bo to się wszystkim kojarzy przełamanie stężenia.

No bo ciało jest sztywne.

Tak, ciało, mięśnie, wszystkie ścięgna, wszystko jest sztywne, aczkolwiek też nie zawsze.

Bo ciało, które pani na przykład, która długo leżała w hospicjum i nie chodziła już, czyli te mięśnie nie były używane, to nie ma tej siły mięśniowej i one wtedy tak nie zastygają mocno, jak na przykład u pracownika budowlanego.

Och, ponad 100 kilo i prosto został zabrany z budowy, w butach wręcz takich technicznych.

No i pamiętam solidnej budowy ciała, pamiętam jak się namęczyłam, żeby to stężenie przełamać u niego właśnie.

Czyli im więcej używamy mięśni i ta osoba była sprawna i jakby na co dzień się poruszała, tym to stężenie jest mocniejsze, ale w żadnym przypadku nie ma potrzeby, żeby łamać kości.

Chodzi o to rozruszanie.

Ja nazywam to taką małą gimnastyką, tudzież taka, jak się idzie na fizjo, że po prostu w stawach, które pracują właśnie w taki sposób, jak naturalnie,

Na początku trzeba czasami użyć trochę siły, ale za chwilkę ten po prostu staw jest ruchomy, tak samo ten staw tutaj barkowy, jodra, kolana.

Czyli na to są sposoby.

Ale na opadającą szczękę już nie.

Tak, tak, no bo jakby działa grawitacja, więc szczęka, tutaj te mięśnie, które na co dzień trzymają szczękę zamkniętą, rozluźniają się, w związku z czym najczęściej, to nie jest w 100%, ale najczęściej faktycznie szczęka, buzia jest otwarta.

I tu w zależności od wykształcenia osób, które się zajmują tymi zmarłymi, właśnie od zakładu pogrzebowego,

Można spotkać sposoby zaklejania ust albo po prostu profesjonalnie się zaszywa lub ewentualnie jak jest mała szparka, wystarczy czasem taki krem pozycjonujący usta zastosować i usta są naturalnie zamknięte.

Więc to z tych mitów.

Zaklejanie powiek, no niestety, tak jak wspomniałam, czy te...

Nie chcę sobie wyobrażać tego, ale wiem, że to niestety bywa tak.

Jakieś szmaty czy jakieś gazety, które czasami pracownicy niewyedukowani albo pracownicy firmy, która za wszelką cenę też oszczędności jakieś chce zastosować, że nie przeznaczyć, no bo jednak wata czy...

czy jakieś bawełna, absorbent, który wiąże to wszystko.

Profesjonalnie powinno się włożyć, trzeba zabezpieczyć, bo są wycieki zarówno z buzi, jak i z nosa.

Trzeba zabezpieczyć zawsze.

z szacunkiem po prostu, mimo wszystko jest włożyć waty, zasypać troszkę absorbentem, który jeżeli tam jest jakaś ciecz, jakiś płyn, to po prostu ten absorbent chłonie i razem z tą watą tworzy się po prostu taki czop i nic wtedy nie wypłynie.

Nie trzeba tam wpychać niezliczonej ilości gazy czy nie daj Boże szmat.

To już jest taka kuchnia w Twojej branży.

Wyjdźmy na chwilę na zewnątrz jeszcze.

Wyobraźmy sobie tego przeciętnego klienta.

Zastanawiam się, co jest dla niego istotniejsze.

Wspomniałaś na samym początku samochód.

Więc pytanie o to, czy dla klienta ważniejszy jest luksusowy samochód, to żeby było dostojnie, godnie, żeby sąsiedzi być może widzieli, że

Czy twoje doświadczenia wskazują na to, że jednak nie ma to znaczenia?

Ludzie cenią sobie być może empatyczne podejście w większym stopniu.

Jakie są twoje obserwacje?

Klienci, którzy wiadomo, jak w każdej grupie konsumenckiej można ich w jakiś sposób pogrupować, więc klienci załóżmy z tej niższej i średniej półki często zwracają uwagę właśnie na te takie luksusowe, żeby trumna jednak się świeciła, żeby była elegancka, żeby miała ładne te okucia, załóżmy metalowe i żeby ten samochód był, czyli taki troszkę zastaw się, postaw się.

Ci młodzi już bardziej rzeczowo podchodzą do tematu.

To jest jakby pierwsza część odpowiedzi na to pytanie.

Natomiast mam przyjemność, okazję obsługiwać również takich klientów z tej grupy bardziej zamożnej, z tych bardziej wymagających.

I u nich jest zupełnie co innego.

U nich liczy się właśnie to podejście, to serce.

To, że są zaopiekowani, to, że nie muszą nigdzie biegać sami, załóżmy, podpisują kilkanaście czy kilka upoważnień i mają spokój.

Czyli dla nich nie jest istotne to, żeby się świeciło, żeby błyszczało?

Nie, dla nich jest ważniejsze, żeby było bardziej tak, jak ten zmarły by sobie życzył, żeby bardziej zachować ten charakter o sobie.

Ktoś był skromny, to nawet jeżeli ktoś ma dużą zasobność portfela, to wcale nie robi wystawnego pogrzebu.

I ten samochód jest takim uzupełnieniem.

Dla mnie on jest pewnym narzędziem, bo wiadomo, fajnie jest mieć i ja mam piękny samochód, piękną limuzynę, ale nie traktowałam nigdy go jako naczelną jakąś taką wartość czy naczelny punkt sprzedawania, że tutaj przyjdźcie do mnie, bo mam Maserati.

Ale dopytam o to, bo faktycznie to Maserati pewnie jest czymś, co ciebie wyróżnia.

Ale dopiero po iluś latach go kupiłam, to nie było od początku.

No więc pytanie do ciebie, czy jest to odpowiedź na warszawskie zapalenie opon mózgowych, czy jest to konieczność w obecnych czasach?

Jedno i drugie, bo są klienci, którzy wymagają, żeby było coś innego, żeby było coś nowszego, żeby się wyróżnili właśnie.

Oni tak naprawdę bardzo często też chcą uhonorować tę osobę, żeby miała najlepsze, co istnieje, co jest dostępne na rynku.

Więc to nie zawsze jest takie zapalenie opon mózgowych i tylko, żeby się pokazać, tylko często jest taka potrzeba z wewnątrz, żeby po prostu... Że jemu się należy, tak?

To był dobry człowiek.

Tak, ja też specjalnie to moje maseraty nie zrobiłam go czarnego, tylko w takim platynowym załóżmy kolorze, więc ono jest jaśniejsze.

Ja wszystkie biura mam w jasnych kolorach wykończone.

Wszystko jest u mnie takie miękkie, ciepłe i ten karawan też chciałam, żeby był troszkę taki inny, nie był taki czarny przytłaczający, tylko

No dobrze, ale dopytam cię mimo wszystko, czy jednak ludzie mają jakieś odpałę, mówiąc kolokwialnie, czy jednak obserwujesz to, że ktoś przesadza, że to może czasami idzie w jakimś dziwnym kierunku?

Oczywiście, że są.

Doświadczamy ich co kilka dni.

Trochę bardziej odpalone i trochę mniej odpalone.

Ale myślę, że nie przekracza to nigdy takiego dobrego smaku.

Że da się im, tym ludziom, nawet jeżeli mają jakieś pomysły, to razem z nimi siadając i mówiąc, no panie Marku, ale serio pan myśli, żeby tak zrobić?

Mówi, no nie, faktycznie chyba trochę przesadziłem.

Więc te pierwsze jakieś pomysły, bo to jest taka, tak jak wspomniałam, burza mózgu, totalne zamieszanie, totalny brak ukierunkowania, więc oni jakby doradzają się nas.

Oni z nami rozmawiają, jak już tak spędzą godzinę, dwie w biurze, trzy, cztery, że już nie bywa, to się w jakiś sposób zaprzyjaźniają z nami troszeczkę.

To dochodzą do wniosku, że ten zaprzęg konny nie będzie konieczny.

Najczęściej tak, że jakoś znormalizować te ich oczekiwania, ale my z drugiej strony bardzo chętnie realizujemy te takie prośby wyjątkowe, takie, żeby właśnie ta ceremonia była taka...

niestandardowa, żeby nie była pod jedną linijkę, żeby uhonorować tę osobę, jeżeli lubiła jakąś muzykę, kwiaty, żeby coś miała przy sobie, coś, co lubiła, coś, co nosiła codziennie.

Zadajemy takie pytania właśnie, żeby pomyśleć, co na tę ostatnią drogę dać tej osobie.

Więc tutaj te pomysły bywają niestandardowe, ale ja nie widzę w tym żadnych problemów.

Magda, powiedz mi, co to znaczy w 2025 roku pogrzeb na bogato?

Najdroższy pogrzeb, jaki robiłam, zawierał też koszty cmentarza, księdza, te wszystkie, po prostu wszystkie, wszystkie, wszystkie, bo ja się staram za klientów załatwiać wszystko, żeby nie to, że proszę tu jechać, proszę tu jechać, tylko my wszystko załatwimy.

To chyba było 55 tysięcy.

Czyli w setki nie poszło?

Jeszcze helikopterów i tych spraw jeszcze nie przerabiałam.

Co przy takich budżetach rzędu 50 tysięcy złotych za pogrzeb, co stanowi największe obciążenie finansowe?

Jaka pozycja jest najbardziej kosztowna?

Nie ma jednej pozycji.

Jest kilkadziesiąt pozycji tego kosztorysu.

Co tworzy te kwoty tak duże?

Organizowałam pogrzeb, na którym było 23 wieńce.

Nie wszystkie były zamawiane przez naszą firmę i przez klienta, ale summa summarum było 23 więcej, więc tak naprawdę w kościele nie było już miejsca, gdzie je ustawiać.

Czyli kwiaty, to jest duży koszt.

Tak, zdarzyło mi się robić pogrzeb osoby, pan chował żonę,

który poprosił, żeby od bramy cmentarza do grobu, w którym miała spocząć, żeby był szpaler z kwiatów, takich róż wyłożonych na chodniku.

Więc tych kwiatów też kilkaset trzeba było kupić.

Zawsze jest wtedy też bardzo bogata oprawa muzyczna, zazwyczaj jakiś zespół cały, nie jeden, dwóch muzyków, tylko czterech, pięciu, sześciu, ilu tam, tak?

jaki skład sobie klient zażyczy, to my jesteśmy w stanie.

Ja mam bardzo wielu znajomych z branży, sama cały czas gram i śpiewam, więc jak najbardziej możemy tutaj czy kwartet, kwintet, po kolei wszystkie instrumenty i te mniej typowe, jakiś saksofon na przykład, zapewnić.

Czasami jest łączona ceremonia ksiądz plus mistrz ceremonii, więc to też, to wszystko generuje tak, żeby była przemowa jeszcze taka, żeby wspomnieć tę osobę zmarłą.

Portret zazwyczaj też wtedy nie jest takim zwykłym zdjęciem wydrukowanym na papierze fotograficznym, tylko na przykład na płótnie, na przykład format 60x90.

No to ciekawe rzeczy.

A4, chociaż my i tak najczęściej teraz już proponujemy, A4 jest troszkę za mały według mnie, zależy jeszcze od kościoła, ale najczęściej

Lepiej się sprawdza ten A3, ten podwójny, jednak żeby nie tylko pierwsze ławki widziały ten wizerunek osoby, którą żegnamy, tylko ten środek i dalsza część kościoła też.

A jeżeli wydrukujemy zdjęcie na płótnie, postawimy większe, no to to ma swój taki urok, swoje większe ciepło.

Płótno jest takie szlachetne.

Zazwyczaj też jest dużo więcej karawanów, dużo więcej osób do obsługi.

To też jest taki znaccy koszt.

W takiej sytuacji wszystkie moje cztery plus jeszcze czasami od kolegów potrafię pożyczyć dodatkowy samochód na kwiaty, no bo jeżeli mamy 23 wieńce, to wiadomo, że nawet moimi czterema wyłączając limuzynę, czyli trzema samochodami nie przewieziemy takiej ilości kwiatów i osoby do obsługi, żeby to też było sprawne.

W takich sytuacjach też często, jeżeli osoba była bardziej znana, to rodzina potrzebuje prywatnej ochrony, czyli żeby nie wszyscy zaczepiali, żeby po prostu mogli w spokoju to przeżywać, a nie żeby podchodził każdy, kto ma życzenie, z nim zamienić słowo.

Z tych elementów jest naprawdę dużo.

Tak więc mniej więcej wyglądają te pogrzeby w cudzysłowie na bogato.

Na pewno są imponujące, na pewno zapadają w pamięć, ale z całą pewnością w pamięć zapadają także...

o wiele skromniejsze uroczystości.

Masz jakąś taką, która na pewno nie wyjdzie ci z głowy, o której nie zapomnisz, która nie daje ci spokoju i wraca czasem, przypomina o sobie?

Mam kilka takich.

Nie wiem, dlaczego akurat w tym momencie przyszła mi do głowy ceremonia Marty.

O, pojawiają się kolejne, więc spróbuję w skrócie opowiedzieć.

Ceremonia Marty, która kuchała tulipany.

I wszyscy zostali o tym powiadomieni, w związku z czym nie było żadnych innych kwiatów na tej ceremonii, tylko tulipany.

I później jak ją przewoziliśmy, to była ceremonia świecka, jak ją przewoziliśmy z domu przedpogrzebowego do grobu, to część kwiatów poszła do tego samochodu technicznego, a część razem z urną i po prostu było morze, morze tych tulipanów.

Więc to takie było wzruszające, że wszyscy też uszanowali tą jej miłość właśnie, do tego rodzaju okolot kwiatów.

W tym momencie...

Polacy są niesamowicie, myślę, że w ogóle ludzie, że tak się jednoczą, tak wszyscy się wczuwają w tą sytuację, że właśnie nie ma tych przypadkowych jakichś pomyłek, że każdy jednak pamiętał, żeby kupić te tulipany i wieniec cały był z tulipanów od najbliższej rodziny.

To była jedna sytuacja.

Pięciolatek, który był objęty ospieką hospicyjną, więc dziecko, które wiele przecierpiało.

Rodzice chcieli, bo on taki był, żywy.

I kolorowy, sam w sobie, w związku z czym tam były serca i wszystkie kwiaty, tak zwany full color.

Czyli tam nie zwracaliśmy uwagi, żeby niebieskie połączyć tylko z białym i z żółtym na przykład.

Tylko tam niebieski, różowy, czerwony, pomarańczowy, wszystkie były po prostu full color te wieńce.

Więc to właśnie te ceremonie takie, że ten charakter człowieka czuć nawet na tej ceremonii pożegnania.

Z tego, co mówisz, można wyciągnąć wniosek, że nawet pogrzeb może być piękną uroczystością.

Takie, na które nikt nie przychodzi.

Albo przychodzi jedna, dwie, trzy osoby.

I jest cisza.

I jest cisza.

Przecież zasłużył się, jakby zaprzyjaźnił w międzyczasie z taką ilością osób.

Co sobie myślisz w takich sytuacjach?

I też w tej sytuacji jestem tak ja bardziej obecna.

Jakby czasami staję się jednym z uczestników.

Pamiętam też pogrzeb, wrócę jeszcze raz, ale to jest już w tym kontekście drugim, w kontekście dziecka, na którego pogrzeb rodzice nie mieli siły przyjść nawet.

I ja byłam jedynym uczestnikiem pogrzebu.

I ja byłam jednocześnie obsługą i jednocześnie tym uczestnikiem, bo się pomodliłam.

Grabarze piękny gest też wykonali, też stanęli w poczuciu takiego szacunku.

Tak zwaną minutę ciszy zrobiliśmy.

Więc w tych sytuacjach właśnie mówię, ja się staję bardziej obecna.

dać muzykę od siebie gratis, żeby ten pogrzeb nie był tak smutny, taki przybijający, żeby był piękniejszy, żeby uczcić życie tej osoby.

Bo ona przecież tak wiele zrobiła.

Każdy z nas wiele robi i takich pięknych wspomnień jest.

A może rodzina czasami wiadomo już wymarła, wyginęła, gdzieś się rozjechali po kraju, po świecie, czy bardzo często.

kurczę, ale że znajomi, że sąsiedzi, przecież tyle lat się mieszka w jednym miejscu i właśnie najsmutniejsze dla mnie są takie historie.

Żeby nie było za smutno, zmienię lekko temat i zapytam cię może o te bardziej zabawne, zabawniejsze sytuacje.

Czy w twojej branży łatwo wpadkę?

A jeśli tak, to jakie ogniwa tego łańcucha są właśnie najbardziej podatne na jakieś wpadki?

Co może się wysypać?

Całkiem sporo.

Dlatego jestem na tych ceremoniach, żeby się nie wysypało, a nawet jak się coś wysypie, to żeby szybciutko temu zapobiec, tudzież naprawić.

Najczęściej mylone są szarfy na kwiatach i daty, tudzież jakaś literówka w nazwisku na tabliczce.

To są najczęstsze pomyłki.

Czyli co, miała być Bożena, a jest Elżbieta na przykład.

No bo te tabliczki, te tabliczki akurat w naszej firmie my robimy sami i niestety wiadomo, pośpiech, czasami nieuwaga, więc przerabiamy jedną tabliczkę z drugiej, no i na przykład napiszemy imię, nazwisko, w międzyczasie zadzwoni telefon, czy klient przyjdzie, gdzieś to odłożymy, a później patrzymy, a dobra, zrobione.

I imię, nazwisko jest jednej osoby, a data urodzenia i data śmierci innej.

Ale w takich sytuacjach to na pewno bliscy zastanawiają się, kto w takiej sytuacji jest wewnątrz.

Wiesz, te takie pomyłki, o których jest głośno, to wynikały, że np.

Ja też tak miałam imię i nazwisko identyczne.

Na szczęście u mnie było jakby za dwa tygodnie pogrzeb, ale nagle patrzymy, zaraz, przecież panią, załóżmy, tą Zofię już pochowaliśmy.

A tu się okazuje, że to inna Zofia, ale to samo imię, to samo nazwisko, no i wtedy nie ma co się dziwić, znaczy jest co się dziwić, ale jest łatwiej o tą pomyłkę, jeżeli te dwie osoby o tym samym imieniu, nazwisku są w tym samym czasie w prosektorium.

I o tyle, jeżeli obie są chowane tradycyjnie, to to jeszcze można jakoś odkręcić.

O tyle, jeżeli w międzyczasie jedna zostanie skremowana, to są już poważne konsekwencje.

Na szczęście nie miałaś takich sytuacji.

Nie miałam takiej sytuacji i to są bardzo jednostkowe, to są głośne sytuacje w całej Polsce.

I trzymam kciuki tak samo dla wszystkich innych właścicieli firm pogrzebowych, żeby się to nikomu nie zdarzało, bo to jest, myślę, że traumatyczne przeżycie zarówno dla rodziny, jak i dla tego zakładu, bo każdy z nas chce zrobić tą pracę jako najlepiej.

Ciało na szczęście nigdy nie pomyliłaś.

Nie, ciało nie pomyliło.

Ale pytanie o to, jaka więc była twoja największa wpadka, no bo jakaś musiała być na przestrzeni tych lat.

Oprócz tych zmian nazwisk, tudzież imion na tabliczkach i na szarfach, co oczywiście jesteśmy w stanie tak naprawdę czasami w kilkanaście minut, czasami w pół godziny naprawić, czyli podmienić wtedy.

No wiadomo, przepraszamy rodzinę, kajamy się i jak najszybciej chodzi o to, żeby to naprawić.

To chyba takie po pierwsze, jak mi się pracownik jeden spóźnił na pogrzeb i już mamy wnosić trumnę do kościoła.

Ja się zaglądam, dobra, trzech jest, a gdzie ten czwarty?

Nerwowo już patrzę, w końcu dzwonię.

Na 13 mamy, to mam jeszcze czas.

Dobra, 20 minut, to już dawno trudno, musi być w kościele.

Więc rozejrzałam się, tylko nie było za dużo osób jeszcze z tych uczestników, więc mówię, chłopaki, wnosimy.

Ja wam pomogę, więc... I ty poszłaś, tak?

Wtedy nie zarzucaliśmy na ramię, bo jakby tak ten ciężar, wnosiliśmy elegancko, spokojnie w rękach po prostu tą trumnę, więc to była jedna taka na pewno wpadka.

Teraz już jest łatwiej mi, bo mam wszystkich czterech pracowników swoich na etacie, którzy przyjeżdżają już razem, więc nie ma możliwości, że ktoś spóźni, ale czasami pogrzeby się przeciągają.

W teorii powinniśmy, wszystko mamy naprawdę, ja tyle lat po tych cmentarzach jeżdżę, ja mam tak opracowane trasy, wiem, którą bramą się wjeżdża, którą wyjeżdża, ile czasu zajmuje przejazd, także u mnie nie ma ściemy.

Szefowo zajęło nam więcej czasu, no wiadomo, korek czy coś tam, ale też mam wszystko na GPS-ach, więc nie ma u mnie ściemy.

Natomiast mówię, co ty gadasz, zdążycie, bo...

Ja kiedyś, jak grałam na skrzypcach ceremonii pogrzebowych, to potrafiłam zagrać pięćdziennie.

Więc naprawdę logistykę mam tu.

Mam w małym paluszku, ale ceremonia to jest jednak takie wydarzenie, które potrafi nas zaskoczyć jakby dodatkowymi elementami, czyli na przykład okazuje się, że na cmentarzu pięć osób chce przemówić.

Tylko jedna osoba pół godziny, druga 10 minut, trzecia znowu ileś.

I w związku z czym ceremonia miała trwać na przykład półtorej godziny czy dwie, a rozciąga się tam do trzech, trzech i pół.

I wtedy zaczyna być już ciepło, że nie zdążymy na drugą.

Więc to są takie newralgiczne momenty.

No wiadomo, wtedy dzielę jakoś ekipę, że jedna część już jedzie, druga zostaje dokończyć tą ceremonię albo dodatkowych pracowników ściągam.

Tak, improwizacja.

Za co można u ciebie wylecieć z roboty, powiedz?

U mnie jest trochę jak w mafii, czyli najprędzej za nielojalność.

Ja staram się być najlepszym pracodawcą, jakim potrafię być.

Może czasami jestem za miękka, za łagodna, ale z drugiej strony, jeżeli się przegnie pałę, to nie ma już przebacz.

Zdarzają się niekiedy takie sytuacje.

Niestety jeden z pracowników troszkę nadużył naszej karty paliwowej i też już go pożegnałam.

Bardzo go lubiłam, więc to było trudne pożegnanie, ale jakby nie ma przebacz w tych sytuacjach.

Ja na co dzień spokojnie wybaczam wszelkie takie błędy typu, że coś właśnie zapomniał, że coś się pomylił, że coś nie dopatrzył, nawet, że rozbił karawan.

znam życie, wiem jak się jeździ po ulicach, wiem, że zajeżdżają nam drogę, że nie patrzą, że karawan, bo jemu się śpieszy bardziej.

Lojalność to podstawa i takie, żeby też dobrze zawsze mówić o pracodawcy, żeby nie zdradzać jakichś informacji wewnętrznych gdzieś na zewnątrz, żeby po prostu nie kombinować za plecami szefowej, bo szefowa wcześniej czy później wszystkiego się dowie.

A powiedz mi Magda, bo rozmawialiśmy o tych wyzwaniach, z jakimi mierzyłaś się na samym początku.

Obecnie jesteś już, jak sama mówisz, szefową, właścicielką ileś lat w branży.

Jako ta osoba, która jednak dba o tę logistykę, układa te puzzle i czuwa nad całością.

Co jest dzisiaj dla ciebie najbardziej kłopotliwe, największym wyzwaniem?

jakość pracowników, żeby byli samodzielni, myślący, towar deficytowy i zaangażowani.

Jak się im nie pokaże palcem, mnie to strasznie męczy.

Mówię bardzo długo, jestem cierpliwa, pokazuję, tłumaczę, wyrozumiała i tak dalej, ale w którymś momencie mnie to już zaczyna strasznie męczyć, jeżeli za każdym razem ktoś pracuje rok, dwa, ileś czy dłużej,

I za każdym razem muszę mu powiedzieć, słuchaj, idź tam, weź to, zabierz to, sprzątnij.

Ja bardzo cenię takich pracowników, którzy też w pewien sposób czują się gospodarzami, czyli widzą, że papierek leży w biurze, to po prostu podchodzą i zanoszą go do kosza.

To takich pracowników, którzy mają takie wąskie patrzenie, którzy na zasadzie, o dobra, za pięć, piąta, to ja już sobie będę zbierał.

Nieważne, że tam jeszcze ten to zrobię jutro.

Pewne rzeczy muszą być jednak wykonane

Zwłaszcza, że jeżeli zostanie dzisiaj dłużej godzinę czy dwie, to jutro, zazwyczaj, czy pojutrze, w zależności od sytuacji, może tą godzinę czy dwie wyjść wcześniej.

I ja nigdy nie robię problemu, więc takiego zaangażowania w pełnego, takiego, można powiedzieć, takiego utożsamiania się z firmą oczekuję.

Ciężko o to.

Ciężko o to, tak.

Jak zmieniają się pogrzeby na przestrzeni ostatnich lat?

Po pierwsze, ludzie otwierają głowę, troszkę więcej czytają, oglądają czasami, czy mają znajomych za granicą, więc wiedzą, że mogą więcej wymagać.

Wiedzą, że mogą mieć urnę na przykład w jakimś nietypowym kształcie, czy kolorze.

Kiedyś też w ogóle w Polsce, Polska troszeczkę ciągle goni ten zachód.

Takie mam obserwacje swoje.

że pewne usługi czy pewne elementy usługi już za granicą dawno funkcjonują, a u nas dopiero powoli albo niedawno weszły, albo jeszcze nie weszły.

W związku z czym, ale ci młodsi, właśnie bardziej otwarci, wiedzą, że mogą już jakby tego wymagać.

Wiedzą, że może to być ceremonia bardziej personalna.

Nie trzymają się tych sztywnych rąk, tych sztywnych ram, że to ksiądz, co pomyśli ksiądz lub co pomyślą sąsiedzi, tylko robią tak, jak czują.

Czyli więcej odwagi, w tym jest takiej swobody.

A czy są być może jakieś zwyczaje, które zanikają i bardzo tego żałujesz, bo są piękne albo po prostu wartościowe w twojej ocenie?

Nadal jakby ta nowoczesność, o której przed chwilą mówiliśmy i ta tradycja idą bardzo mocno ze sobą w parze, ale obserwuje się coraz więcej pogrzebów z kremacją.

Taki jest ewidentnie trend i kierunek z różnych powodów, ale również zauważam, że mniej jest tych pożegnań przy otwartej trumnie.

który jest bardzo potrzebny do zamknięcia pewnego etapu, a coraz więcej osób z niego rezygnuje, na zasadzie tłumaczą się, a chciałbym zapamiętać, tak jak żył, te lepsze chwile i tak dalej.

Moim zdaniem to pomaga w zamknięciu, czy w rozpocciu kolejnego etapu żałoby po prostu, i żeby to jednak musi dotrzeć.

Oczywiście, żeby jednak zobaczyć.

Żeby jednak zobaczyć, żeby móc

Klienci mi się zwierzają, że się na przykład ktoś pokłócił i zawsze w tej sytuacji, jak tak widzę, że ten żal jest taki i coś jest niedokończone, zawsze bardzo jakby polecam, no taki na zasadzie podpowiadam, żeby jednak zdecydował się na to pożegnanie przy otwartej trumnie, nawet jak będzie sam tam, niech tam przyjdzie, niech powie, co miał powiedzieć temu ojcu, nawet jeżeli trochę na niego zły jest za coś, niech

powie, za co jest wdzięczny, bo przecież jest lata historii wspólnego życia.

Niech zakończy ten etap właśnie, bo później to się przeradza w taką traumę i w taką żałobę, która nie może przejść przez kolejne etapy i po prostu trwa latami, a to jest już niezdrowe, jeżeli żałoba trwa latami.

Więc ten etap, myślę, że troszkę zaczął być pomijany.

Kiedyś był przecież zawsze i to trzy dni się

się spotykali ludzie, czuwania nocne i tak dalej, była norma.

A teraz troszeczkę też czasami mnie dziwi, czy rozumiem to od strony takiej ludzkiej, ale od strony tej emocjonalnej, że dzwonią, proszę przyjechać jak najszybciej, bo my nie chcemy siedzieć z tą zmarłą osobą, nawet jeżeli to była najbliższa osoba, babcia czy ktoś inny z rodziny.

Po co się tak śpieszyć?

To jest lęk, to jest właśnie ta chęć ucieczki od tego, chęć, że nie stało się, nie było, pominąć to.

Może jakoś będzie, dobra, pomyślę sobie, że wyjechał może w jakiś sposób.

Czyli po prostu uciekamy od tego tematu.

Zabierzcie ode mnie jak najszybciej, nie wydarzyło się.

Więc te pożegnania myślę, że...

Więc znowu kwestia wybrania.

Troszeczkę pewne rysy twarzy.

Ale z drugiej strony, tak jak ja słucham swoich tych rodzin,

Jeżeli tak wahają się, a my ich troszeczkę popchniemy jakby delikatnie w kierunku tego pożegnania, żeby się zdecydować, no bo wiem od strony psychologicznej, jak to działa,

I ta osoba zmarła dobrze wygląda, bo wszyscy moi pracownicy, którzy zajmują się osobami zmarłymi, są przeszkolone w tym zakresie.

Wszyscy.

Wszystkich wysyłam na kursy, wiadomo, już po okresie próbnym i tak dalej, ale czasami jeden, czasami dwa kursy.

Ja doglądam też zawsze, czy na kamerce, jak nawet mnie nie ma na miejscu, czy na kamerce, czy na zdjęciach, na telefonach służbowych.

Ja dostaję zdjęcie i mówię, dobra, poprawkołnierzyk, dobra, domaluj usta.

Czyli jakby dbam o to, żeby ta osoba dobrze wyglądała.

Namawiacie tych klientów, że może jednak warto się pożegnać i jaki jest finał?

Doceniają to po fakcie?

Mówią bardzo często, że dało im to spokój, że bał się.

a jednak ta osoba dobrze wyglądała, że jednak zostanie im ten pozytywny, mimo wszystko, że ta osoba nie żyje, ale wiele osób mówi, wygląda jakby spał, jakby miał za chwilę wstać i po prostu z nami wyjść stąd.

I to jest najlepszy komplement dla nas, jako pracowników, jako dla tych osób, które przygotowują.

I takie zamknięcie pewnego etapu, takie trochę zmierzenie, takie troszkę niestety, ale jak uderzenie głową o ścianę,

Na dłuższą metę zawsze męczy i ciągnie się latami.

No mnie jak najbardziej przekonuje to, co mówisz.

Magda, na sam koniec powiedz mi, czy planowanie własnego pogrzebu to szaleństwo, czy całkiem może sensowny pomysł?

Olbrzymia odpowiedzialność, zarówno za siebie, to swoje pożegnanie, ale też za bliskich, którzy wtedy mają łatwiej.

Którzy nie muszą się mierzyć z tym ogromem pytań, bo my mamy tam kilkadziesiąt pytań zawsze do tego członka rodziny.

I jeżeli ktoś czy to w rozmowie takiej bezpośredniej, słuchaj córeczko, jak tam kiedyś zamknę oczy, to ja bym chciała to i to, tak jak moja mama mi powiedziała.

Ona by chciała w bordowym garniturze.

Ja kocham sukienki, na co dzień chodzę w sukienkach, a ona nie znosi.

Więc jeżeli nawet w takim żartobliwym tonie usłyszymy od bliskiej osoby, a tym bardziej, jeżeli przyjdzie do nas i my spiszemy po kolei te jej życzenia.

czy to bardziej standardowe, czy mniej, no to ona jest już znacznie spokojniejsza, że po pierwsze będzie zgodnie z jej wolą, po drugie od ciąży bliskich, czy to mentalnie, jakby właśnie podejmując te decyzje, czy to finansowo, bo już są sposoby, żeby częściowo sfinansować, albo w całości sfinansować jakby to pożegnanie i tą ostatnią swoją drogę.

No to jeżeli to nie jest absolutne szaleństwo, to na sam koniec zapytam Cię o to, czy miałaś kiedykolwiek okazję, chociażby z uwagi na fakt, że zajmujesz się tym zawodowo, myśleć i planować własny pogrzeb, jak on by wyglądał, co byś wybrała, jakie elementy?

No to co?

Wiemy, że obie chcemy w trumnie jednak.

Ja bym chciała, żeby ciało było zabalsamowane.

Też kolejna usługa, która w Polsce dopiero powoli, powoli się rozwija, ale to jest to zabezpieczenie przed tymi robakami.

Po co ci ta balsamacja?

Żeby moje ciało jak najdłużej było jakby w tej formie, bo ciało się wtedy wysusza.

Nie ma tego gnicia.

Ciało się wysusza i powoli rozpada.

Więc jakby moja uroda.

przetrwa dłużej, zwłaszcza, że właśnie wywodzę się z tego świata artystycznego, więc nie taki bardziej artystyczny makijaż, może jakaś sukienka taka bardziej estradowa, bardziej błyszcca, jak dzisiaj mam buty takie złote, więc jak najbardziej właśnie w takim stroju bym chciała być pochowana, w takiej jakby najlepszej wersji siebie, nie takiej codziennej, skromnej, tylko właśnie takiej bardziej

błyszccej, ale zabalsamowana w trumnie jakiejś eleganckiej typu amerykanka na przykład, bo one tam mają więcej miejsca, to one są takie prostokątne bardziej.

Czasami kojarzymy na tych firmach amerykańskich, że mają to dzielone wieko, że się tylko połówka otwiera.

No to są te takie, taka troszkę wyższa półka w Polsce tych trumien.

Żeby sobie to jakby zaplanować i zabezpieczyć.

0:00
0:00